neularger i A.T. „Egzekucja”

ZakuŻona Planeta Fahrenheit Crew - 7 stycznia 2016

– Powiedz mu, żeby mi nie rozkazywał. <Czy nie wie, że jestem największym bucem w kraju?>

Przez garnizonem wojowało kilku rekrutów wraz z dwoma paladynami weteranami, którzy swojego czasu otrzymali ordery za odwagę. <Ci bez medali siedzieli w kiblu za kaloryferem.> Gargulec był wytrwały, swobodnie i bez większego trudu rozpłatał kolejnych nadbiegających w jego stronę zakonników. <Nadbiegali pojedynczo, jak filmowi badassi w scenach walki jeden na wielu…> Nawet doświadczeni kombatanci polegli. <Tja… >

Dominus Gniewny w całej swojej okazałości stanął przed garnizonem <Strzelił piorun, huknął grzmot, a chór aniołów zaintonował „Przybył wybawiciel…”> i popatrzył na templariuszy <Na kogo?! Templariusze to konkretny zakon, który nazywał się Zakon Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona a nie Świętego Krzyża>, którzy nie radzili sobie z potworem. Pokiwał głową w zadumie. Jeszcze dużo musicie się nauczyć – pomyślał krasnolud. <Potem pokontemplował niebo, obejrzał swoje błyszczące rękawice, z umiarkowanym zainteresowaniem popatrzył na kolejne rozgniatane krasnoludy i rozkazał:>

– Podajcie mi platynową <I wysadzaną brylantami.> tarczę oficera Gamesha – komtur Dominus stanął w rozkroku przed bramą do garnizonu i wyciągnął rękę, kiedy podano mu solidny puklerz z herbem. <Taki puklerz to najmarniej z 5 kg by ważył… Machać czymś takim w czasie boju? Same Pudziany w tym garnizonie…> – Czas rozkruszyć trochę skał.

– Teatr! Teatr! – wypowiedział radosny gargulec wykrzywiając swoją głowę <Skrzywił głowę i ryj właśnie wsadził sobie w ucho.>, po czym zaczął wydobywać z siebie różnego rodzaju dźwięki naśladowcze. <Odgłosy facepalmów i walenia głową o biurko?> – Ghra, Ghra, Ghra. Czy to obsługa kasy? <Ha. Ha. Normalnie.>

– Odsunąć się – nakazał Dominus do rozproszonych zakonników. <Byli rozproszeni, choć jednocześnie w kupie, bo coś zasłaniali. Zdolne bestie.>

– Mój wspólnik szukał sprzedawcy biletów na dachu – powiedział gargulec, poruszając szczęką z dużym trudem – A mówiłem mu, że kasa jest na dole. Ghra, Ghra, Ghra. Teatr! Teatr! Co dziś gracie? <To były edukowane gargulce, rzucały kulturalnym dowcipem.>

Wystarczył jeden solidny wymach Dominusa. Platynowa tarcza świsnęła niczym wystrzelona kula armatnia <Bo tory lotu kuli i dysku są z natury podobne, stąd porównanie jest całkowicie uprawnione.> i zderzyła się z gargulcem roztrzaskując połowę jego cielska na pomniejsze skałki. Oniemiałym rekrutom zakonu zabrakło tchu. <W życiu nie przypuszczali, że komtur nie wie, do czego służy tarcza.>

– To jest kręgielnia, a nie teatr – odparł Dominus z lekka zbulwersowany. <Artystyczna dusza komtura często bulwersowała się, kiedy słyszała nietrafne porównania.> Podszedł bliżej roztrzaskanego stwora, którego łeb był jeszcze w jednym kawałku, przygniótł go złotym <jakżeby inaczej> trzewikiem i spojrzał mu prosto w oczy. – Ty, Rzygacz. Z jakiej aktorskiej trupy przybywacie?

– Ghra, Ghra, Ghra. – wyśmiał go rozkruszony gargulec – My tu przybyliśmy na pokaz. Nic więcej. Teatr! Teatr!

– Zajmijcie się szczątkami – rozkazał Komtur do swoich podwładnych. <Składnia jest już passé, prawda Autorze?> – To jest zwiad potężnego czarodzieja. Możliwe, że to dzieło czwórki spod Nivir <Czwórki spod Nivir – nazwy własne piszemy z wielkich liter. Swoja drogą dziwne imię (czy może ksywę) miał ten potężny czarodziej sztuk jedna…>, albo kogoś, kto potrafi wskrzeszać posągi.

Dominus westchnął i podszedł do stojaka na broń <Który, wygodnie, zmaterializował się obok>, z którego wyciągnął długą włócznię z srebrzonym <Tylko srebrzonym??? Weśś, Dominus, jeszcze cię ktoś zobaczy…> grotem. Skierował się w kierunku schodów na dach garnizonu <ten grot się skierował>, gdzie miał na niego czekać drugi kamienny wodorzyg.

