Adam Cebula „Pamięci świetnych wynalazków, czyli o fantastyce w futurologii”

Para-Nauka Adam Cebula - 14 grudnia 2015
wodospad

Foto: Adam Cebula

Niektóre wynalazki istnieją chyba tylko po to, żeby sobie o nich pogadać? Coś w tym jest… Dziś Adam Cebula o penetracji morskich głębin i nie tylko.

Co jakiś czas w tak zwanych mediach ukazują się entuzjastyczne albo katastroficzne artykuły na temat tego, co nas czeka. Na przykład takim dyżurnym tematem jest grafen. Materiał o cudownych właściwościach, ale także nadzieja polskiej technologii. I co? Czekamy sobie na niego mniej więcej tak, jak na gaz z polskich łupków. Przy czym w to drugie chyba jednak można bardziej wierzyć niż w to pierwsze.

Grafen ma wiele niezwykłych właściwości — na przykład wielką wytrzymałość na rozrywanie, wielokrotnie przewyższającą wytrzymałość stali, ale też coś, co pewnie o wiele mniej przemawia do wyobraźni: wielką przewodność ciepną. Co chwilę prorokuje mu się niezwykłe zastosowania, a to tranzystory z grafenu, a to ekrany i jeszcze jakieś cuda niewidy.

Jak na razie jest wiele hałasu i chyba dokładnie nic konkretnego. Tak, tranzystory czy coś pełniącego funkcję tranzystora powstało, ale w skali laboratoryjnej. Nie za bardzo są nawet opanowane metody wytwarzania grafenu, który — jak się zdaje — ma zastosowania głównie jako próbka do badań. Być może coś z tego będzie, ale niekoniecznie to, o czym się dzisiaj pisze, i niekoniecznie będzie to miało taki wpływ na nasze życie, jak wieszczą dziennikarze. Skąd taki sceptycyzm? Bo za mojego życia było wiele takich rewelacyjnych i wynalazków i całych planów technologicznych, które miały wywrócić właściwie całą naszą cywilizację do góry nogami. I nie wywróciły.

Gdzieś na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych… cóż, może co do umiejscowienia kalendarzowego to kwestia mocno subiektywna, ale — grzebiąc w moich starych papierzyskach — taki wniosek się nasuwa, narodziło się wiele projektów, nazwijmy to, ekspansji terytorialnej. Przy czym chodziło o zasiedlanie środowisk, w których w zasadzie człowiek żyć nie może. Na przykład dna morskiego. Dlaczego tamte czasy? Podejrzewam, że niemały wpływ na to miała obserwacja niekontrolowanego przyrostu naturalnego. Panowało przekonanie, że dla nieprzebranych mas ludzkich braknie szybko miejsca na lądach i trzeba będzie zasiedlać coraz to bardzie nieprzyjazne środowiska. Nie wygasło jeszcze — mające źródła przynajmniej w pomysłach z XIX wieku, gdy kwitł kolonializm — przekonanie o dobroczynnym wpływie na stan narodów wszelkiej ekspansywności prostej typu zajmowania coraz większych obszarów. Nieważne po co, nie martw się tym, jak gdzieś powiesisz swoją narodową flagę, twoje państwo staje się silniejsze. . To właśnie skutkowało dwoma wojnami światowymi. W tamtych czasach podejmowano próby obejmowania działalnością gospodarczą terenów, które się do tego nie nadawały, na przykład poddawano uprawom rolniczym tereny zarówno w ówczesnym ZSRR, jak i USA, mające klimat zupełnie temu niesprzyjający. W Ameryce efektem był Dust Bowl, zaś w ZSRR zasiedlanie północnych terenów skończyło się totalną klapą, przy czym dotknęła ona nie tylko słynnych „budów socjalizmu”, ale cały proces skończył się śmiercią osadników, którzy zwyczajnie wyginęli od głodu i chłodu.

Jest dla mnie sprawą zupełnie zagadkową, dlaczego po tak kiepskich doświadczeniach zyskiwały popularność plany jeszcze bardziej karkołomne, łącznie z kolonizacją kosmosu. To ostatnie jest odrębnym tematem, jednak opanowanie środowiska wodnego wydawało się jak najbardziej w zasięgu ludzkich możliwości technologicznych.

Nie wiem, ile jest w tym mojej osobistej złośliwości, ale mam wrażenie, że jedną najmocniejszych podstaw entuzjazmu było odkrycie zachowania się szkła pod wysokim ciśnieniem. Okazało się, że jego mechaniczna wytrzymałość staje się porównywalna z wytrzymałością stali. Przy czym nie jest tu istotne, jakie szkło, jakie ciśnienia, ważna chyba była medialna wizja, konsekwencji tego odkrycia. Zbudujemy przeźroczyste kule, w których ludzie będą mogli przebywać na wielkich głębokościach, odporne i na udary (np. wywołane cumowaniem podwodnych pojazdów), i na korozję we wszelkich postaciach. Tanio i efektownie, a co najważniejsze, zrozumiałe dla dziennikarzy i niesłychanie widowiskowo prezentujące się na ilustracjach artykułów. Chyba najbardziej chodziło o te malunki.

