Magdalena Kucenty „Co się stało z Mią Blue?” (11)

Opowiadania Magdalena Kucenty - 29 marca 2016

– Odejdź – wychrypiał drżącym głosem i wy­strze­lił. Kula trafiła w zie­mię obok Kiry. Ten akt de­spe­ra­cji spra­wił, że już nie po­tra­fi­ła po­wstrzy­mać śmie­chu.

– Będę dla ciebie dobra – wyszeptała. – Obiecuję.

Znowu po­cią­gnął za spust. Tym razem tra­fił. Ramię łow­czy­ni skro­pi­ła czer­wień, twarz wy­krzy­wił lekki gry­mas.

– Uch, to bo­la­ło, wiesz?

Męż­czy­zna cof­nął się, a za­ha­czyw­szy piętą o ko­rzeń drze­wa, upadł na zie­mię. Hun­tria od­kop­nę­ła jego broń na bok. To był mo­ment, w któ­rym po­win­na aresz­to­wać mężczyznę.

Ale coś w niej pękło. I spier­do­li­ła po ca­ło­ści.

Nie wie­dzia­ła nawet, kiedy wy­cią­gnę­ła nóż. Pa­mię­ta­ła tylko wyraz oczu świni, to cu­dow­ne prze­ra­że­nie lśnią­cych wil­got­nie ślepi. I gorąco wylanej juchy, oszukańczo czerwonej i mdławej w smaku.

– Czy teraz je­stem słod­ka?! – wrzesz­cza­ła w amoku Kira. – Od­po­wiedz! Je­stem słod­ka czy nie?!

Ude­rza­ła raz za razem, śmiejąc się histerycznie i nie li­cząc cio­sów. Zanim Jakob zdołał ją obez­wład­nić, zdą­ży­ła dźgnąć Huck­ste­ra dwa­dzieścia sześć razy.

Teraz

Ko­mi­sarz nie wie­dział, co po­wie­dzieć. W ciszy pa­trzył na hun­trię, która po skoń­cze­niu opo­wie­ści pod­wi­nę­ła nogi i ob­ję­ła je ra­mio­na­mi.

Nie ta­kiej hi­sto­rii spo­dzie­wał się Bam­ber. Te wszyst­kie dow­ci­py, które stro­iła sobie pod­wład­na, spra­wia­ły, że całe wy­da­rze­nie wy­glą­da­ło na głupi, choć wy­jąt­ko­wo krwa­wy wy­bryk.

– Będę mu­siał cię za­wie­sić w obo­wiąz­kach – rzekł w końcu ko­mi­sarz.

Kira za­gry­zła usta, wy­raź­nie po­wstrzy­mu­jąc jęk pro­te­stu.

– Nie martw się, mała – cią­gnął Bam­ber – tylko na pe­wien czas. – Uśmiech­nął się, od­zy­sku­jąc ty­po­wy dla sie­bie rezon. – I tak mamy tu naj­zwy­czaj­niej­szy w świe­cie bur­del, a skoro przy­szło mi już pra­co­wać w tym burdelu, to będę chro­nił swoje kurwy! – Walnął pięścią o biurko i dodał łagodniej: – Tyle że na przy­szłość jed­nak po­sta­raj się sto­no­wać swój tem­pe­ra­men­t.

Kira od­wza­jem­ni­ła uśmiech.

– Tak jest, sir. Ale proszę nie nazywać mnie kurwą.

Wie­dział, że hun­tria znowu robi się na „nic tylko grzecz­ną”, ale jakoś mu to nie prze­szka­dza­ło. Świa­do­mie dawał się na­brać.

– Wy­cią­gnę cię z tego gówna, tylko mu­sisz ze mną współ­pra­co­wać. Ro­zu­mie­my się? – Zro­bił krót­ką pauzę, cze­ka­jąc na przy­tak­nię­cie pod­wład­nej. – Świet­nie. Szko­da tylko, że SW-owcy wzię­li Saula, eee… Ja­ko­ba, czy jak mu tam, w ob­ro­ty. Wła­sne­mu czło­wie­ko­wi nie ufają, kto by po­my­ślał!

Kira po­trzą­snę­ła głową.

