Jarosław Misiak „Wzgórze H 224” (8)

Opowiadania Jarosław Misiak - 11 grudnia 2015

– O to cholerne wzgórze – przerwał doktor.

– Tak, o H 224.

– Co się tam w ogóle stało? – Mimo senności lekarz poczuł nieodpartą ciekawość. Mogło to przecież mieć jakiś związek z rojeniami jego zmarłego pacjenta.

– Ten sierżant uczestniczył w potwornej masakrze – opowiadał głos. – Objął dowodzenie nad resztą ocalałych żołnierzy w beznadziejnej sytuacji. Powinien poddać wzgórze, lecz postanowił walczyć do końca. Prawdę mówiąc, postąpił jak szalony sukinsyn i skazał na śmierć swoich ludzi. Prawdopodobnie wszyscy zginęli w ciągu najwyżej kilku dni bitwy. Podobno ktoś próbował uciec, ale nie wiadomo, czy się mu udało. Tylko sierżant trafił do niewoli. Wtedy dostał zupełnego świra. Był fatalnym żołnierzem, ale wydawało mu się, że jest wielkim bohaterem. W jego mózgownicy nieustannie toczy się wojna. Gdybyś nadstawił ucha, to prawie usłyszałbyś kanonadę dział – w słuchawce zachrzęścił astmatyczny śmiech. – Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem sierżanta – ciągnął głos – nie chciałem mieć z nim nic wspólnego. Wyglądał obrzydliwie. Koszmarny wybryk natury, na dodatek głuchy jak pień i absolutnie niekontaktowy. Dopiero po długim namyśle zdecydowałem się nim zająć.

– Chyba teraz nie wygląda o wiele lepiej – zakpił doktor.

– O tak, nieco się zestarzał – rozmówca zignorował aluzję. – W końcu dzięki niewoli ocalił swoje życie, a życie lubi jednak mijać – skomentował filozoficznie. – Poza tym cholernie dobrze płacą za opiekę nad nim, a zdrowie mimo wszystko ma końskie. Mam nadzieję, że pociągnie jeszcze parę latek – podsumował z rozbrajającą szczerością. – A tak przy okazji, klinika tworzy nowy oddział, myślę, że znalazłbyś tam coś dla siebie.

– Mówisz poważnie? – Doktor zapomniał momentalnie o senności.

– Jak najpoważniej – potwierdził głos. – Wiesz co, ten oddział to w dużym stopniu zasługa pieniędzy, które „sponsorzy” wykładają na leczenie szalonego sierżanta. Nie pytaj, kim są ci dobroczyńcy, nikt tego nie wie. I co powiesz na propozycję?

– Niech Bóg da długie życie twojemu sierżantowi. A przynajmniej długą i powolną śmierć.

Żołnierze leżeli na wznak, gapiąc się do znudzenia na słoniowate chmury. Znali ten skrawek nieba na pamięć i chociaż nigdy nie udało się im dostrzec Najważniejszego Generała, to w każdej chwili potrafili odgadnąć, w jakim jest humorze. Dzisiaj musiał być zły i nadąsany, dlatego pancerne słonie przetaczały się powoli nad ich głowami. Taka bezkrwawa demonstracja siły. A może to tylko przejściowy kaprys, taki znak, który ma przypomnieć tym na dole, kto tutaj naprawdę rządzi?

– Powinno się rozpogodzić – powiedział ktoś bez sensu. Pozostali milczeli. Dwudziestu sześciu ludzi uciekało od siebie wzrokiem, odgradzało się barierą ciszy, którą rozbić mógł jedynie rozkaz. Było ich dwudziestu sześciu, a jeszcze niedawno oddział liczył ponad sto osób. Młody szeregowiec zastanawiał się kiedy nadejdzie obiecana pomoc. Tak od lat.

Jarosław Misiak

Chełm, 28.08.1993 r.

(przepisano: 10.02.2015 r.)

Ściągnij tekst:
Strony: 12345678

Mogą Cię zainteresować

Jarosław Misiak „Dolina Sępów”
Opowiadania Jarosław Misiak - 8 października 2014

– Chcesz wyjechać przed świtem? – zapytał. – Tak. – Jessica zwróciła ku…

Jarosław Misiak „Trup albo koszmarny ciężar śmierci”
Opowiadania Jarosław Misiak - 7 sierpnia 2014

Ewa wreszcie umilkła, widocznie poszła spać. Zrobiło się zupełnie cicho. Gdyby Adam żył,…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!