ISSN: 2658-2740

Anna Nieznaj „Czortowe dzieci”

Opowiadania Anna Nieznaj - 15 stycznia 2021

Biografii worożychy Horpyny Sienkiewicz poświęcił w Ogniem i mieczem raptem dwa zdania. Anna Nieznaj na tej podstawie dopisała jej klimatyczną, fantastyczną herstorię, dorzucając Bohuna na dokładkę. Smacznego!

Pierwotnie tekst ukazał się w Roczniku Fantastycznym.

 

 

 

CZORTOWE DZIECI

 

Ataman wszedł do wiedźmiej chałupy jak do siebie, nawet nie myślał zastukać. Dobrze, że chociaż jak zdejmował futro, to otupał w sieni buty ze śniegu.

– Co z Tymoszą? – spytał półgłosem.

– A co ma być? Napoiłam go makową nalewką, to śpi.

Tymosza leżał w komorze przy kuchni, za zasuniętą kotarą. Po tym, jak kilka dni temu siostra oczyściła mu ranę, balansował na cienkiej linii między życiem a śmiercią, ale zaczynało iść ku lepszemu.

– Wieczerzę jakąś masz?

Ataman rozsiadł się przy stole. W błękitnym żupanie, ciemnym kontuszu wyszywanym srebrem; u boku szabla. Przy pasie miał kindżał skrzący się drogimi kamieniami w świetle świec. Smukły, śmiały, czarnobrewy. Marzenie, nie chłopak.

Ale wiedźma też nie od tego była wiedźmą, żeby żyć jak wsiowa baba i nie móc się ładnie ubrać. Dziś bardziej po męsku, bo pogoda kieckom nie sprzyjała – w nocy zasypało śniegiem tak, że nie można było drzwi od chałupy otworzyć. Chłopcy atamana jak rano zaczęli, tak dopiero niedawno skończyli oczyszczać cały plac i drogę w głąb jaru. Inna rzecz, że rozleniwieni długim popasem nie śpieszyli się za bardzo.

Wiedźma krzątała się przy piecu. Wysoka, hoża, miała na sobie koszulę z głębokim wycięciem obszytym kolorową krajką, barani serdak i granatowe szerokie spodnie. Czarne warkocze niby przeplotła czerwonymi wstążkami, ale ciągle się rozsypywały i było w tym coś nieprzyzwoitego.

Postawiła przed atamanem kaszę z kiszoną kapustą i gotowaną kurę, która została z rosołu dla chorego. Zobaczyła, jak młodzieńcowi na ten widok oczy błyszczą. On taki sam głodny, jak ci jego chłopcy, co wystarczyło ich obłaskawić chlebem ze smalcem, żeby przestali się bać strasznej wiedźmy. Schudł na gębie i jego jasne ślepia zrobiły się od tego tylko jeszcze większe i bardziej kocie.

Zawahał się z łyżką w dłoni.

– Na pewno nie trzeba zostawić wam zapasów?

– Ja tu w jarze nigdy nie będę głodna.

Zrozumiał.

– Złe o ciebie dba?

– Jestem im tak samo potrzebna, jak one mnie – powiedziała, znacząco podnosząc głos.

Ataman wzdrygnął się, odruchowo rozejrzał, ale zaraz udał, że nic takiego nie miało miejsca, i jadł dalej.

– I żadnych chłopaków do pomocy? Poradzisz sobie z nim?

– Raz dziennie się za potrzebą zwlecze, a jak będzie trzeba, to go zataszczę. – Machnęła ręką. – Zresztą przecież jest jeszcze ze mną mój strzelec.

– On twój mąż? – zarechotał ataman.

– On mój pies. Złe mu kazało mnie strzec.

– Czyli mam ci Tymoszę tak po prostu zostawić?

– Tak. Przyślij po niego ludzi przed jesienią.

– Jesienią? – Aż podniósł wzrok znad miski.

Spodziewała się zdziwienia i protestu.

– Atamane, ja go wyrwałam śmierci. Dziewięć miesięcy był kiedyś u matki pod sercem i dziewięć miesięcy będzie ze mną. Potem ci go oddam.

Mówiła tak dobitnie, że nawet jej nie przerwał.

– Twoja żona jest znów brzemienna. Akurat, jak będę jej potrzebna przy rozwiązaniu, to Tymosza do ciebie wróci.

– Brzemienna? – Zaniepokoił się, pokręcił głową. – Ale ja po powrocie z niewoli byłem u niej tylko jedną noc. Zaraz potem zacząłem szukać Tymoszy.

– No i ta jedna noc wystarczyła. Z nią tak już jest, dziewczyna zdrowa jak orzech. Da ci wielu synów, byleś choć czasem w domu bywał.

– Tęskniła za mną, serdeńko moje. – Głos mu całkiem zmiękł.

Ataman był od wiedźmy sporo młodszy i to był jeden z tych momentów, kiedy to zauważała.

– Tęskniła, zazulka, bała się o mnie.

Wiedźma uśmiechnęła się, podparła dłonią policzek, wiecznie potargane warkocze z czerwonymi wstążeczkami spłynęły na dębowy stół.

– A i nie dziwne, że się bała. Jak to się w ogóle stało, że cię pal ominął?

Widziała we wróżbie, że ataman się uratuje – ale nie widziała jak.

– Podstępem pomógł mi uciec ten gruby szlachcic. Wiesz, ten, co mnie raz zdradził.

Prawie przy tym zębami zazgrzytał, tak mu się złość przypomniała.

– A ty mu tego nigdy nie zapomnisz. I nie dałeś pierworodnemu na imię Onufrij.

Ataman rzucił jej długie spojrzenie spode łba i uniósł brew.

– Halszka chciała, alem nie pozwolił. Jest Wasyl, po moim teściu świętej pamięci.

– No, to teraz już wypadałoby.

– Milcz, wiedźmo. Lepiej dałabyś coś więcej do jedzenia.

Postawiła przed nim miskę korzennych ciastek na miodzie, kilka odłożyła na bok.

– Te są dla strzelca. Już dawno je upiekłam dla nas obojga na dzisiejsze święto.

Ataman jakby się zmieszał.

– Dziś jest jakieś święto?

Wiedźma bardzo się starała nie zaśmiać. Nauczyła go za dzieciaka matka, jak się przeżegnać, żeby do niego stepowe czorty nie miały łatwego przystępu. A reszty to się tyle dowiedział, co podpatrzył – u braci z oddziału, u swoich łże-przyjaciół kniaziów, a teraz coś może od żony. A nie, ona rzymskiej wiary, to i sama teraz zwyczajów niepewna.

Taki to i był ich ślub przy trzystu świecach – on ochrzczony z wody dla ochrony przed Złem na uroczysku, ona innego obrządku, ale batiuszka atamanowe złoto przytulił i o nic nie pytał.

Strony: 1234567891011

Mogą Cię zainteresować

Antologia „Harde Baśnie”
Fantastyka Antologia - 11 listopada 2020

Autorki Hardej Hordy ponownie łączą siły! Wyjątkowa grupa utalentowanych pisarek powieści fantastycznych…

Spotkanie z Anną Nieznaj
Aktualności Fahrenheit Crew - 25 sierpnia 2021

W najbliższy piątek (27.08.2021 r.) Biblio Lublin (Filia nr 32 Miejskiej Biblioteki…

Tomasz Jarząb „Wola życia”

Ogarniał go gniew. Jak można było doprowadzić do takiej sytuacji? Jak najnowocześniejsza…

Fahrenheit