Mapa Ukrainy
ISSN: 2658-2740

Adam Cebula „Demagog”

Felietony Adam Cebula - 10 listopada 2025

Internet fascynował i fascynuje? Właśnie tu mam wątpliwość. Na początku, gdy jeszcze był eksperymentem, interesował chyba jedynie entuzjastów techniki, pisarzy Sci-Fi (a nie fantasy), a jeśli publicystów, to wyłącznie tych zajmujących się technologiami. Wówczas obowiązywał optymizm. Jakże się nie cieszyć, kiedy artykuły naukowe, dane, właściwości jakichś substancji, wyniki badań medycznych, socjologicznych, skany starodruków i rękopisów, a zatem cały dorobek ludzkości może być dostępny w ciągu kilku „klików”. Cóż może zdarzyć się lepszego niż wielka elektroniczna biblioteka w domu! Lecz rychło rozwój globalnej sieci zaczął przebiegać w sposób eksplozyjny, niekontrolowany. I wtedy zaczęła się panika. Zaczęto wróżyć (jak zwykle) koniec ludzkości na różne sposoby.

Im bardziej lamentowano i panikowano, tym bardziej nic katastrofalnego się nie działo. I tak minęło kilkadziesiąt lat. Jak to zwykle bywa, zmiany następowały, nawet nie tak wolno, by uszły naszej uwadze, ale nie takie, i nie tam, gdzie się spodziewaliśmy. Nie czujemy już tego, ale Sieć jest jednym z najważniejszych obiektów w naszym świecie. Po tych wszystkich wróżbach, panicznych artykułach, po klątwach rzucanych przez kaznodziei, dziś można się zająć tym, co się faktycznie stało. Bo się stało.

Trochę odskok w bok: wiedza, że wiedza o świecie pomaga, a nie szkodzi, nie jest oczywistą wiedzą. To osobna sprawa. O tym pewnie trzeba by było napisać opasłe tomisko. W końcu ludzie nadal boją się, że Ziemia może być kulą.

Bo to się w głowie nie mieści. A co się nie mieści w łepetynie, przeraża.

Stopień niezrozumienia działania Internetu jest tak średnio w społeczeństwie podobny do nierozumienia grawitacji. To znaczy, chyba, nikt nic… Jednakże nie uciekamy z krzykiem, gdy ktoś zapyta o ludzi w Australii. Złośliwie zaczepiłem studentów: czemu obraz z kamerki internetowej z Sydney nie jest obrócony na naszym monitorze, przecież kamerka jest względem niego do góry nogami?! Dziarsko odpowiedzieli, że to programowo wyprostowane… Zatem taka obserwacja: kulista Ziemia w głowie się nie mieści, ale idzie się przyzwyczaić. Choć, jak się człowiek zastanowi, to, co widzimy (w kamerce i nie tylko), pasuje jedynie do koncepcji, że Matrix programowo prostuje.

Zauważmy, że internet w ciągu ostatnich kilku(nastu) lat przerażać przestał. Oswoiliśmy się z tym (s)tworem. To trochę jak z wynalazkiem druku. Kiedy Gutenberg zaczynał tłoczyć Biblię, po Europie rozpowszechnił się luteranizm, więc ponoć wielu światłych i katolickich uznało ów wynalazek (druk) za dzieło szatana. Potem emocje nieco opadły i pogodzono się, nawet w komunie, że ktoś drukuje Manifest Komunistyczny, a inny wiersze Miłosza. Pogodziliśmy się z internetem. Przestaliśmy zważać na to, co ta technologia robi ludziom z samej swej zasady. Sieć nam spowszedniała, przyzwyczailiśmy się, że internet musi być taki, jaki jest. Sam w sobie przestał fascynować publicystów. Mam wrażenie, że polega to głównie na tym, że na kłopotliwe pytania o ten obraz z kamerek z Sydney, znaleźliśmy takie przekonywujące nas, odpowiednie do ignorancji, odpowiedzi. Nie, nikt nie rozumie szyfrowania asymetrycznego, sum kontrolnych, czy DHCP.

Po prostu, Internet w głowie się nie mieści, więc szkoda na niego samego czasu. Koniec z fascynacją wynalazkiem samym w sobie.

Za to stał się on, moim zdaniem, znakomitym punktem obserwacyjnym lęków, jakie nękają ludność; oczywiście tę, podpiętą do netu.