Powody, dla jakich ludzkość miała się udać na dna mórz, były tłumaczone już pobieżniej. Owszem, są tam wielkie złoża surowców naturalnych. Bodaj największy hałas powstał wokół tzw. konkrecji manganowych, które w rzeczywistości oprócz manganu zawierają żelazo, nikiel, miedź oraz wiele innych pierwiastków. Zasoby surowców w nich zgromadzone są monstrualne w porównaniu ze złożami eksploatowanymi na lądzie stałym. Szacuje się (http://www.sprawynauki.edu.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=1768&catid=289&Itemid=30), że manganu w konkrecjach jest jakieś 1800 razy więcej niż w konwencjonalnych pokładach, a np. niklu jakieś 82 razy.

W czasach, o których piszę, nie mówiło się hydratach (klatratach?) metanowych. Były one oczywiście znane, ale nikt się nimi nie interesował, być może dlatego, że nie udawało się w tamtych latach zagospodarować złóż gazu ziemnego. Potrzebna była sieć rurociągów, by zyskały one znaczenie gospodarcze. Dość powiedzieć, że z tego, co pamiętam, w Ząbkowicach Śląskich do co najmniej 1970 roku funkcjonowała miejska gazownia, która produkowała bardzo niebezpieczny gaz miejski składający się w 9/10 z tlenku węgla, w ok. połowie z wodoru, tworzącego w szerokim zakresie stężeń niezwykle wybuchową mieszaninę z powietrzem. Wypieranie starej technologii jak widać szło opornie, mimo bardzo pilnej potrzeby. Tlenkiem węgla można się było łatwo zatruć, a wybuch gazu miejskiego zawierającego wodór mógł mieć znacznie gorsze skutki niż w przypadku stosowanego obecnie metanu. Zapotrzebowanie na gaz zrodziło się już po wybudowaniu sieci.

Dopiero potem ruszyło zainteresowanie dziwnymi formami występowania surowca. Współcześnie klatraty metanu żyją głównie w mediach. Wyobraźnię rozpala to, że ich złoża mają być ogromne, szacuje się nawet, że zasoby węgla w nich zawarte są nawet dwa razy większe niż w innych surowcach energetycznych. Podaję tę informację za Wikipedią. Najprawdopodobniej chodzi tu o kopaliny mające znaczenie energetyczne, nie o wszystkie skały zawierające węgiel. Złoża są najwyraźniej bardzo kiepsko rozpoznane, inne szacunki mówią, że zawierają one od dwóch do dziesięciu razy więcej gazu, niż znane złoża konwencjonalne.

Jak można się zorientować z medialnych doniesień, dopiero około roku 2013 w pobliżu Japonii zaczęto przemysłową eksploatację tego surowca. Tak, to łakomy kąsek, ale w czasach, w których opowiadano o kolonizacji mórz, takim nie był. Owszem, kuszono ludzi podmorskimi złożami węgla kamiennego. Dziwnym trafem nie przypominam sobie o tym, by przewidywano eksploatację podmorskich złóż ropy naftowej. Tymczasem platformy wiertnicze są dziś, po pół wieku, chyba jedyną formą stałej ludzkiej obecności na na morzach. Jeśli szukać jakichś oznak kolonizacji tego nieprzyjaznego środowiska, innych niż tradycyjne statki, które są właściwie jedyną taką formą od dobrych kilku tysięcy lat.

Ściągnij tekst:
Strony: 12345

Mogą Cię zainteresować

Adam Cebula „Paranauka i coraz bardziej obok”
Para-Nauka Adam Cebula - 1 grudnia 2014

Dyscyplina zawodowego publicysty jest mi obca. Piszę pod wpływem impulsów, gdy coś mnie zachwyci…

Adam Cebula „Ogólna teoria sznurka, czyli o tym, dlaczego nie lubimy fizyki”
Para-Nauka Adam Cebula - 12 grudnia 2014

Dlaczego nie lubimy fizyki? Kto nie lubi, ten nie lubi, chciałoby się powiedzieć. Jednak wiele…

Adam Cebula „W gruncie rzeczy wróżba”
Felietony Adam Cebula - 19 kwietnia 2016

Komputer twoim oknem na świat we wszelkich jego aspektach, czyli Adam Cebula przetrząsa zakamarki…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!