Magdalena Kucenty „Co się stało z Mią Blue?”

cosiestalozmiablue

We­dług de­fi­ni­cji, którą od­na­la­złam w En­cyk­lo­pe­dia In­fer­na, hun­tria (rza­dziej uży­wa­na od­mia­na męska hun­trian) to sa­mo­dziel­ny zawód z grupy spe­cja­li­stów do spraw śled­czych. Do zadań hun­trii na­le­ży m.in. wy­tro­pie­nie Anima Errata, dusz za­gu­bio­nych w In­fer­num (…).

Po­zor­nie wszyst­ko się zga­dza, a jed­nak uży­cie słowa „za­gu­bio­nych” uwa­żam w tym kon­tek­ście za nie­po­praw­ne. Otóż z re­gu­ły dusze same ucie­ka­ją, to, czy zgu­bią się po dro­dze, jest już kwe­stią przy­pad­ku.

Ciara an Phlá Mhór, Wiecz­ne Łowy

Oso­bi­ście je­stem zwo­len­ni­kiem teo­rii, iż Pie­kło, Zie­mia i Niebo to różne wer­sje tego sa­me­go uni­wer­sum. Jeśli spoj­rzysz na Zie­mię pod od­po­wied­nim kątem – zo­ba­czysz Pie­kło, pod innym kątem – zo­ba­czysz Niebo. Naj­bar­dziej uwiel­biam w tej teo­rii ra­do­sną im­pli­ka­cję ist­nie­nia ta­kie­go kąta, pod któ­rym Niebo za­mie­nia się w Pie­kło.

P.Bel­la­gam­ba, Wy­wiad z Sza­ta­nem

Dum. Dum. Dum.

Kroki dud­ni­ły w wą­skim ko­ry­ta­rzu, gdy Bam­ber Ebbe, ni­czym pług za­mia­ta­ją­cy wszyst­ko ze swej drogi, obrał kurs do ga­bi­ne­tu ko­mi­sa­rza Sek­cji Trze­ciej. Ga­bi­ne­tu szefa tego ca­łe­go bur­de­lu, zwa­ne­go Biu­rem Ewi­den­cyj­nym Pią­te­go Kręgu.

Jego ga­bi­ne­tu. Nie­ste­ty.

I kiedy tak szedł, niemalże biegnąc, plamy potu roz­kwi­ta­ły mu pod pa­cha­mi jak kwia­ty na wio­snę. Ale nie przej­mo­wał się tym. Opi­sy­wać jego urodę, to jak opo­wia­dać o mo­ral­no­ści po­li­ty­ków; był brzyd­szy od desz­czo­wej nocy i do­brze o tym wie­dział, więc nie dbał o pre­zen­cję. Wpraw­dzie po tylu la­tach mógł­by wnio­sko­wać o przy­dzie­le­nie jakiejś względnie estetycznej po­wło­ki, ale przy­zwy­cza­ił się do swojego ciała. Zresztą wolał stra­szyć wiel­kim brzu­szy­skiem i gniew­nym gry­ma­sem nie­zstę­pu­ją­cym z nalanej twa­rzy, niż wła­zić od za­ple­cza ja­kie­muś urzę­da­so­wi. A żeby co­kol­wiek za­ła­twić, nie­wąt­pli­we wła­zić by mu­siał, i to głę­bo­ko.

Nie. Star­czy­ło mu kło­po­tów. Szcze­gól­nie odkąd miał nie­przy­jem­ność współ­pra­co­wać z Kirą. Ledwie pomyślał o huntrii, za­czy­nał zgrzy­tać zę­ba­mi.

Już pierw­sze­go dnia podwładna od­kry­ła przed nim zu­peł­nie nowe, nie­zna­ne mu dotąd po­zio­my nie­sub­or­dy­na­cji. I choć ko­mi­sarz mu­siał przy­znać, że pra­co­wa­ła cięż­ko – być może naj­cię­żej z ca­łe­go od­dzia­łu – to wo­lał­by jed­nak, żeby prze­sta­ła w kółko po­dej­mo­wać się nie­sank­cjo­no­wa­nych misji oca­le­nia wszech­świa­ta.

Bo Kira wy­naj­dy­wa­ła dziu­ry w nie­mal każ­dym śledz­twie i wska­ki­wa­ła do nich chyżo, doprowadzając tym Bam­be­ra do szew­skiej pasji. Na do­miar złego, jeśli coś po­szło nie tak, ob­ra­ca­ła całą spra­wę w żart, świę­cie prze­ko­na­na, iż wszyst­ko uj­dzie jej pła­zem.

