ISSN: 2658-2740

[RECENZJA] „Upadek Gondolinu” J.R.R. Tolkien

Tytuł: "Upadek Gondolinu"
Autor: J.R.R. Tolkien,
Grafika: Alan Lee,
Tytuł oryginalny: "The Fall of Gondolin"
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka,
Redakcja: Marek Gumkowski,
Tłumaczenie: Agnieszka Sylwanowicz,
Typ publikacji: papier,
Premiera: 15 października 2019
Wydanie: 1
Liczba stron: 280
Format: 14,7cmx20,8cm cm
Oprawa: twarda,
ISBN (papier): 978-83-8169-171-0
Cena (papier): 42 zł
Więcej informacji: J.R.R. Tolkien „Upadek Gondolinu”

Tak wszystko się zaczęło

 

Czasem zastanawiam się, czemu służą książki. Wbrew pozorom pytanie nie jest beznadziejnie głupie, a odpowiedź na nie wcale nie jest jednoznaczna: istnieje literatura dla rozrywki, dla zabicia czasu, dla wzbogacenia wewnętrznego, dla przekazania pewnych treści… długo by wyliczać. Są jednak książki szczególne, które stanowią kamienie milowe w obrębie gatunku. I właśnie za taką książkę uważam „Upadek Gondolinu” J.R.R. Tolkiena.

Bo bez niej współczesna fantasy nie byłaby taka jak dziś. Być może nie powstałaby w ogóle, choć jest to mało prawdopodobne. „Upadek Gondolinu” został napisany sto lat temu i to właśnie w nim Tolkien (prawdopodobnie zupełnie nieświadomie) naszkicował zarys gatunku: szlachetne elfy, wojownicze krasnoludy, podłych orków, ludzi prawych i nieprawych, a także baśniowe królestwa z całym ich przepychem. „Upadek Gondolinu” jest pramatką całej współczesnej fantasy i choćby z tego powodu warto do niego zajrzeć.

Ponieważ jednak stanowi pierwociny, ze współczesnego punktu widzenia może wydawać się nadmiernie prosty. Opowieść o Tuorze ma linearną, nieskomplikowana fabułę, złe postaci są tylko złe, a dobre – wyłącznie dobre. Jeśli będziemy chcieli czytać tę książkę z takim samym nastawieniem, jakie mamy do jej o sto lat młodszych „kuzynek”, możemy poczuć niedosyt. To dzieło dla fanów – fantasy w ogólności i Tolkiena w szczególności. Napisane jest tak, jak pisało się książki sto lat temu, w podniosłym, namaszczonym stylu, z obowiązkowymi rozbudowanymi opisami i gawędziarską narracją, która pasowałaby raczej do barda snującego opowieść przy zamkowym kominku, a nie do XXI wieku z jego szaleńczym tempem życia.

„Upadek Gondolinu” nie jest dziełem jednolitym, zawiera kilka wersji „głównej” opowieści opatrzone komentarzami Christophera Tolkiena, a także fragmentami listów Johna R.R. Poznajemy dylematy autora i koncepcje, które towarzyszyły mu podczas procesu tworzenia. Dzięki temu możemy wiele wyczytać między wierszami tej dosyć krótkiej opowieści. Widać, że Tolkien już jako początkujący twórca przykładał ogromną wagę do szczegółów i bardzo poważnie podchodził do swojej pracy… a także nie ustrzegł się pomyłek. A czytelnicy, którzy mają już za sobą lekturę „Władcy pierścieni” (czyli prawdopodobnie wszyscy), zobaczą jeszcze jedna rzecz: jak długą drogę pokonał pisarz między napisaniem „Upadku Gondolinu” i trylogii. Bo pierwszy z nich – z całym szacunkiem – to początek i zalążek świata, a drugi to monumentalna, skomplikowana historia zbudowana z maestrią i niepowszednim talentem.

„Upadek Gondolinu” uważam za obowiązkową pozycję dla miłośników fantasy. Nie dlatego, że oferuje nam porywającą opowieść – historię Tuora, upadku ukrytego królestwa i wyprawy niebiańskiego żeglarza Earendila znamy z „Władcy pierścieni” i „Silmarilionu”. „Upadek…” jest początkiem i warto go poznać – choćby po to, by samemu przekonać się, jak bardzo zmieniła się fantasy w trakcie stulecia swojego istnienia.

 

Hanna Fronczak

Ściągnij tekst:

Mogą Cię zainteresować

[Recenzja] „Banda Michałka na wakacjach” Ewa Karwan-Jastrzębska

Przepis na sukces w literaturze młodzieżowej wydaje się prosty – weź zgraną…

Dlaczego żyjemy w świecie bez magii?
Recenzje fantastyczne nimfa bagienna - 19 października 2016

Hirka i jej podróż tropem zaginionej magii naszego świata, czyli Hanna Fronczak recenzuje…

Teatrzyk absurdu ma zaszczyt przedstawić…

Recenzja powieści Mileny Wójtowicz „Post scriptum”. Czy można sobie wyobrazić bardziej prozaiczny…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!