ISSN: 2658-2740

Ewa Zwolińska „Tam, gdzie kwitną magnolie”

Opowiadania Ewa Zwolińska - 16 października 2020

Zdjęcie autorstwa Chris F z Pexels

Fahrenheit objął patronatem tegoroczną edycję konkursu literackiego „Jaskier” organizowanego przez Cech Fantastyki SkierCon. W tym roku napłynęło rekordowo dużo prac a jury miało niełatwe zadanie wyboru tych najlepszych. Po burzliwych obradach przyznano nagrody główne w dwóch kategoriach wiekowych a wyróżnienia aż w trzech. Przez kolejne tygodnie będziemy prezentować ich prace na łamach naszego portalu. Dzisiaj przedstawiamy opowiadanie wyróżnione w kategorii wiekowej 20+ oraz jego autorkę, Ewę Zwolińską.

 

Ewa Zwolińska to miłośniczka dystopijnych uniwersów, fanka szeroko pojętej fantastyki i komiksu, aktywna członkini krakowskiego fandomu. Z wykształcenia psycholożka, z zamiłowania producentka słów i obrazów (rysunków, grafik, kolaży). Od marca 2019 pisuje dla magazynu studenckiego WUJ (Wiadomości Uniwersytetu Jagiellońskiego) oraz dla portalu Leniwapopkultura.pl. Oprócz zajmowania się publicystyką hobbystycznie para się również fikcją. Do jej największych literackich sukcesów należą:

– trzecie miejsce w I Ogólnopolskim Konkursie Literackim na Opowiadanie Fantasy Osadzone w Świecie Mitologii Słowiańskiej (konkurs dla młodych pisarzy do 21 lat) za opowiadanie „Droga” (organizator: Biblioteka Pedagogiczna w Tarnowie, rok 2015),

– publikacja opowiadania konkursowego w antologii „Słowiański skarb” (wydawcy: Wydawnictwo Ambaje i Biblioteka Pedagogiczna w Tarnowie, Tarnów 2016),

– drugie miejsce w konkursie na esej pod hasłem „Czy roboty nas polubią?” w kategorii studentów (Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie, konferencja „Emocje robotów”; październik 2017),

– główna nagroda w konkursie literackim dla studentów „Wyspiański na nowo. Sztuka i wolna myśl, niezlękłe bogi” za dramat „Poprawiny” (All In UJ, Samorząd Studentów UJ, Miasto Kraków; maj 2019).

 

Tam, gdzie kwitną magnolie

 

W ZOO nie jest łatwo być kotem, ale i tak o niebo lepiej być czworonogiem niż człowiekiem. Inaczej nigdy nie byłabym w stanie zrobić tego, co właśnie zamierzam. Jako ludzki robotnik nie miałabym nawet wstępu do tego rejonu miasta. W końcu to strefa tylko dla zwierząt.

Słyszę narastający szum maleńkich skrzydełek. Przez uchyloną pokrywę śmietnika widzę, jak tuż obok przelatuje chmara biedronek. Kiedy mnie mijają, sierść jeży mi się na karku. Nigdy nie przepadałam za tymi zcyborgizowanymi owadami. Obrzydliwe biodrony szpiegowskie pierwszej generacji, skonstruowane przez ludzkich inżynierów jeszcze przed zwierzolucją… Kto by pomyślał, że kiedyś zwrócą się przeciwko swoim twórcom? Cóż, na pewno nie ludzie.

Jednak nie tylko oni powinni na siebie uważać. Przecież biedronki rejestrują wszystko, co dzieje się w ZOO. Jeśli teraz zauważą mnie tutaj, a potem w zupełnie innym obszarze, mogą zacząć coś podejrzewać. Nikt nie udaje się na tak dalekie spacery bez wyraźnego celu, chyba że jest Testerem albo planuje ucieczkę. Gdyby nie mój czuły słuch i kocia zwinność, pewnie już by mieli w bazie moją lokalizację i śledzili, dokąd idę.

Dobra, pora wyleźć z tego śmietnika. Przed nami jeszcze kawał drogi.

Ostrożnie podważam głową pokrywę kontenera, rozglądam się wokół, a następnie niepewnie patrzę w dół. Mam wrażenie, jakbym stała na szczycie jakiegoś drapacza chmur, a nie kosza na śmieci. Waham się przez chwilę, biorę jednak głęboki wdech, odbijam od plastikowej krawędzi i skaczę. Ląduję na ziemi z gracją, o jaką nigdy bym się nie podejrzewała. Już zapomniałam, że mam gwarancję lądowania na cztery łapy. Nie czas jednak na zachwyty nad własną sprawnością. W drogę.

Myślisz, że ktoś się zorientuje? Mam nadzieję, że nie. W końcu jak na nowicjusza radzę sobie chyba całkiem przyzwoicie. Jak dotąd nie ściągnęłam na siebie niczyjej uwagi…

Cholibka, co ja właściwie robię? Znowu mam wrażenie, że z tobą rozmawiam. A przecież ty i tak mnie nie słyszysz, choć twoje zmysły działają bez zarzutu, a impulsy nerwowe wciąż docierają do mózgu. Nie słyszysz, bo cię tu nie ma. Przynajmniej chwilowo. Wytrzymaj jeszcze trochę, to już niedługo się zmieni. Obiecuję.