Ko­mi­sarz nie wątpił, że wła­śnie z taką sy­tu­acją miał obec­nie do czy­nie­nia. Od paru go­dzin huntria ukry­wa­ła się u niego, ocze­ku­jąc na ma­gicz­ne sa­mo­roz­wią­za­nie pro­ble­mów, któ­rych na­ro­bi­ła. A w tym cza­sie Bam­ber uże­rał się z bub­ka­mi od Spraw We­wnętrz­nych, bio­rąc na sie­bie całą od­po­wie­dzial­ność za po­wsta­ły ba­ła­gan.

Po­wo­li miał już dosyć. Wkro­czył do po­ko­ju, trza­ska­jąc drzwia­mi, a sie­dzą­ca przy biur­ku drob­na po­stać drgnę­ła ner­wo­wo. Bez­czel­na, zaj­mo­wa­ła jego fotel!

– Jak po­szło, sir? – spy­ta­ła, szyb­ko ustę­pu­jąc mu miej­sca. Wiel­kie ka­łu­że bursz­ty­no­wych oczu wy­ra­ża­ły de­mon­stra­cyj­ną skru­chę, ale Bam­ber nie dał się na­brać. Nie tym razem.

– Gów­nia­nie po­szło, o! – ryk­nął w od­po­wie­dzi i opadł cięż­ko na skó­rza­ne sie­dze­nie.

Wie­dział, że hun­tria pró­bu­je go udo­bru­chać, per­fid­nie wy­ko­rzy­stu­jąc swoją dzie­cin­ną apa­ry­cję. Bo jak nie wie­rzyć tej gład­kiej twa­rzycz­ce i nie­win­ne­mu spoj­rze­niu? Kira wy­glą­da­ła ni­czym cho­ler­ny anio­łek, któ­re­mu nie­chcą­cy zbłą­dzi­ło się do Pie­kła. Do­ro­bić skrzy­dła i spo­koj­nie mo­gła­by robić za ozdo­bę świą­tecz­ną.

– Mimo głę­bo­kich uszko­dzeń eks­trak­cja duszy prze­bie­gła po­myśl­nie – ob­ja­śnił już spo­koj­niej­szym tonem. – Prze­słu­cha­li Huck­ste­ra, grzecz­nie po­twier­dził twoją wer­sję wy­da­rzeń, ale nie chciał po­ka­zać wspo­mnień. Oznaj­mił, że skoro przy­zna­je się do wszyst­kie­go, nie widzi po­trze­by uze­wnętrz­nia­nia swo­jej duszy. To jed­nak nie wy­star­czy­ło SW-owcom. Two­je­go part­ne­ra zdą­ży­li już wziąć na spyt­ki i na­ci­ska­ją, żebyś od­da­ła się w ich ręce. – Bam­ber o­parł brodę na pię­ści i dodał: – Ech, mała, po jakie licho pod­cho­dzi­łaś do tego fa­ce­ta?

Pod­wład­na wzru­szy­ła ra­mio­na­mi.

– Oby­wa­tel Edric Huck­ster spro­wo­ko­wał mnie do dzia­ła­nia swoim wy­jąt­ko­wo po­dej­rza­nym za­cho­wa­niem – wy­re­cy­to­wa­ła cicho, przy­su­wa­jąc sobie ze zgrzytem krze­sło. Bam­ber le­d­wie roz­róż­niał słowa, cho­ciaż znał tę śpiew­kę na pa­mięć.

– Psia­krew, Kira! – nie wy­trzy­mał. – To już się odlać w parku nie można?

– No, ale on sikał wy­jąt­ko­wo po­dej­rza­nie, sir!

Tym razem hun­tria nie kryła się z ło­bu­zer­ską miną, ale Bam­ber nie po­dzie­lał jej roz­ba­wie­nia.

– Pod­da­ję się – wes­tchnął z re­zy­gna­cją. – Skoro nie po­tra­fisz po­dejść do spra­wy po­waż­nie, tym bar­dziej nie za­mie­rzam nad­sta­wiać za cie­bie karku. Inni mogą cię wziąć w dia­bły! Potną twoją duszę w równe pa­secz­ki i bę­dzie spo­kój.

Rzadko kiedy tak niefrasobliwie wypowiadał się o Innych. Nie­lu­dzie. Bez dusz, bez naj­mniej­szej iskry czło­wie­czeń­stwa, na­pa­wa­li lę­kiem wszyst­kich. Nawet naj­więk­szych sza­leń­ców. Nawet jego podwładną.

We­so­łe ogni­ki bursz­ty­no­wych oczu zaraz przy­ga­sły. Hun­tria prze­cze­sa­ła pal­ca­mi krót­kie, kasz­ta­no­we włosy i zer­knęła na ko­mi­sa­rza spode łba.

– Ale…

– Żad­ne­go ale! Wynoś się z mo­je­go ga­bi­ne­tu!

