Daniel Ostrowski „O konkurencyjności tego, czego nie widać – cz. III”

Para-Nauka Fahrenheit Crew - 28 listopada 2012

Od lat już paru mamy konkurencję na rynku energii. Dla nas, konsumentów, oznaczać ma to, zgodnie z intencjami unijnych prawodawców, niesamowite korzyści. Bo przecież – gdzie jest zdrowa konkurencja, tam możliwość wyboru, a jednym z najważniejszych jego kryteriów jest cena. Tu się też wyraża specyfika tego rynku i tego produktu.

Weźmy taki rynek samochodów. Mrowie producentów, marek i konkretnych modeli daje nam niesamowite możliwości. Ktoś potrzebuje auta tańszego, ktoś inny luksusowego (cena nie gra roli), jeden zwraca uwagę na dostępność części, a inny na ofertę gwarancyjną. W rezultacie, mając dobre rozeznanie w rynku, zawsze znajdziemy coś dla siebie, wybierając według tego kryterium, które nas interesuje.

Z energią elektryczną jest o wiele prościej. Nie ma, dajmy na to, kwestii jakości. Czy wybierzemy tego, czy innego sprzedawcę, za jakość (czyli zachowanie parametrów energii) odpowiada miejscowy dystrybutor. Nie ma kryterium luksusu, bo ten budujemy sobie sami w domu (firmie) odpowiednimi urządzeniami, zwiększymy co najwyżej zapotrzebowanie na ilość energii. A w tej sprawie – znowu trafiamy do dystrybutora. Nie istnieje problem funkcjonalności, nie potrzebujemy konkretnego rodzaju energii do konkretnych zastosowań, bo odbiorniki są zestandaryzowane i jedyna różnica, w warunkach domowych, to kwestia tego, czy wymagają one 230, czy 400 voltów. A z tym (instalacja 1 lub 3-fazowa) też idziemy do dystrybutora. Pozostaje więc tylko jakość obsługi klienta i cena.

Tylko dwa kryteria, według których możemy rozróżniać atrakcyjność sprzedawców energii. Prościzna, prawda?

Primo – jakość obsługi. Kategoria, niestety, niemierzalna. Można się opierać na doniesieniach prasowych lub komentarzach internetowych (zwłaszcza narzekaniach), ale to nam niewiele pomoże, bo odbiorcy przeważnie narzekają na wszystkich po równo. Sprawdzić biuro obsługi klienta osobiście też nie jest łatwo, nasz dotychczasowy sprzedawca ma zapewne jakieś, gdzieś w pobliżu, ale jak sprawdzić sprzedawców z innych miast? Dzwonić. A jak telefonicznie się zorientować, jak to rzeczywiście wygląda, gdy nie mamy konkretnej sprawy do załatwienia?

Pozostaje nam secundo – cena. Wyszukanie kilkudziesięciu sprzedawców w internecie, prześledzenie ich stron, znalezienie wśród mrowia informacji tej jednej, wcale nie najlepiej wyeksponowanej. Przekonanie się, że połowy z tych sprzedawców w ogóle nie interesują gospodarstwa domowe, że znaczna część nie informuje o swoich cenach, tylko zaprasza do wizyty lub telefonu, by przedstawić konkretną ofertę (nasz przedstawiciel niebawem Cię odwiedzi!). Pozostanie nam kilku, załóżmy optymistycznie, że dziesięciu, i w końcu namierzamy tego najtańszego. I zonk – gdy się okaże, że to nasz aktualny sprzedawca!

Ale jeśli jednak nie, to… stoimy przed szansą na obniżenie rachunku za prąd. I tak dochodzimy do tego, co w tym wszystkim najciekawsze, o czym słyszeliście, zastanawialiście się, może nawet baliście się zapytać?

Zmiana sprzedawcy energii elektrycznej.

Zacznijmy od nakreślenia ról i wyjaśnienia pojęć.

W procesie zmiany sprzedawcy najwięcej do zrobienia ma dystrybutor. W ramach usług dystrybucyjnych odczytuje on stany liczników. Te trzeba przekazać odpowiedniemu sprzedawcy, by mógł zafakturować odbiorcę za zużycie energii. Zapisanie w systemie informatycznym dystrybutora informacji, że odczyt danego odbiorcy należy od konkretnego dnia przekazywać danemu sprzedawcy, jest najważniejszą czynnością, finałem całej procedury.

Dotychczasowy sprzedawca to oczywiście ten, który dotąd świadczył nam usługę sprzedaży energii elektrycznej. W zdecydowanej większości przypadków będzie to równocześnie tzw. sprzedawca z urzędu. Kto to jest?