– To ni­cze­go nie zmie­nia, sir. Sądzę, że Jakob nie pi­śnie słów­ka o swoim udzia­le w całej spra­wie. Prze­cież nie po­win­nam wie­dzieć, że po­cho­dzi z Sek­cji Ósmej. Teo­re­tycz­nie spraw­dza mnie, tak samo jak po­zo­sta­łych człon­ków Biura. No i Huck­ster nigdy go nie wi­dział. Jego osoba nie po­ja­wi­a się w żad­nych ze­zna­niach.

Bam­ber po­krę­cił głową z po­wąt­pie­wa­niem.

– Nie możesz mu ufać, mała. To szpi­cel, pa­mię­taj. Mu­si­my się przy­go­to­wać na naj­gor­sze.

Po­tak­nę­ła, ale coś w tych bursz­ty­no­wych oczach mó­wi­ło ko­mi­sa­rzo­wi, że nie zdo­łał prze­ko­nać pod­wład­nej.

– Ode­ślę cię do domu – westchnął. – Tylko na wszel­ki wy­pa­dek na­słu­chuj łącz­ni­ka. – Potarł czoło, marszcząc brwi. – I jesz­cze jedno. Co się w końcu stało z Mią Blue?

Kira wbiła wzrok w zie­mię.

– Huckster ukarał ją na oczach wszystkich. Rozumie szef, ku prze­stro­dze, bo Mia chcia­ła uciec. Oszu­ki­wa­ła swo­ich zwierzch­ni­ków, a Saul swo­ich…

– Zna­czy mnie – prych­nął ko­mi­sarz.

Ką­ci­ki ust huntrii za­drża­ły na gra­ni­cy uśmie­chu.

– Tak, sir. Zna­czy pana. Wszyst­ko po to, by już za­wsze mógł być razem z Blue. – Nagle wesołość ulotniła się z jej twarzy. Kira zgar­bi­ła ra­mio­na i do­da­ła: – Nie­ste­ty, oba­wiam się, że dziewczyna prze­sta­ła ist­nieć.

Bam­ber po­czuł smak go­ry­czy na ję­zy­ku.

– Mi­łość, ech? Głu­pie dzie­cia­ki – wy­mru­czał. – A ten goryl? Pierw­szy?

– Uciekł, sir. Wi­docz­nie po tym, co zo­ba­czył, prze­stał mnie lubić.

Ostat­nia od­po­wiedź pod­wład­nej nie do końca go prze­ko­ny­wa­ła, ale wi­dząc zmę­cze­nie, ma­lu­ją­ce się na bla­dym obliczu hun­trii, nie miał serca drą­żyć te­ma­tu. Na razie cze­ka­ło na niego wy­star­cza­ją­co dużo pro­ble­mów do roz­wią­za­nia.

– Ro­zu­miem – od­parł zwięź­le. – Mo­żesz się od­mel­do­wać.

Kira wsta­ła i skło­ni­ła głowę.

– Tak jest, sir.

Bam­ber ob­ser­wo­wał wy­cho­dzą­cą dziewczynę, nie mogąc otrzą­snąć się z wra­że­nia, że w całej tej hi­sto­rii coś mu umknę­ło.

***

Jeszcze nie zmoczyłam palców, co dopiero mówić o zanurzeniu się głębiej w tej brei. Tak naprawdę ledwie musnęłam powierzchnię zepsucia trawiącego Lyuk. Ale teraz nie było już odwrotu. Znajdę ich.

Znajdę ich wszystkich.

Epilog

– Hej, Bato.

Pil­nu­ją­cy wej­ścia do baru goryl od­sło­nił ra­do­śnie kły.

– Ja się cie­szy, że widzi dziew­czyn­ka.

– Też się cie­szę, ol­brzy­mie.

Wy­mi­nę­ła go i od­cią­gnę­ła drzwi. O tak wcze­snej porze w Iry­ga­cji było nie­wie­lu gości. Tak do­kład­nie to dwóch. Jakob sie­dział na­prze­ciw Aza i gapił się na swój kwas z lekko ogłu­pia­łą miną. Wciąż nie przy­wykł do to­wa­rzy­stwa demonicznego drag queen, choć ra­dził sobie dużo le­piej niż na po­cząt­ku – kiedy pierwszy raz zo­ba­czył Aza­ze­la, omal nie prze­wró­cił się z wra­że­nia.