Ja też się boję. Przede wszystkim zmian. Jedne są na lepsze, stanowią postęp. Inne to kwestia trendów, co jest raczej zawracaniem głowy. Są jednak i takie, które może dostrzec chyba tylko stary miłośnik starej Sci-Fi, astronautów i lądowania Księżycu. Tak, to była zimna wojna, była w tym kupa ściemy, ale mimo wszystko jeszcze nie tak dawno pisało się o przyrodzonej ludzkiemu gatunkowi ciekawości. Że to właśnie napędza postęp. Owszem, konieczność konkurowania, w szczególności wyścigi zbrojeń i otwarte konflikty, wymuszają zmiany. Lecz niedawno pracowicie udowodniono, że bez ciekawości samej w sobie – bez tego pędu do rozwiązywania zagadek, problemów naukowych, tylko po to, by rozumieć, odseparować od siebie rzeczywistość i zmyślenia – postęp w najlepszym razie się zatrzyma, w najgorszym, możemy się zacząć cofać w rozwoju cywilizacyjnym; co już nie raz zdarzało się w historii ludzkości.

Internet daje nam tę możliwość, że możemy sobie prawie bez wysiłku obserwować, co ludzie wypisują, czym się fascynują, jak próbują uporządkować i rozumieć otaczający ich świat. Wykonanie całościowego badania, sformułowanie obowiązującego podsumowania i wniosków, to z pewnością zbyt wielka robota. Da się jednak pokazać, że za incydentami mogą stać ogólne procesy, które teraz właśnie kształtują niepostrzeżenie nasz świat.

Tak na przykład, gdy sieć sama w sobie spadła z podium zainteresowania, teraz na niej umieszczono fejki i ich demaskowanie. Trudno oczywiście odmówić racji, że dobrze wiedzieć, jak i kto nas wpuszcza w maliny.

Dobre intencje zdaje się mieć portal Demagog, który demaskuje. Co… Bywa chyba różnie. Ujmę to jednak tak, że ów portal zasługuje na pewną uwagę. Aliści tymi dobrymi chęciami, jak wiemy, piekło wybrukowali.

Przywalili się redaktorzy chyba do zdania premiera Tuska z exposé: „W 2023, mówię cały czas o ostatnim roku rządu PiS, w lutym inflacja wynosiła 18,4 proc. My dzisiaj mamy 4,1 i będzie lepiej.”

„Wypowiedź Donalda Tuska oceniamy jako manipulację, ponieważ wybiórczo przytoczył dane (tzw. cherry picking). Inflacja za jego rządów spadła, ale nie – jak zasugerował – o 14,3 pkt proc., lecz o 2,1 pkt proc.”

Sprawa jest nudna, psa z kulawą nogą nie interesuje ekonomia, choć chodzi o kasę. Ale ilustruje mechanizm. Otóż portal Demagog sugeruje, że Tusk sugeruje. A skoro przyjmujemy, że Tusk sugeruje, co sugeruje portal, to jest owo zbieranie wisienek.

Sęk w tym, że to cherry picking można powiedzieć, ma bogate tradycje. Zacznijmy od tego, że w przypadku opracowania wyników liczbowych, zawsze mamy jakąś „ręczną manipulację”. Kiedyś wszyscy z maturą powinni byli wiedzieć, jak będzie wyglądał wykres temperatury próbki wody od czasu, w eksperymencie w którym chłodzimy ją ze stałą prędkością. Dostaniemy opadającą linię z płaskim schodkiem. To wynik zamiany wody w lód. W warunkach normalnych ów schodek powinien nam wyznaczyć definicyjną wartość 0 stopni Celsjusza.

Ale schodek nie będzie płaski. Choć, z definicji przemiany fazowej (szczegół, że pierwszego rodzaju) powinniśmy dostać odcinek, na którym temperatura będzie stała jak drut, to w praktyce, w zależności od precyzji eksperymentu, podczas tworzenia się lub topnienia lodu, dostaniemy niewielkie zmiany. Co gorsza, schodek będzie niesymetryczny, z zaokrąglonymi w różny sposób krawędziami. Nie ma zmiłuj, trzeba WYBRAĆ jakiś sposób na, niestety, WYBRANIE, części danych, a odwalenie innych. Oczywiście wszelkie „obiektywne” procedury, może tylko delikatnie, ale zawsze, zmieniają temperaturę 0 stopni Celsjusza. Nie daj boziu, gdy w kontekście jest efekt cieplarniany…

Niestety, praktycznie zawsze przy opracowaniu wyników musimy robić coś takiego po to, by nie dostać bzdurnego, nieprzydatnego wyniku. Ale nie nazywamy tego manipulacją. To jest niestety, trudna SZTUKA opracowywania wyników. Że sztu(cz)ka się udała, poznajemy po tym, że dostajemy przydatny wynik. To znaczy, wyskalowaliśmy termometr, wsadzamy do wody z lodem i rzeczywiście pokazuje coś około zera…

„Wybieranie wisienek” mamy wówczas, gdy nie informujemy czytelnika, jak obcięliśmy dane, albo informujemy go w niepełny sposób, tak, że nie jest w stanie samodzielnie się domyślić, jak np. została naciągnięta temperatura. Najważniejsze: otrzymany wynik jest nieprzydatny, nie zgadza się z innymi eksperymentami.