W czasach minionych, jak wspominaliśmy w pierwszej części artykułu, całością zagadnienia zajmował się jeden miejscowy Zakład Energetyczny. Nie było wówczas konieczności definiowania różnych rodzajów usług związanych z energią, więc umowy nazywane były po prostu umowami o sprzedaż energii elektrycznej. W chwili rozdziału funkcji z danego ZE powstawały dwie firmy, świadczące adekwatne usługi – sprzedawca i dystrybutor. Wymagałoby to, z dnia na dzień, zawarcia tysięcy nowych umów z odbiorcami, i to podwójnie, bo osobne umowy musieliby zawrzeć sprzedawcy, a osobne OSD. Ustawodawca rozwiązał problem, tworząc osobną kategorie umów – umowy kompleksowe, czyli obejmujące równocześnie usługi sprzedaży i dystrybucji energii. Wszystkie dotychczasowe umowy sprzedażowe stały się więc umowami kompleksowymi. Stroną umowy kompleksowej nie jest dystrybutor, a sprzedawca z urzędu, ten sam, który na danym terenie był wcześniej częścią jednego Zakładu Energetycznego. Z tego wynika, że sprzedawcą z urzędu jest podmiot, który nominalnie działa na danym terenie, choć oczywiście sprzedawcy mogą obecnie działać na terenie całego kraju.

Obecnie umowy kompleksowe są doskonałym narzędziem, ułatwiającym życie odbiorcy, który nie chce komplikacji, podwójnych faktur, biur obsługi klienta nie wiadomo gdzie i innych kłopotów. Jeśli nabyliśmy mieszkanie, budujemy dom, najmujemy lokal dla firmy, możemy zawrzeć umowę kompleksową z działającym na naszym terenie sprzedawcą z urzędu. Będzie to, niewątpliwie, najprostsza droga do nabycia usług sprzedaży oraz dystrybucji energii elektrycznej.

Nowy sprzedawca to ten, z którego usług chcemy skorzystać. Jego rola w procesie jest niewielka, musi zawrzeć z odbiorcą umowę sprzedaży i wspólnie z nim złożyć u dystrybutora informację o zmianie.

Co bardziej sprytnym odbiorcom przyjdzie zapewne do głowy sposób na oszukanie systemu. Zawieramy umowę z nowym sprzedawcą, osobną z dystrybutorem, a po jakimś czasie rezygnujemy z usług sprzedawcy. Voila! Płacimy tylko za usługi dystrybucyjne (co stanowi ok. 30-40% całego rachunku) i nadal mamy prąd!

Taka sytuacja oczywiście nie może mieć miejsca, każda ilość dostarczonej przez dystrybutora energii musi być również sprzedana. I to właśnie dystrybutor pilnuje, by żaden odbiorca nie znalazł się w takiej sytuacji. Ale jak?

Sprzedawca rezerwowy (alarmowy). Jego rola zaczyna się w momencie, gdy aktualny sprzedawca z jakichkolwiek przyczyn zaprzestaje świadczyć odbiorcy usługę sprzedaży energii. Ciągłość tej usługi musi być przecież zachowana. Jeśli więc nie ma przesłanek do rozwiązania również umowy dystrybucyjnej i demontażu licznika, sprzedaż podejmuje właśnie sprzedawca rezerwowy. Kto nim jest? Może być każdy sprzedawca, który zgłosi dystrybutorowi taką chęć i zawrze z nim stosowną umowę. W praktyce najczęściej sprzedawcami rezerwowymi są te same firmy, które na danym terenie są sprzedawcami z urzędu.

 

Ale wróćmy do odbiorcy, chcącego mniej zapłacić za energię. Od czego zacząć? Od poszukania tańszego sprzedawcy. Częstokroć znajdują nas sami, ich przedstawiciele przychodzą do domu czy firmy albo telefonują. Można szukać na własną rękę, pełną listę sprzedawców znajdziemy na stronie internetowej Urzędu Regulacji Energetyki, pod adresem: http://www.maszwybor.ure.gov.pl/ – na mapce po lewej stronie klikamy w nasz obszar zamieszkania, pojawi się nam lista sprzedawców działających na naszym terenie – czyli posiadających stosowne umowy generalne z naszym dystrybutorem. Można tam też znaleźć linki do różnych stron ułatwiających poszukiwania, gdzie np. wpisujemy nasz obszar, grupę taryfową i zapotrzebowanie energetyczne (http://ure.gov.pl/ftp/ure-kalkulator/ure/formularz_kalkulator_html.php) a odpowiednia aplikacja wykona porównanie cen różnych sprzedawców. To na pewno jest dobre na początek, choć trzeba pamiętać, że strony takie nie są w stu procentach miarodajne, a informacja z nich pochodząca nie jest pełna. Najlepiej więc wybrać kilku sprzedawców i pomolestować ich osobiście, oczywiście przez telefon. To jest pierwszy krok.

Ściągnij tekst:
Strony: 123

Powiązane wpisy

Wznowienie serii o „Mercedes Thompson”
Aktualności - 30 stycznia 2017

W odpowiedzi na potrzeby, prośby i błagania czytelników nakładem wydawnictwa Fabryka Słów…

Weźmisz serce teściowej – zwycięzcy
Konkursy - 3 kwietnia 2009

Nooo… tegośmy się po Was nie spodziewali. Taki ładunek agresji i sadyzmu wprawił całą redakcję…

Pora na odwyk
Recenzje fantastyczne - 25 stycznia 2017

Pierwsza dama światowej fantastyki sumiennie zapracowała na swoją pozycję. Agnieszka Chodkowska-Gyurics i jej refleksje…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!