– I jak po­szło, kru­szyn­ko? – za­ga­ił Az. – Co po­wie­dział stary knur?

Kira za­ję­ła krze­sło obok.

– Za­ska­ku­ją­co nie­źle. Ko­mi­sarz obie­cał, że wy­cią­gnie mnie z tego gówna. Dosłownie.

Demon gwizd­nął z wra­że­nia.

– No, pro­szę. A to dobre!

– Ile mu wy­ja­wi­łaś? – wtrą­cił Jakob.

Hun­tria po­wo­li prze­nio­sła wzrok na twarz part­ne­ra. Na to niby wy­ku­te z ka­mie­nia ob­li­cze, z któ­re­go cięż­ko było wy­czy­tać ja­kie­kol­wiek emo­cje.

– Pra­wie wszyst­ko – przy­zna­ła Kira. –  Ale przy­jął to zde­cy­do­wa­nie le­piej, niż się spo­dzie­wa­łam. Zresztą, na razie nie mar­twi­ła­bym się tą spra­wą. Dwój­kę SW-owców, któ­rzy mnie śle­dzi­li, zdo­ła­łam zgu­bić w pół drogi. Najwyraźniej wszy­scy z Sek­cji Ósmej są rów­nie nie­kom­pe­tent­ni.

– No, dzię­ki – odburk­nął, mo­cząc usta w kwa­sie.

– Och, nie dąsaj się, przy­stoj­nia­ku – za­chi­cho­tał Aza­zel. – Mu­sisz przy­wyk­nąć, że nasza kru­szy­na jest albo bo­le­śnie szcze­ra, albo fał­szy­wie miła.

Part­ner Kiry za­dła­wił się, gdy zo­stał przez demona na­zwa­ny „przy­stoj­nia­kiem”. Hun­tria z kolei zmru­ży­ła oczy i po­trak­to­wa­ła obu ostrym spoj­rze­niem.

– Może skup­my się na czymś istot­niej­szym niż moje cza­ru­ją­ce uspo­so­bie­nie, co? – za­pro­po­no­wa­ła i od razu spy­ta­ła Ja­ko­ba: – Udało ci się po­twier­dzić, że Han­dlarz to pseu­do­nim Huck­ste­ra?

Kasz­ląc, pokręcił przecząco głową.

– Wspo­mnie­nia… które wy­cią­gnę­łaś z włochacza…

– On ma na imię Bato.

– …z Bato – po­pra­wił się – to tro­chę za mało. Ale mimo wszyst­ko coś od­kry­łem. Hell po­zo­sta­je czy­ste, do­wie­dzia­łem się jed­nak, gdzie in­dziej mogą trzy­mać dusze.

– Za­wsze coś – mruk­nę­ła hun­tria. Podejrzewała, że odkrycie tożsamości Huckstera nie będzie łatwe. Pieprzony psychopata miał chyba rozdwojenie jaźni. – A ty, Az? Za­ła­twi­łeś w końcu tę lewą po­wło­kę?

Demon wydął po­gar­dli­wie usta.

– Prze­cież mnie znasz. – Po­chy­lił się, roz­płasz­cza­jąc wiel­kie cycki na stole, i prze­su­nął po podłodze opa­słą torbę. – Obie­ca­łem, to za­ła­twi­łem.

– Świet­nie. – Hun­tria znowu prze­krę­ci­ła głowę w stro­nę Ja­ko­ba. – No, to mo­że­my się zbie­rać do tego two­je­go pla­sty­ka.

Ściągnij tekst:
Strony: 123456789101112

Mogą Cię zainteresować

Antologia „Dragoneza”
Ksiażki fantastyczne - 20 grudnia 2018

Pod koniec stycznia ukaże się antologia „Dragoneza” przygotowana przez ekipę Fantazmatów. Tematyką…

Paweł Majka w Gdyni
Aktualności - 17 maja 2017

W najbliższy piątek (19 maja) w Bibliotece Gdynia odbędzie się spotkanie z…

Fantazmaty. Tom I
Aktualności - 18 kwietnia 2018

Zespół Fantazmatów upublicznił pierwszy tom antologii, w której znalazło się dwadzieścia opowiadań.

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!