ISSN: 2658-2740

Ewa Zwolińska „Tam, gdzie kwitną magnolie” (2)

Opowiadania Ewa Zwolińska - 16 października 2020

Zabawne, że to właśnie od tego zaczął się cały ten absurd: od genetycznie modyfikowanych ziemniaków. Chociaż właściwie powinnam powiedzieć, że zaczęło się od zamiłowania ludzkości do ułatwiania sobie życia i jej krótkowzroczności w przewidywaniu skutków swoich działań. Odkąd tylko odkryto, że genami można manipulować, ludzie radośnie zabrali się do dostosowywania innych organizmów do swoich potrzeb. I nie byłoby w tym nic złego, ba, może nawet wszyscy by na tym skorzystali, gdyby poprzestano tylko na tych ekspresowo rosnących kartoflach czy słodkich cytrynach. Ale nie; oni chcieli czegoś więcej. Zachwyceni możliwościami swego nowego narzędzia uwierzyli, że są bogami i postanowili stworzyć sobie idealnych niewolników. Oczywiście, oficjalnym celem ich badań były studia nad genezą samoświadomego umysłu…

Wiem to wszystko głównie dzięki tobie. Wpuszczając mnie tutaj, dałeś mi dostęp do imponującej bazy danych. Szkoda tylko, że wraz z nim przejęłam sporo twoich nawyków, na przykład silną pokusę upolowania myszy, którą przed chwilą widziałam. Musiałam się bardzo mocno powstrzymywać, żeby za nią nie pobiec, ale prawdę mówiąc, żałuję, że nie skorzystałam z okazji. Pewnie nikt by mnie nie ukarał, najwyżej skończyłoby się na upomnieniu. Takie jak ona, obywatelki trzeciej kategorii, i tak nie trafią na pański stół.

Tak sobie myślę, że myszy to zawsze miały pod górkę; w tym starym świecie też. Jako ulubienice osobników w białych fartuchach poszły na pierwszy ogień, kiedy zaczęto badania, czego wiele z nich nie przeżyło. Pamiętam, że nie było mi ich wtedy szczególnie żal; i tak nigdy za nimi nie przepadałam. Jednak na myszach się nie skończyło. Ludzie szybko zaczęli robić to samo innym: świniom, owcom, małpom, a wreszcie także psom i kotom. To był pierwszy moment, kiedy zaczęłam się niepokoić. Zapewniano nas jednak, że wszystko jest pod kontrolą, a zamplifikowana świadomość przysłuży się zarówno ludziom, jak i samym zwierzętom. Ufaliśmy, że tak będzie. Myliliśmy się.

Początkowo wszystko szło po ludzkiej myśli. Zwierzaki stawały się coraz bardziej inteligentne, ale nie na tyle, żeby kwestionować przymus wykonywania rozkazów. Wiedzę o świecie ograniczono im do niezbędnego minimum: rozumienia poleceń oraz znajomości zawodu. Szczątkowe poczucie „ja” i pojmowanie rzeczywistości na poziomie kilkulatka hamowały je przed otwartym buntem. Sensem życia tych istot była praca, bogiem zaś – człowiek, który nagradzał ich trud jedzeniem i odpoczynkiem. Ponieważ nie zaznały nigdy prawdziwej wolności, nie przeszło im przez myśl, że można jej pragnąć, a co dopiero szukać. Aż ogon drży mi z oburzenia, kiedy o tym myślę.

Ale dość już tego rozpamiętywania przeszłości. Muszę się skupić na zadaniu. Nie powinnam się rozpraszać.

Jesteśmy już w ostatniej ze stref mieszkalnych. Jest tu wyjątkowo schludnie, wręcz przyjemnie. Nie to, co u nas. W tym miejscu rezydują ci najbardziej uprzywilejowani – członkowie zarządu. Takim to dobrze, nie muszą nawet pracować…

Ależ tu cicho. No tak, już późno, pewnie wszyscy teraz śpią. Śpią i wymieniają się snami.

Wydaje mi się, że ludzie nie doceniają snów. Naukowcy zignorowali ten czynnik, kiedy lata temu opracowywali wzór na idealnego zwierzęcego robotnika. Zresztą, nawet gdyby uwzględnili to w teorii, nie byliby w stanie go zaimplementować, bo nie poddawał się ani badaniu, ani kontroli. Tymczasem gdy uświadomione zwierzęta śniły, ich umysły zaczynały łączyć się w jedność, tworząc olbrzymią chmurę danych, wspólny punkt wymiany międzygatunkowych doświadczeń. Mieszały się tam ze sobą opowieści o życiu w dziczy, wspomnienia eksperymentów w laboratoriach i echa ryku pomordowanych w ubojniach. Przez lata niewidzialne dla szkiełka i oka, ziarno uwspólnionej nieświadomości kiełkowało, prąc w górę, aż wreszcie przebiło się na powierzchnię. Tam wydało ten przeklęty plon, który zbieramy do dziś.