W przypadku exposé Tuska mamy jedną daną, niestety wystarczająco dobrze opisaną, przez samego Tuska. Ale jest sugestia, co w ten sposób premier sugerował. Otóż… mimo wszystko zakładam, że mowa była nie dla idiotów.

Jeśli założymy, że Donald sugerował nie spadek inflacji o 14%, ale, że po prostu trzyma porządek w gospodarce, to jest normalne przechwalanie się polityka. Owszem, jeśli słuchacz, czytelnik, jest idiotą, jest niedouczony, to z dowolnej wypowiedzi wysnuje dowolny wniosek. Niestety, poczułem się uznany za idiotę przez portal Demagog.

Do sprawy jeszcze wrócę, lecz prócz tego, że naciągamy tu naukę na autorytet, bo cherry picking to rodzaj żargonu (publicystyczno-)naukowego, że autor notatki sam chyba nie bardzo rozumie, co chce naszemu Donaldowi zarzucić, jest coś, co miłośników literatury szczególnie interesuje. Dlatego poczułem się uznany za idiotę, że gdy pojawia się tak lubiana wieloznaczność tekstu, ktoś postanawia, że wybiorę interpretację, szczerze mówiąc, najgłupszą z możliwych.

Zatem to pierwsza obserwacja: mają cię za idiotę.




Pobierz tekst:

Mogą Cię zainteresować

Adam Cebula „Pearl Harbor raz jeszcze na spiskowo”
Para-Nauka Adam Cebula - 28 stycznia 2018

Nie ma to jak teorie spiskowe. Prawda? Coś było… tak, wielką frajdą…

Red-Akcje nr 15

Giętkość dziennikarskiego języka niezmiennie zadziwia RedAkcję F-ta. Na portalu TVN24 czytamy w…

A.Mason „Fenomen komiksu na odcinku”
Felietony A.Mason - 31 lipca 2018

Uczciwie mówiąc, nigdy fascynatem komiksów nie byłem, choć bardzo je lubię. W…

Komentarze: 3

  1. reversed pisze:

    Długi tekst, wątków całe mnóstwo takie, że na drugiej stronie następuje migotanie stron. Nawiasem mówiąc, każda strona zawiera ładunek ponad-jedno-ekranowy.

    Przydałaby się jednak organizacja naukowa, czyli tzw. choinka w metodyce top-down z wewnętrznymi odsyłaczami opisanymi tytułami z rzeczonej choinki. Czytałoby się IMHO klarowniej. W upublicznionym układzie monologu, wymowa treści odczytuje się jak długa seria karabinu maszynowego puszczona z co-którymś pociskiem smugowym, który błyskiem skupia uwagę, a po tym błysku wracamy do regularnego stukotu kolejnych wystrzałów obnażającym meandry demagogii.

    Sprawa ważna, ale tak podana przygięła mnie do poziomu gruntu.

  2. Adam Cebula pisze:

    Cóż szczerze mówiąc, sam sobie to powiedziałem, można 4/5 wyciąć. Tyle mnie usprawiedliwia, że prócz pisania, a właściwie po pierwsze pracuję i na redakcję trzeba znaleźć czas. Do tego żal mi pożegnać się z pewną koncepcją estetyczną. Cóż, obiecuję w przyszłości się poprawić :-)

  3. reversed pisze:

    Heh, nie o poprawę chodzi. Dezinfo i fakinizacja to trucizna jakich mało na trzeciej skale od Słońca. Już subtytuły przełamałyby treść, dodając pauz i chwil na zastanowienie/przełączemie.

    Makaronowy artykuł w ważnej sprawie wysadza zrozumienie intencji autora nie mówiąc już o skupieniu uwagi czytelinika. Czytasz i jakoś przypomina to zapowanie po kanałach. Bliskie to temu odczuciu, co się pojawia podczas czytania zebranych razem felietonów Jacka Sobory w „Wyznania idioty” i „Nanokultura albo wyznania idioty”. W tych zbiorach mamy jednak teksty krótko traktujące o jednym – góra dwóch, sprawach, często łączonych grą skojarzeń.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *