Adam Cebula „Grzech niepierworodny” (4)

Opowiadania Adam Cebula - 12 lutego 2016

Maniuś jednak nie wytrzymał abstynencji i wyprawił się do szemranego szynku Pod Pluskwą. Spił się, stracił nie tylko wszystkie swoje miedziaki, ale jeszcze i piłę moja-twoja, która była wszak podstawą ich utrzymania. Urżnięty w trupa oczywiście zleciał z karkołomnej kładki i niechybnie zakończyłby swój żywot w błocku, gdyby nie niejaka Kaśka, która za potrzebą pewnie w krzaki szła i larum podniosła.

Nawet oprać hultaja nie można było, leżał prawie bez ducha. Co jakiś czas podrywał się i próbował wykasłać z płuc błoto, którego się nawciągał jak kaczor kartofli gotowanych. Ongard najął dziewuchę, żeby go doglądała, i ruszył w miasto, do strażników, coby piłę z nimi odzyskać, wszak nie godzi się zastawiać nie swoich rzeczy. Piłę i owszem, odnalazł, lecz zamiast do niego, trafiła pod klucz do ratusza do czasu procesu, który miał o niej rozstrzygać. Wracając przez feralną kładkę, zastanawiał się, czy aby ujrzy Maniusia jeszcze żywego i trudno mu było się zdecydować, czego bardziej pragnął: zastać w warsztacie lamentujące baby z gromnicami czy tego łajdaka na nogach.

Maniuś żywym się ostał i trudno to było przeoczyć. Siedział przed warsztatem i jęczał w głos, że trzy chałupy dalej było słychać.

– Dyń, dyń, uważaj, to łotr i oszust!

– Masz rację, Guru – odpowiedział Ongard, szukając dość tęgiego kija.

Wrzaski i tym razem nieudawane lamenty aż odbijały się od murów miasta. Ongard prał i dopiero, gdy mu ręka osłabła, zaczął słuchać sensu wyrzekań Maniusia. Powtarzał słówko „złodzieje”.

– Łokradły me, ło ja nieszczęśliwy, złodzieje, złodzieje.

– Złodzieje? Sameś piłę wyniósł! Twoja była?

– Majster, nie pierta, jak miałem piły nie postawić, jakem miał dwa asy w garści.

– Jeszcześ w karciochy ciął, oberwańcu jeden!?

– A chciałem się łodegrać, ale one trzy asy na stół położyli. Majster, przecie wiadomo, że gra była łoszukana. Pięciu … ło jesusicku, jesusicku boli, boli!

Na wrzaski rozpaczliwe dwie dziewuchy się zleciały i chłopy z sąsiedztwa. Dziewuchy w bek, że Maniusia zabije, chłopy, że przecie tylko se popił… Ongardowi ręka opadła.

– Dzyń, dzyń, jak mię poprosisz, to ci powiem, co teraz trza zrobić – powiedział z radosnym usmiechem Guru. – Naprawdę wiem!

– Ta, wiesz… Co ja mogę z takim hultajem?

– Ale żebyś nie łaził do starego wójta! – zdążył jeszcze krzyknąć Guru przed zniknięciem, które uchroniło go od łupnięcia zgniłym kartoflem.

– A to wy, majster, nie znacie starego wójta? – Maniuś, aż gębę rozdziawił. – Nie, no, do wójta będziemy musieli pójść, bo jak się będziem sądzić o naszą piłę, to trzeba wiedzieć, co i jak.

Maniuś dostał jeszcze po grzbiecie za tę „naszą” piłę. Ale Ongard uznał, że szkody z wysłuchania wójta, którego ongi burmistrz wyrzucił z urzędu, nie musi być wielkiej.

Po prawdzie to stary wójt gadał rzeczy, które Ongard dobrze wiedział. Tyle że co chwilę powtarzał „złodzieje”.

– Złodzieje wezmą dwanaście miedziaków za dopuszczenie sprawy przed sąd grodzki, miedziak za spisanie sprawy weźmie złodziej pisarz, złodziej woźny… A wicie, że złodzieje bierą po dziesięć miedziaków od wozu, jak wjeżdża przez bramę Ceglarską? Widzieliście, jaka ciężka szkatuła stoi u strażników?

– A wszystko przez to, że rajca Kuzynof wsadził swego wójta Grzdaczka. Bo wójt odżegnał się od wszelkiego sądzenia. Tera wszystko idzie przez sąd grodzki. A w grodzkim, majstrze, nie macie co szukać, oni tam zawsze miastowych bronią. Złodzieje!

– A nie było tak – zapytał mimo wszystko Ongard – że burmistrz z rajcami wyrzucili was z wójtostwa, jakeście Cygana Michałkę chcieli powiesić za to, że kowal Racymin kuł łośki z felernego żelaza?

– A przecie Michałko łu niego dymał w miechy!– przypomniał z oburzeniem stary wójt.

*****

Sprawa piły, jak to zwykle bywa w sądzie, okazała się skomplikowana.

– A nie daliście Maniusiowi tej piły czasem w odrobek? – dopytywał się pisarz. – No nie, majstrze, ja stoję po waszej stronie, hultaj w kozie powinien posiedzieć, najlepiej w dybach, tam u was na podgrodziu to by za starego wójta zadyndał za złodziejstwo jak amen w pacierzu. Za piłę, jeszcze do przecierania desek, w pół pacierza by mu sznurek wiązali. No ale u nas, wiecie, proces procesem, wiadomo, kto winny, ale ma się Maniuś prawo wytłumaczyć, a co najgorzej – karty sprawa honorowa, i jak piła poszła w zastaw, to ktoś musi zapłacić Izaakowi Kohenemu, coby piłę z lombardu wykupić.

– Ja mam płacić? Przecie pójdę do kowala, to nową dostanę za miedziaki.

– No nie, majstrze… Jeśli ustalimy, że Maniuś piłę wam ukradł, to piłę oddajemy wam, a nie Izaakowi, no bo wasza.

– No przecie, że ukradł.

– A jak powie, że ino wyniósł?

Stracił majster pół dnia na grze w słówka. Wrócił bez niczego. Nawet co do tygodnia nikt mu nie powiedział, kiedy będzie proces.

– A nie mówiłem – odezwał się Maniuś – że złodzieje?

– A idźże do jakiej roboty.

– Majster, przecie piły nie ma, to co mam robić?

Rad nie rad musiał Ongard wyłożyć srebrne na piłę. Prawdę powiedziawszy, było go stać. Ale chciał wydać i na przyodziewek, i dla siebie, i dla tego hultaja Maniusia, a też marzył mu się taki brzeszczot, którym mnożna było wielkie dęby ciąć, i który czterech chłopów obsługiwało.

Trudno. Aby robota szła, musiał kupić zwykłą piłę.

*****

Hebelko powiedział: straty w każdym interesie normalna rzecz. Nie raz coś się mu cennego połamało, nie raz go uczniowie okradli, zdarzyło się nawet, że mu warsztat płonął, bo pijany czeladnik po nocy przy świecy postanowił poprawić politurę na blacie. Ongard pogodził się z tym, że Maniuś to jego nieszczęście. Swoją drogą, swój rozum miał. Pijany, ale te asy przyuważył. A do końca całej winy na niego zwalać nie można. Hebelko ostrzegł Ongarda, że i takie rzeczy bywają, że konkurent niszczy majstra różnymi okrężnymi drogami. Jak se ten popija, to przekupi szynkarza, by mu wódkę z piołunem podał, od której w głowie się miesza, jak mistrz nie pociąga, młodemu uczniowi kokotę podeślą, żeby go do złego namówiła. Takie rzeczy bywają, lecz, jak obaj się zgodzili, w tym wypadku był by to dziw nad dziwy. Przecie drugiego mistrza stolarskiego w mieście nie było, a trudno, by Ongard zawadzał krawcowi czy kotlarzowi. Maniuś był winien sam z siebie, nikt go do szynku Pod Pluskwą nie wyciągał.

Ściągnij tekst:
Strony: 123456789

Mogą Cię zainteresować

Adam Cebula „Bardzo filozoficznie o energii”
Para-Nauka - 26 kwietnia 2016

Energia energii nierówna, czyli Adam Cebula dłubie palcem w dżulach, kaloriach i elektronach. Bełkot…

I znowu 451 Fahrenheita…
451 Fahrenheita - 4 kwietnia 2019

Cóż, nie interesujemy się polityką. Niestety, polityka interesuje się nami. Tak, nami,…

Adam Cebula „Pearl Harbor raz jeszcze na spiskowo”
Para-Nauka - 28 stycznia 2018

Nie ma to jak teorie spiskowe. Prawda? Coś było… tak, wielką frajdą…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!