Marcin Robert Bigos „Jak dokonać transferu umysłu i przetrwać”

Felietony Marcin Robert Bigos - 15 kwietnia 2019

Ilustracja: pexels.com

Transfer umysłu i teleportacja to najważniejsze wyzwania stojące obecnie przed ludzkością. Wprawdzie może ktoś powiedzieć, że ważniejszy jest problem globalnego ocieplenia albo terroryzmu, ale przecież to właśnie wspomniane techniki pozwolą nam uciec ze zniszczonej Ziemi do wirtualnej rzeczywistości lub na inne planety, gdzie wszystko, co do tej pory robiliśmy, możemy zacząć od nowa. Żeby jednak to nam się udało, musimy rozwiązać pewien problem, ignorowany zwykle przez ludzi zajmujących się tymi zagadnieniami.

Zdaniem transhumanistów, aby osiągnąć nieśmiertelność, wystarczy przenieść swój umysł do innego ciała, do komputera albo na plateau (znane czytelnikom „Perfekcyjnej niedoskonałości” Jacka Dukaja). Jest tylko jeden drobny problem z tą znakomitą metodą, rozważany już zresztą przez Stanisława Lema w jego „Dialogach”. Mianowicie: kopia to nie oryginał. Wyobraźmy sobie, że potrafimy stworzyć kopię naszego umysłu bez zniszczenia mózgu. Moglibyśmy wtedy uruchomić ją jeszcze za swojego życia i nawet sobie z nią porozmawiać, jednak po śmierci w żaden cudowny sposób nie znaleźlibyśmy się na jej miejscu. My byśmy umarli, a kopia istniałaby nadal – z naszą pamięcią, lecz niezależnie od nas.

Podobnie ma się sprawa z teleportacją. Wprawdzie chodzi w niej o przeniesienie całego ciała w przestrzeni, ale ma to być przecież ciało z umysłem, a nie jakaś wydmuszka. W klasycznej teleportacji (takiej, jaką znamy z serialu „Star Trek” albo z „Ilionu” Dana Simmonsa) przenoszone ciało jest niszczone w punkcie wyjścia i odtwarzane z matrycy w punkcie docelowym. I znowu: rekonstruowane ciało i umysł są tylko kopią ciała i umysłu wyjściowego. Zwykle twórcy fantastyki naukowej nie zawracają sobie głowy tą kwestią, udając, że skoro pierwotne ciało zostało zniszczone, możemy uznać kopię za oryginał. Chyba jedynie James Patrick Kelly potraktował poważniej ten problem w opowiadaniu „Myśleć jak dinozaury”: teleportowana dziewczyna nie chce umrzeć, główny bohater (pracownik stacji przesyłowej) musi więc znaleźć sposób, aby ją zamordować. W przeciwnym wypadku równowaga wszechświata zostałaby naruszona, ponieważ istniałyby w nim dwie takie same osoby. W „Ilionie” Dana Simmonsa ludzie przyszłości uświadamiają sobie, że bardzo często uprawiana przez nich teleportacja (zwana tu faksowaniem) tak naprawdę oznacza ich każdorazową śmierć, jednak w kontynuacji „Ilionu” – „Olimpie” – zupełnie o tym zapominają, entuzjastycznie faksując się po całej Ziemi.

No właśnie, tradycyjnie pojmowany transfer umysłu oraz klasyczna teleportacja polegają na kopiowaniu. Wyobraźmy sobie, że przebywający na Ziemi Janusz poznaje – za pośrednictwem międzyplanetarnego serwisu randkowego – mieszkającą na odległej planecie Grażynę. Postanawia więc teleportować się do niej, skutkiem czego do Grażyny przybywa kopia zdezintegrowanego tuż przedtem Janusza. Czy będzie to dla tej pary satysfakcjonujące? Czy naprawdę nie ma sposobu, żebyśmy po transferze umysłu – w tym nowym ciele, komputerze, plateau lub punkcie docelowym teleportacji – nadal byli tymi samymi ludźmi, co przedtem? Otóż taki sposób istnieje i nie różni się zasadniczo od tego, czego każdy z nas doświadcza w trakcie swojego życia.

Opis tej nowej metody zacząć musimy od przyjęcia założenia, że umysł jest czymś materialnym i zależnym od funkcjonowania całego ciała, a nie tylko mózgu. Pomijamy więc pomysł, że transfer umysłu polegać miałby na przeskakiwaniu między ciałem wyjściowym a jego kopią jakiejś niematerialnej duszy. Umysł jest aktywnością mózgu, ta zaś – z grubsza biorąc – polega na tworzeniu i wzmacnianiu połączeń między neuronami, które kontaktują się ze sobą poprzez impulsy elektryczne. Ponadto mózg nie działa w izolacji od reszty ciała: mam na myśli nie tylko to, że steruje on działaniem poszczególnych jego organów, lecz także to, że sam podlega wpływowi reszty ciała. Nie jest przecież przypadkiem, że kiedy nadmiernie się objemy, szczególnie tłustych potraw, stajemy się ociężali zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Naukowcy stworzyli zresztą cybernetyczny model człowieka, jako tzw. systemu autonomicznego, w którym procesy energetyczne (związane na przykład z trawieniem) wpływają na procesy psychiczne (a więc także myślenie). I model ten działa, pozwala bowiem przewidywać ludzkie zachowania. Krótko mówiąc: umysł i ciało to jedność. Nie ma umysłu odrębnego od ciała, a konkretne indywidualne cechy psychiczne wynikają z indywidualnych cech konkretnego ciała. Możemy stąd wysnuć dwa wnioski: jeden banalny, że kopiowanie umysłu to kopiowanie całej materialnej struktury mózgu (wszystkich połączeń między neuronami i funkcji poszczególnych ich grup), drugi mniej banalny, że transfer umysłu musi polegać na transferze mózgu i sprzężonej z nim reszty organizmu.