Drugi ruchomy posąg był z pancerza <Posąg z pancerza. Naprawdę, to nie może dziwić w uniwersum, gdzie ludzie chodzą wzdłuż korytarzy i mieszkają we wrotach.>, miał bardzo szerokie skrzydła i zdawał się rzygać ogniem aniżeli wodą. <Faktycznie ciężko poznać na pierwszy rzut oka> Kilku rekrutów zostało już spalonych żywcem <Choć mogło też być to utopienie.>, część dachu osmolona, a wieżyczka na szczycie stała w płomieniach. <Ewentualnie rozmakała w strumieniu wody.>

– Złotko – uśmiechnął się żelazny gargulec kpiąc ze stroju Dominusa. <Gargulec ma więcej gustu niż komtur. Mówiłem, kulturalne bestie…> – Jak sądzisz, czy sprzedając twoją zbroję, Zakon będzie w stanie pokryć koszty napraw garnizonu? Tsss – wydobył z siebie stwór sycząc w bezruchu. <Bo normalnie jak się syczy, to miota człowiekiem jak w ataku padaczki.> – Może ktoś inny lepiej rozporządzi tym złotem.

– Dosyć tego – Dominus rąbnął nogą o dach <Cud, że dziury nie wybił – gość trzaskał wrotami i rzucał platyną.> a następnie skierował włócznię w kierunku zabawnego <Jakiego???>, choć irytującego gargulca. Zwrócił się szybko do młodego zakonnika. – Keythian, otocz go z tyłu. <A jak go już otoczysz, to zaatakuj go jednocześnie z flanek, z góry i z dołu.> Gdyby miał uciekać, skocz mu na grzbiet <Jasne?> – Krasnolud odwrócił się z powrotem do stwora i odparł. – Jak sądzisz, czy ta włócznia zdoła cię przebić? <A ta platynowa tarcza to była jednorazowego użytku?>

– Tsss – zastukały metaliczne odgłosy prosto z paszczy gargulca. <Wsss – odparły inne prosto z tyłka.>

– Nie przebije – odezwała się niska postać stojąca na jednej z wieżyczek. <Ale przed chwilą tam była tylko jedna wieżyczka. I to całkiem nieużyteczna…> Krępy czarnobrody krasnolud nosił lekki, skórzany, o barwie ciemnej oliwki ubiór, i wyglądał na łowcę z dziczy. Zbiorowisko zakonników z Dominusem na czele popatrzyli <Gramatyka R.I.P.> na niego. Któryś z templariuszy przewrócił się z nagłym strachu, jaki go przeszył. <Mimoza się znalazł. A jakby tamten zrobił: „Uuu!”, to by padli na zbiorowy atak serca.>

Myśliwy uniósł wysoko długi ciemno niebieski <ciemnoniebieski – ORT> muszkiet. <Miał garłacz, a teraz ma muszkiet. Po drodze pewnie znalazł kartę expa na broń.> Jedno pociągnięcie za spust <Czyli strzeliło już za pierwszym razem?! *nabożny zachwyt*> wypluło z lufy błękitny nabój z nieznanego surowca. <Ze znanego – nazywa się tytanit.> Tylko najlepsi z alchemików są w stanie dokonać tak wymyślnej polimeryzacji <Oj, tak! To była polimeryzacja żyjąca, charakteryzująca się bardzo małym stopniem polidyspersji. A obok właśnie kończyli budować Wielki Zderzacz Hadronów i trzeci kosmodrom. Zaawansowane średniowieczne krasnoludy. I tytanit to minerał (dość kruchy, BTW), nie jest otrzymywany w wyniku polimeryzacji.> i transmutacji minerałów.

Pancerny gargulec nie czekając dłużej wbił się <w strop> wysoko niczym rakieta. Magiczny pocisk wystrzelił i zaczął wirować w przestworzach z prędkością dźwięku <Co krasnoludy bezspornie odczytały na swych tricoderach.>, zmieniając tor lotu co ułamek sekundy, tworząc zygzaki na niebie. <To był pocisk czy rakieta kierowana?> Po kilku sekundach nabój <nabój to nie pocisk> przebił na wylot przerażonego gargulca, odbił się od płaszczyzny powietrza <wykonał potrójne salto na uskoku wiatru, zawirował z przytupem na prądzie wstępującym, zwolnił> i zawrócił. Przebił się <Przebił się, gdy zobaczył, w jak durnym opku przyszło mu występować.> ponownie, dziurawiąc kilkukrotnie stwora, tworząc z niego pancerny ser szwajcarski, a następnie rozbił go na żelazne płaty <Podleciał… i tak, wiecie, go rozbił, tak jak te pancerne drzwi, których wszak nawet nie musiał dziurawić.>, które opadły <lekko niczym płatki róży> na dach garnizonu jako pamiątka po pokonanym monstrum.

Ściągnij tekst:

Powiązane wpisy

Dariusz Sprenglewski „Lubię ssać”
ZakuŻona Planeta - 11 października 2017

Ostatni tekst, który miałem… przyjemność dla Was odkuŻać, był zły. Okropnie, dramatycznie…

A. W. „Geneza”
ZakuŻona Planeta - 3 czerwca 2014

Dom tonął w słabym świetle zapalonych w kątach pomieszczeń lamp. Żaden z ówcześnie przebywających wtedy…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!