ISSN: 2658-2740

Wywiad z Michałem „Baniakiem” Bańką – część I: Kilka słów o Baniak Cthulhu Universe

Z okazji niedawnej premiery książki „Niedopowiedziane historie: BCU” zapraszamy Was, drodzy czytelnicy, do lektury wywiadu z Michałem „Baniakiem” Bańką – Mistrzem Gry, który nieustannie popularyzuje w Polsce, za pośrednictwem różnych mediów społecznościowych, gry fabularne, czyli RPGi.

Michał w 2018 roku rozpoczął prowadzenie sesji w systemie Zew Cthulhu. Po trzech latach od zainicjowania kampanii, ponad stu dwudziestu zagranych sesji z pięcioma drużynami, świat Baniak Cthulhu Universe dobiegł niemal do końca. Wielki finał będzie mieć miejsce w styczniu 2022 roku. Zanim jednak to nastąpi, za sprawą pierwszej części wywiadu cofniemy się nieco w czasie, by dowiedzieć się, skąd narodził się pomysł na klimat horroru i grozy, co okazało się najtrudniejsze w prowadzeniu wielu historii, a także, czy rzeczywiście wszystkie fabularne pomysły zostały pomyślnie zrealizowane.

Uwaga! W wywiadzie pojawiają się pewne spojlery dotyczące sesji BCU.

Maciej Tomczak: Chciałem porozmawiać z Tobą przede wszystkim o „Niedopowiedzianych historiach: BCU”. Ale żeby ‘niedopowiedziane’ historie były, najpierw musiały być jakieś ‘historie’. Zatem musiało poprzedzać je samo BCU. Skąd pomysł na ten system – Zew Cthulhu – po Warhammerze i Opowieściach z Pętli (Tales from the Loop)?

Michał Bańka: Zew Cthulhu i Lovcraft siedział we mnie dość mocno, bo grałem jeszcze wcześniej, zanim w ogóle włączyłem kamery. Graliśmy dla siebie, nawet dość długie kampanie. Natomiast zacząłem od Warhammera, ponieważ wiedziałem, że to będzie dość popularne. Przynajmniej kiedyś był najbardziej popularnym systemem. Z drugiej strony, pojawił się Warhammer, ponieważ my z przyjaciółmi w niego graliśmy– ze dwadzieścia lat w niego „przegrałem”. Dlatego od tego zacząłem. A Zew Cthulhu pojawił się już jako coś innego. Nie całkiem fantasy, fabuła w klimatach lat 20. XX wieku, trochę science fiction, jeszcze połączona z magią. Lovecraft, horror, groza.

Chociaż akurat ona nie zawsze nam wychodziła, bo jednak lubimy się śmiać i żartować. Do tego jeszcze byliśmy rozkręceni po graniu w Talesy. Ale były też momenty, że rzeczywiście można było się nieco bać.

MT: A skąd przyszedł ci do głowy pomysł stworzenia całego uniwersum? Czy od razu o tym myślałeś?

MB: Najpierw moi fani nazywali wszystkie sesje z Warhammera, które prowadziłem, BWU – czyli Baniak Warhammer Universe. I kiedy zacząłem grać w Zew Cthulhu, to analogicznie pojawiło się BCU – Baniak Cthulhu Universe. Zatem to właściwie wyszło od widzów.

No i faktycznie, w ten sposób zostały połączone historie wszystkich drużyn, ponieważ w Warhammerze mieliśmy trzy, a teraz, w Zew Cthulhu, postawiłem na pięć zespołów. Natomiast, o ile w Warhammerze nie za bardzo przeplatały się historie, może najbardziej na początku i na końcu, tak w Zew Cthulhu chciałem, żeby fabuły krzyżowały się dużo częściej, były ciekawsze, a wymiany między drużynami fajniejsze.

Myślę, że rzeczywiście, po Warhammerze wiedziałem, w jaką stronę będzie prawdopodobnie szła opowieść BCU, dlatego już od początku planowałem, jak ten świat będzie wyglądał. I że po wszystkich sesjach zostaną napisane opowiadania, które będą ich uzupełnieniem, ponieważ nie wszystkie wątki da się definitywnie fabularnie pozamykać na sesjach.

MT: A od razu myślałeś, że powstanie kilka grup z różnymi graczami?

MB: Tak. W Warhammerze klika drużyn pojawiło się już w trakcie rozgrywki. W Zewie od początku było takie założenie.

Wiedziałem, że będę grał na pewno z patronami – tak powstał SUM (Studenci Uniwersytetu Miskatonic). Projekt, który wyszedł i nie wyszedł. Nie wyszedł dlatego, że badacze mieli ginąć. I mnóstwo patronów miało się przewinąć przez sesję. Założenie było takie, że będą nieskończone zasoby studentów Uniwersytetu Miskatonic. A pierwszej drużynie tak rewelacyjnie szło, że po prostu zostali. I po roku, kiedy tak dobrze mi się z nimi grało, stwierdziłem, że chcę, żeby byli stałą ekipą.

Zatem od początku był plan na kilka grup. Może nie na pięć, bo Kumple – czyli GON (Grupa Odkrywców Niesamowitości) – doszli w trakcie i grali dość nieregularnie. Raz zagraliśmy dwie sesje, po roku dwie sesje, potem znowu po roku dokończyliśmy granie. Popiół również miał grać raz na kwartał i tak mniej więcej było; w końcu wyszło najmniej tych sesji.

No ale wiedziałem, że mają być co najmniej trzy drużyny. A ostatecznie wyszło pięć.

MT: No właśnie – BCU to pięć ekip i ponad trzydziestu graczy, mniej lub bardziej stałych, bo pojawiały się na sesjach też osoby występujące sporadycznie. Zatem co okazało się najtrudniejsze w poprowadzeniu i połączeniu tylu historii, a co najłatwiejsze?

MB: Dość trudne było zgranie w jednym czasie na daną sesję wszystkich osób z konkretnej drużyny, ponieważ byli to ludzie z całej Polski. Nie wybierałem graczy tylko z Warszawy i okolic.

Dla mnie w którymś momencie dość trudne było jeżdżenie co miesiąc do Gdańska na sesje KŁaMu – Klubu Łowców Mitów. To było kosztowne i czasochłonne, bo to jednak była wyprawa na kilka dni.

Ale również było trudno, żeby na sesjach pojawiały się osoby z innych ekip. Do KŁaMu udało się właściwie tylko raz kogoś dołączyć – Nikos Sawwidis ze mną pojechał. Czasem udało się ściągnąć Wojtka Tremiszewskiego, kiedy jeździł z występami po Polsce. Jak był w Warszawie, to przy okazji nagrywaliśmy sesję, gdzie się pojawiał z chłopakami z HOBO – Holistycznej Organizacji Badania Osobliwości.

Strony: 1234

Mogą Cię zainteresować

[Recenzja] „Lew i Stalker z grzywą”, Magdalena Świerczek-Gryboś

Książkę „Lew i Stalker z grzywą” można zatem przyrównać do mozaiki. Jej…

[Recenzja] „Stsygoń” Kamil Jędruchniewicz

Fabuła „Stsygonia” przenosi czytelnika do pewnej wioski na rubieżach dziewiętnastowiecznej carskiej Rosji,…

Trzecia edycja konkursu na opowiadanie fantastycznonaukowe Polskiej Fundacji Fantastyki Naukowej

Polska Fundacja Fantastyki Naukowej ogłasza nabór opowiadań do trzeciej edycji konkursu literackiego…

Fahrenheit