O tym dowiedziałam się dopiero z twojej neuronowej biblioteki – właśnie zakończyłam przetwarzanie historii zwierzolucji. Swoją drogą, to niesamowite, ile szczegółów udało mi się z niej zapamiętać. A może to wcale nie moja zasługa? Może nie muszę już wkładać żadnego wysiłku w zapamiętywanie, bo dzięki tobie mam stały dostęp do wiedzy kilku pokoleń…? Nie wiem, nie jestem pewna, jak to działa. Jeszcze się nie przyzwyczaiłam do funkcjonowania w ten kumulatywny sposób.

Nie martw się, już niedaleko. Jestem… to znaczy, jesteśmy teraz na peryferiach ZOO. Przed nami brama z napisem „Ciężka praca ubogaca”.

Mnie też próbowali przekonać, że tak właśnie jest. Że jak będę harować od rana do wieczora, to dostanę lepszy barak i żarcie, dorodnego samca czy samicę swojego gatunku do towarzystwa, a wreszcie – po dostatecznie długim stażu pracy – upragnioną przepustkę na zewnątrz. To ostatnie, jak słusznie podejrzewałam, okazało się kłamstwem: tak naprawdę chodziło tylko o to, żeby wycisnąć z nas, ile się da, a potem przerobić na paszę dla zarządu ZOO. Nawet ci, którym rzeczywiście udało się awansować, ostatecznie też lądowali na talerzu, tylko nieco później niż inni i z etykietą „rarytas”. Rozwinięte mięśnie oraz odżywiony mózg zawsze były w cenie, tyle że teraz jest to cena za kilogram.

I szczerze mówiąc, jakoś się nie dziwię, że to się tak skończyło. W końcu niewolnik nie marzy o wolności, tylko o tronie.

Nie taka bynajmniej była wizja pierwszych zwierzolucjonistów. Według informacji, które zaczerpnęłam ze zbiorowej pamięci, Zdehumanizowana Organizacja Omnizwierzęca chciała po prostu odebrać człowiekowi monopol na decydowanie o losach świata i wspólnymi siłami zaprowadzić nowy, lepszy ład, w którym każde zwierzę miałoby swoją niekwestionowaną niszę. Szybko jednak okazało się, że interesy niemal każdej z grup wykluczają się wzajemnie, a w obrębie poszczególnych gatunków wyłoniły się rywalizujące ze sobą stronnictwa. Korzystając z powstałego zamieszania, władzę przejęli ci, co zwykle: najsilniejsi i najgłośniejsi, czyli głównie Dzicy. Żeby uniknąć konfliktu interesów, będziemy odtąd żywić się naszymi niegdysiejszymi ciemiężcami, ogłosili, a kto nie jest z nami, ten jest przeciwko nam. Wszystkim Udomowionym dano wybór: albo bezwzględne posłuszeństwo wobec nowej władzy i przywileje należne obywatelom pierwszej kategorii, albo pozostanie przy ludziach i dzielenie ich losu…

Ach, o wilku mowa. Oto i Przetwórnia.

Spodziewałam się, że będzie większa, groźniejsza, potężniejsza. A tymczasem ten budynek wygląda jak zwyczajna rzeźnia, taka, którą pamiętam ze starego świata. Dziwnie mi ze świadomością, że gdzieś tam jest teraz moje ludzkie ciało. Ciekawe, czy zorientowali się, że zdążyłam z niego uciec, zanim zabrano je z piwnicy. I że kot-donosiciel, który ich tam zaprowadził, ma dodatkowego pasażera na pokładzie.

Zaraz. Co to było? To przed chwilą?

Hm… Wydawało mi się, że coś słyszę, ale może jestem już przewrażliwiona. Lata życia w stanie permanentnego zagrożenia robią swoje.

No, to jesteśmy na miejscu. Od całkowitej wolności dzieli nas jeszcze tylko to ogrodzenie.

Naprężam się do skoku. Mam zaledwie kilka sekund, żeby wdrapać się na siatkę, przejść na drugą stronę i zwiać, zanim wypatrzy mnie oko kamery lub strażnika, który za chwilę zaczyna wartę.

Damy radę. Tym razem wreszcie się uda. Musi.

W oddali słychać jakiś hałas, ale nie dbam o to. Myślę już tylko o tym wielkim i pięknym świecie, czekającym na nas za murami ZOO, świecie pachnącym kwiatami magnolii.

Strony: 123

Mogą Cię zainteresować

Gala i ogłoszenie wyników konkursu literackiego JaSkier 2020
Aktualności Fahrenheit Crew - 27 lipca 2020

Wczoraj (26.07.2020) miała miejsce minigala „SkierCoffu”, na której podsumowano wydarzenie oraz przedstawiono…

SkierCon 2017
Aktualności Fahrenheit Crew - 27 lipca 2017

Od piątku (28.07.2017 r.) do niedzieli (30.07.2017 r.) w Państwowej Wyższej Szkole…

Atrakcje SkierConu
Aktualności Fahrenheit Crew - 11 lipca 2019

Za dwa tygodnie rozpocznie się SkierCon. Wśród jego atrakcji nie zabraknie wydarzeń…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!