W za­ku­rzo­nym po­wie­trzu za­le­gła cięż­ka cisza. Ko­mi­sarz i pod­wład­na mie­rzy­li się wzro­kiem, aż w końcu ta druga ustą­pi­ła:

– Dobra, za­cznę gadać. Ale to nie bę­dzie krót­ka hi­sto­ria – ostrzegła z naburmuszoną miną i ostentacyjnie założonymi rękoma, po czym usiadła.

Bam­ber miał ocho­tę dać dziew­czy­nie na­ucz­kę. Prze­go­nić ją, oznaj­mia­jąc, że już za późno na wszel­kie tłu­ma­cze­nia. Ale nie ode­zwał się ani sło­wem.

Bo spra­wa była dziw­na. Dziu­ra­wa jak ser szwaj­car­ski, za­drę­cza­ła umysł ko­mi­sa­rza ele­men­ta­mi za nic niechcą­cy­mi zło­żyć się do kupy.

Atak Huck­ste­ra sam w sobie nie miał sensu, a re­ak­cja Kiry była co naj­mniej gwałtowna. Nie, po­wie­dzieć, iż hun­tria za­cho­wa­ła się gwałtownie, to jak okre­ślić ognie pie­kiel­ne cie­pła­wy­mi. To było szalone. Dźgnęła podejrzanego dwadzieścia sześć razy! Dwadzieścia sześć pieprzonych razy!

Choć Bam­ber nigdy nie przy­znał­by się do tego na głos, wolał wie­rzyć, że ja­kimś cudem dzia­ła­nia pod­wład­nej zo­sta­ły po­dyk­to­wa­ne gło­sem do­bre­go, choć „nieco” po­ryw­cze­go serca.

– No, to jak bę­dzie? – spy­ta­ła Kira, gdy cisza za­czę­ła się prze­dłu­żać.

Ko­mi­sarz po­wo­li ski­nął łysą głową.

– Mów. Ale wy­czu­ję kłam­stwo, to tylko kopa na po­że­gna­nie za­su­nę.

Hun­tria wy­mru­cza­ła coś o „szko­dli­wych wa­run­kach pracy”, jed­nak Bam­ber zbył tę uwagę mil­cze­niem. W końcu pod­ję­ła:

– Muszę za­cząć od ano­ni­mu sprzed mie­sią­ca. Tego, dzię­ki któ­re­mu zna­leź­li­śmy Mię Blue, a ra­czej to, co z niej zo­sta­ło…

28 dni, czyli do­kład­nie jeden mie­siąc pie­kiel­ny wcze­śniej

Gęste chmu­ry przy­sła­nia­ły niebo, na szare bu­dyn­ki wraz z desz­czem spły­wa­ło mętne po­po­łu­dnio­we świa­tło. Tego dnia po­go­da w Pie­kle była dosyć par­szy­wa. Co praw­da, po­go­da w Pie­kle za­wsze jest par­szy­wa, więc ten dzień nie od­zna­czał się ni­czym wy­jąt­ko­wym. Przy­naj­mniej pod względem me­te­oro­lo­gicz­nym.

Kira stała w jed­nym z wielu ciem­nych, cia­snych za­uł­ków Lyuk, po­chy­lo­na nad zma­sa­kro­wa­nym cia­łem nie­zi­den­ty­fi­ko­wa­nej duszy. W po­wie­trzu wi­siał ten cha­rak­te­ry­stycz­ny fetor po­wo­li roz­kła­da­ją­cej się po­wło­ki – ostry za­pach amo­nia­ku i zgni­li­zny.

W ofie­rze ziały dziu­ry wiel­ko­ści dłoni, umiej­sco­wio­ne w oko­li­cy pier­si i brzu­cha, przez co ten za­padł się ni­czym prze­bi­ty balon. Mlecz­no­bia­łe plamy se­mi­kr­wi zna­czy­ły zbru­nat­nia­łą skórę, której od­cień wska­zy­wał, że tru­chło leży tutaj przy­naj­mniej od paru dni.

Ściągnij tekst:

Mogą Cię zainteresować

Antologia „Dragoneza”
Fantastyka Fantazmaty - 20 grudnia 2018

Pod koniec stycznia ukaże się antologia „Dragoneza” przygotowana przez ekipę Fantazmatów. Tematyką…

Nominacje do Zajdli 2017
Aktualności Fahrenheit Crew - 22 maja 2017

W sobotę (20.05.) podczas Warszawskich Targów Książki ogłoszono nominacje do Nagrody Fandomu Polskiego im. Janusza…

Utwory nominowane do „Literackiej Nagrody Fandomu Polskiego im. Janusza A. Zajdla” za rok 2015
Aktualności Fahrenheit Crew - 1 lipca 2016

Wczoraj, 30 czerwca, o godz. 19.00 we Wrocławiu zostały ogłoszone Nominacje do Nagrody Literackiej Fandomu Polskiego im. Janusza A.…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!