O czym to ja… Aha. Wiesz, ja po prostu potrzebuję stale do kogoś mówić albo chociaż udawać, że mówię. To pomaga uporządkować myśli i zachować trzeźwość umysłu. Staram się to robić, choć czasem wydaje mi się, że w tej sytuacji dużo lepiej byłoby już całkiem zwariować – pozbyć się tych resztek racjonalnej jaźni, jakie mi zostały i zdać się całkowicie na moje kocie instynkty. Świadomość to tylko dodatkowy balast, przekleństwo ewolucji, niepotrzebna komplikacja generująca cierpienie.

Jednak, kiedy tylko zaczynam tak myśleć, zaraz przypominam sobie o tobie, o naszym życiu na wolności, czekającym poza granicami ZOO i o domu – prawdziwym domu, w którym mieszkałam, zanim zostaliśmy tu przeniesieni. Przede wszystkim jednak przypominam sobie o kwitnących magnoliach, których słodkim zapachem odurzałam się każdej wiosny spędzonej w Nolavie. Tak bardzo chciałabym tam wrócić. Dlatego muszę nas stąd wydostać, a świadomość jest mi do tego niezbędna.

Czekaj. Za chwilę będę mijać budę strażników. Muszę się skupić na byciu zwyczajnym kocim robotnikiem, inaczej wywęszą, że coś jest nie tak. Powtarzam więc sobie: spokojnie, przecież jestem teraz jedną z nich, wzorową, docenianą za współpracę obywatelką. Precz z ludźmi, zwierzokracja ponad wszystko i tak dalej. Nikt nie powinien się przyczepić. A jednak wciąż czuję jakiś podskórny lęk, jakbym obawiała się, że wartownicy zajrzą w moje myśli. Fakt, że są psami, tylko potęguje mój niepokój.

Kiedy strażnik wyszczekuje swój standardowy zestaw pytań, momentalnie zastygam w miejscu, napinam całe ciało i unoszę wysoko ogon. To instynkt, nic na to nie poradzę. Staram się jednak zachować spokój i cierpliwie odpowiadam na każde pytanie. Tak, mam pozwolenie. Nie, niczego nie przenoszę. Tak, wiem, że muszę wrócić do siebie, jak tylko załatwię swoje sprawy. Oczywiście, nie dłużej niż godzinę.

Uff, udało się. Przeszłam. Pierwsza granica za nami.

Wiesz, to może zabrzmi śmiesznie, zważywszy na okoliczności, ale… brakuje mi ciebie. Tego kojącego mruczenia, dotyku miękkich łap i twojej cudownie kociej obojętności na cały ten absurd wokół nas. Wciąż pamiętam, jak leżałam skulona w piwnicy i tuliłam cię do siebie, czekając, aż po mnie przyjdą. To było nieuniknione – prędzej czy później przychodzili po każdego, kto nie wpisywał się w politykę nowej władzy. Nawet ci, którym udało się ukryć, w końcu i tak lądowali tam, gdzie cała reszta. Zawsze znajdzie się jakiś gorliwy i porządny obywatel, który za kawał mięsa i gwarancję lepszego traktowania gotów jest wydać własnego sąsiada. Tym właśnie dało się skusić wielu Udomowionych: obietnicą pospolitej, tłustej kiełbasy, którą mogliby najeść się bez strachu, że wkrótce sami trafią do czyjejś miski. Cóż, najwyraźniej wcale nie są aż tak różni od ludzi, jak im się wydawało…

Słyszę czyjeś kroki z naprzeciwka. Odruchowo sprawdzam, czy mam gdzie się schować. Na szczęście okazuje się, że to tylko człowiek. Choć z mojej kociej perspektywy wygląda jak olbrzym, wiem, że z jego strony nic mi nie grozi. To raczej on powinien się mnie obawiać – mogłabym przecież na niego donieść. Nie wolno mu przebywać w tej strefie.

Mija mnie, dysząc ciężko i ledwo powłócząc nogami. Pewnie wraca prosto z pracy. Jego powykręcane, brudne palce ściskają siatkę z paroma genyfikowanymi ziemniakami, dziennym przydziałem ludzkiego robotnika.

Strony: 123

Mogą Cię zainteresować

Karolina Bast Kolasa „Impar”
Opowiadania Karolina Bast Kolasa - 11 września 2020

Fahrenheit objął patronatem tegoroczną edycję konkursu literackiego „Jaskier” organizowanego przez Cech Fantastyki…

Atrakcje SkierConu
Aktualności Fahrenheit Crew - 11 lipca 2019

Za dwa tygodnie rozpocznie się SkierCon. Wśród jego atrakcji nie zabraknie wydarzeń…

SkierCon 2017
Aktualności Fahrenheit Crew - 27 lipca 2017

Od piątku (28.07.2017 r.) do niedzieli (30.07.2017 r.) w Państwowej Wyższej Szkole…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!