ISSN: 2658-2740

O rozszerzaniu granic

Recenzje fantastyczne Fahrenheit Crew - 6 czerwca 2012

Adrian Tchaikovsky

Ścieżka skarabeusza

Tłum.: Jarosław Rybski

Rebis 2011

Stron: 743

Cena: 45,90 zł

 

 

 

Kiedy skończyłam czytać „Hołd dla mroku” Adriana Tchaikovsky’ego, czwarty tom cyklu „Cienie pojętnych”, zdawałam sobie sprawę, że tom piąty będzie dla autora prawdziwym wyzwaniem. Wypadła z gry spora liczba bohaterów, których w częściach poprzednich polubiliśmy bądź nie, zakończyła się wojna. Cztery pierwsze części bardzo przypadły mi do gustu, byłam więc ogromnie ciekawa, czy w „Ścieżce skarabeusza” autorowi uda się utrzymać dotychczasowy wysoki poziom. I ze smutkiem stwierdzam, że moje nadzieje okazały się płonne. Tchaikovsky postanowił pójść dalej i pokazać czytelnikowi trochę więcej świata, lecz sposobu, w jaki to uczynił, nie uważam za najbardziej udany.

Ze „starych” bohaterów na scenie pozostało jedynie kilkoro: Stenwold, Cherweel, Thalryk, Totho i Tynisa. Tym razem uczestniczymy w niejasnej misji, jaką otrzymuje bratanica Stenwolda, wysłana do odległego miasta Khanaphes. Niejasnej, bo do końca nie wiadomo, czy dziewczyna udaje się tam jako dyplomata, czy też dla podreperowania swojej zrujnowanej przez wojnę i śmierć ukochanego psychiki. I – przynajmniej dla mnie – nić łącząca piąty tom z poprzednimi jest zbyt wątła, bym mogła traktować opowieść jako część większej całości. Można byłoby zmienić imię głównej bohaterki i otrzymalibyśmy samodzielną historię o ekspedycji w nieznane, obronie starożytnego miasta, walce, zdradzie i miłości. Historię nieco przegadaną, przewidywalną i niespecjalnie interesującą.

Owszem, „Ścieżka skarabeusza” ma jeden plus jako część cyklu. Dowiadujemy się nareszcie, jak to jest z pojętnością i niepojętnością, dlaczego zdolność do postępu technologicznego wyklucza magię i co sprawia, że niepojętni nie są w stanie opanować choćby podstaw mechaniki. To jednak, przynajmniej jak na mój gust, za mało, by powieść harmonijnie łączyła się z częściami poprzednimi.

Z przykrością stwierdzam, że podczas lektury przeszkadzały mi wpadki – niby drobne, ale jednak irytujące. Trudno jest mi wyobrazić sobie ludzi w pełnych zbrojach płytowych, paradujących w nich dzień w dzień na spalonej słońcem, upalnej pustyni. Takoż dziwi mnie celne strzelanie z łuku przez jeźdźca gigantycznej szarańczy poruszającej się dwunastometrowymi susami. A już zupełnie nie rozumiem dramatyzmu ewakuacji mieszkańców Khanaphes, skądinąd niepojętnych żukowców, którzy tłoczą się przy brzegu rzeki, czekając na łodzie, mające zawieźć ich na bezpieczny brzeg. Cherweel także jest żukowcem… i lata dzięki swej sztuce. Dlaczego zatem żukowcy z Khanaphes nie wzbiją się w powietrze, lecz czekają na przeprawę?

Mój sentyment do czterech pierwszych części jest jednak ogromny. Potraktuję „Ścieżkę skarabeusza” jako opowieść niejako poboczną, udzielę autorowi kredytu zaufania. Tym niemniej cykl pozostaje dla mnie cyklem, czyli serią następujących po sobie opowieści łączących się w całość. Dam szansę kolejnemu tomowi, „Morskiej straży”. Może bez dotychczasowego entuzjazmu, ale jednak. Bo mam nadzieję, że oderwanie tomu piątego od głównej linii wydarzeń okaże się jedynie pozorne.

 

Hanna Fronczak

Mogą Cię zainteresować

Szach i mat, koniec i bomba
Bookiety Cintryjka - 17 czerwca 2015

Autor: Peter May Tytuł: Jezioro tajemnic Tłumacz: Jan Kabat Wydawnictwo: Albatros, 2015…

Powtórka z rozrywki
Bookiety nimfa bagienna - 28 kwietnia 2016

Thriller medyczny do poczytania w pociągu, czyli Agnieszka Chodkowska-Gyurics recenzuje „Znieczulenie” Robina Cooka.…

Chcecie bajki? Oto bajka!

Agnieszka Chodkowska-Gyurics weszła w kontakt z genami z Atlantydy, jako też z…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!