To wszystko jest związane z problemem jaźni. Poczucie własnego „ja” jest bowiem powstałym w naszym mózgu wyobrażeniem jedności ciała, to znaczy jedności i ciągłości wszystkich zachodzących w nim procesów energetycznych oraz informacyjnych (zwanych także psychicznymi). Powstaje zaś ono po osiągnięciu przez organy tego ciała pewnego zaawansowanego poziomu integracji. Dlatego właśnie zachowanie jaźni wymaga zachowania ciągłości ciała. Tradycyjna teleportacja przerywa ciągłość jaźni, nowa – którą opiszę poniżej – tę ciągłość zachowuje. Przejdźmy jednak do tych doświadczeń naszego życia, których obserwacja naprowadzi nas na właściwą metodę transferu umysłu.

Ludzie się zmieniają. Czterdziestoletni Janusz różni się pod wieloma względami od tegoż Janusza mającego lat dwadzieścia, a mimo to uważany jest za tę samą osobę. Tajemnica ciągłości jaźni na różnych etapach naszego życia tkwi w ciągłości i naprzemienności zachodzących w trakcie tego życia procesów. Na przykład komórki naszego mózgu stopniowo obumierają, chociaż w pewnych jego częściach – jak choćby w odpowiedzialnym za pamięć hipokampie – tworzyć się mogą nowe neurony. Aktywność umysłowa prowadzi do zmiany struktury mózgu – pojawiania się coraz to nowych połączeń między neuronami – a przecież umysł to ta właśnie struktura. Podobnie sprawa ma się z innymi częściami ciała: na przykład co szesnaście lat całkowitej wymianie ulegają wszystkie komórki naszych jelit. W wieku czterdziestu lat mamy więc inne komórki ciała oraz inną strukturę mózgu niż wtedy, gdy byliśmy dwudziestolatkami. A jednak ciągle jesteśmy tą samą osobą. Dlaczego? Właśnie dzięki wspomnianej ciągłości i naprzemienności procesów. Komórki naszego ciała nie są wymieniane wszystkie naraz, lecz stopniowo. Te drobne zmiany są zaś przez nas ledwo zauważalne, jeśli w ogóle. Są one także naprzemienne: gdy w pewnym okresie nauczyliśmy się kilkudziesięciu nowych słówek w języku obcym (jest to proces tworzenia się nowych połączeń między neuronami), wszystkie komórki naszych jelit pozostawały te same. W następnym jednak okresie mogliśmy przerwać naukę, a w tym czasie kilka komórek jelit mogło obumrzeć i zostać zastąpione nowymi (a to proces wymiany komórek jelit).

Jak te spostrzeżenia możemy wykorzystać do opracowania sposobu transferu umysłu lub teleportacji? Wyobraźmy sobie, że opracowano metodę zastępowania uszkodzonych lub obumarłych neuronów ich protezami (dla krótkości nazwijmy te protezy przełącznikami) i wykorzystano ją do leczenia nowotworów mózgu. Nie jest to zresztą czysta fantastyka, prace nad stworzeniem protez neuronów jak najbardziej trwają w rzeczywistości, choć nie są tak zaawansowane jak w naszym przykładzie. Wyobraźmy sobie dalej, że dzięki zastosowaniu tej nowej fantastycznej metody, cały mózg pacjenta składać się będzie z owych przełączników. Otóż jeżeli ten proces wymiany neuronów na przełączniki przebiegał będzie stopniowo, wówczas pacjent może zupełnie tej wymiany nie zauważyć. Po zakończeniu kuracji nadal będzie tym samym człowiekiem, co przed nią. Skoro zaś proces ten okaże się bezpieczny, pojawią się z pewnością zamożni ludzie, którzy zapragną przejść tego rodzaju przemianę nie dla leczenia, lecz dla usprawnienia pracy mózgu albo zapewnienia sobie nieśmiertelności. Przecież tego rodzaju mózg, zbudowany z samych przełączników, łatwiej od biologicznego będzie można wyjąć z ciała i podłączyć do komputera, choć w takim przypadku należałoby stworzyć wirtualną imitację ludzkiego organizmu (pamiętajmy o jedności umysłu i ciała!). Kolejnym krokiem mogłaby być hodowla nowego ciała biologicznego i przeszczepianie do niego mózgu zbudowanego z przełączników. I oto mamy jeden z teoretycznie możliwych sposobów na transfer umysłu, który byłby czymś więcej niż kopiowaniem. Żeby jednak zachowana została podczas takich przenosin ciągłość procesów oraz jedność umysłu i ciała, trzeba by zintegrować procesy w starym ciele oraz tym nowym. Jak to zrobić? Wyobraźmy sobie taki przykład:

Ściągnij tekst:
Strony: 12

Mogą Cię zainteresować

Premiera „Star Trek: W nieznane”
Film MAT - 22 lipca 2016

Dwa tygodnie po światowej premierze, do polskich kin trafia trzynasta odsłona serii Star Trek…

Adept – pierwsze starcie
Recenzje fantastyczne nimfa bagienna - 2 czerwca 2016

Marcin Robert Bigos spędził nieco czasu w Warszawie, ciesząc się towarzystwem Olafa Rudnickiego…

Morderstwo na Krymie
Bookiety nimfa bagienna - 10 lutego 2017

Przygody detektywa, który detektywem nie jest, czyli Marcin Robert Bigos zwiedza Chersonez Taurydzki i żegluje…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!