Aleksiej Piechow „Niebieski płomień. Latarnia morska” (4)

Opowiadania Aleksiej Piechow - 22 listopada 2013

Szeron ani razu nie była wewnątrz i nie wiedziała, jaki jest układ pokoi. To mocno komplikowało jej zadanie, ponieważ błądzący mógł być w każdym miejscu. Jedno, o czym wiedziała dziewczyna: z piętra można było łatwo przejść do latarni morskiej.

W oborze bez ustanku beczały owce i nawet niepogoda nie mogła ich zagłuszyć. Zwierzętom, w odróżnieniu od ludzi, nie jest potrzebny płomień, by zrozumieć, że obok czai się niebezpieczeństwo.

Jak przypuszczała, drzwi okazały się zamknięte, ale okiennice Uwe jak zwykle pozostawił niezabezpieczone, chociaż Józef go wielokrotnie uprzedzał, że to niebezpieczna beztroska. Ale teraz kobieta była wdzięczna losowi, że tak się stało.

– Trzeba rozbić szkło! – krzyknęła do ucha Wocławowi, ale ten zrozumiał ją dopiero za drugim razem.

Odnaleźli niewysokie okno, znajdujące się na poziomie ramion przewoźnika. Ten wydostał spod płaszcza krótką dębową pałkęi jednym potężnym uderzeniem zniszczył przeszkodę. Potem oczyścił ramę ze sterczących w niej ostrych odłamków.

Próbował coś powiedzieć, ale dziewczyna nie usłyszała. Odczytała to z jego warg.

– Na dole pięć pokoi i piwnica. Jeszcze składzik. I wejście do latarni. Na górze cztery. I strych.

Skinęła głową i krzyknęła:

– Czekaj tu! Co by się działo, nie wchodź tam, póki latarnia pali się na niebiesko! Jeśli nie wrócę za pół godziny, wróć na pagórek! Czekaj tam na kogoś ze Wskazujących!

Dał znak, że pojął, a ona, wziąwszy go za rękę, mocno ścisnęła, dając do zrozumienia, że chce powiedzieć coś ważnego:

– Jeśli zobaczysz, że wychodzę z domu, ale płomień jest niebieski, uciekaj jak najdalej!

– Wiem! Przecież to nie pierwszy raz!

W pierwszą noc błądzący jest przykuty do miejsca, gdzie umarł człowiek. Nie może porzucić domu przez dobę. Dopiero kiedy znów nastanie ciemność, może swobodnie wyjść na ulicę. Właśnie dlatego trzeba jak najszybciej wskazać mu drogę. Nocny przechodzień, którego błądzący zabije, staje się taki sam. Ale to prawo nie dotyczy Wskazujących ginących z rąk błądzącego. Ich miejsce nie zatrzymuje i mogą błąkać się, gdzie im tylko wygodnie.

Wocław otarł ręką mokrą, zaniepokojoną twarz:

– Powodzenia, dziewczynko! Bądź ostrożna!

Uśmiechnęła się z wdzięcznością do człowieka, który kiedyś był przyjacielem jej ojca. Mężczyzna pochwycił ją w talii, podniósł z łatwością niczym piórko, i po chwili Szeron, zręczna jak kotka, znalazła się wewnątrz, na skrzypiących pod nogami szklanych odłamkach. Po raz ostatni pomyślała o Najli, cudzym dziecku, które teraz zostało przy niej, i zajęła się zadaniem.

Odeszła kilka kroków od okna, przylgnęła do ściany i zaczęła nasłuchiwać.

Bliskość morza utrudniała sprawę. Zrozumiała, że musi zdać się przede wszystkim na wzrok Wskazującej. Pomimo  że w pokoju panowała nieprzenikniona ciemność, kobieta dobrze widziała wszystko w jasnoszarych odcieniach. Masywny stół, trójnogi taboret, wielki kufer na przeciwległej ścianie.

I nikogo.

Nieprzyjemnie pachniało zastarzałym potem, kwaśnym piwem i zgniłą cebulą. Uwe nigdy nie był czyścioszkiem.

W sąsiednim pokoju paliła się świeca. Mętne, niebieskawe światło otulało złowieszczą aurą martwych otwór drzwiowy, prowadzący do następnego pomieszczenia.To było jedyne wyjście z pokoju, dlatego, nie spuszczając z niego oka, zgrabiałymi z zimna palcami rozpięła drewniane guziki czerwonego płaszcza. Z okrycia naciekła już duża kałuża, ponadto ograniczało ono jej ruchy, dlatego bez cienia żalu zrzuciła je na podłogę.

Poprawiła wrzynającą się w ramię szelkę, i nadal czujnie przysłuchując się, rozwiązała tasiemkę i zapuściła rękę do wewnętrznej kieszeni zamszowej torby. Namacała na dnie kości do gry. Dwa maleńkie, pozornie najzwyklejsze klocki, wycięte z rogu narwała, ze startymi punktami na ściankach, z cichym stukiem upadły na grube deski.

Wyszeptała zaklęcie i kosteczki ożyły, potoczyły się tam, gdzie zdarzyła się śmierć. Poczuła, jak w palcach lewej ręki pojawiło się znajome ciepło, a dłoń zaczęła piec. Ruszyła do przodu. Jej przewodnicy, dostosowując się do małych, ostrożnych kroczków Wskazującej, wtoczyli się do następnego pokoju.

Kobieta zastygła na progu, lustrując wielki hol, zalany ciemnoniebieskim światłem. Na ścianie wisiał pusty wieszak z rogów renifera, obok stała prymitywna, zbita z desek szafa, wisiały półki z glinianymi naczyniami. Na przysuniętym do ściany warsztacie stolarskim leżały rozrzucone narzędzia, w niewysokim glinianym kaganku topniał ogarek świecy.

Tu, naprzeciwko siebie, znajdowały się dwie pary drzwi. Jedne prowadziły na ulicę, drugie – do kolejnego pomieszczenia. Kości niedwuznacznie zatrzymały się przed tymi ostatnimi, proponując Szeron zanurkowanie w łono niezbadanej części domu.

Może błądzący wyczuł ją, i jeśli starczyło mu rozumu, by się ukryć, a tak niekiedy bywa, to wcześniej czy później ujawni się. Stworzenie może być w dowolnym miejscu i pozostaje tylko mieć nadzieję, że jest jedno. Wskazująca Drogę wiedziała, że umarł Uwe albo jego żona, ale jeśli błądzący zabił człowieka, to gdzieś w domu chowają się oboje, a to już poważne wyzwanie.

Rozsądek podpowiadał, że lepiej poczekać na Józefa albo kogokolwiek ze swoich, zanim zaryzykuje się głową, ale zawodowa duma nie pozwalała kobiecie stać bezczynnie. Przecież jest jedną z lepszych Wskazujących w mieście, każdy to przyzna, że ona najczęściej ze wszystkich walczyła ze zbłąkanymi i bywała w takich opałach, w jakich nie była nawet Majka, słynąca z wyjątkowej brawury. Czekanie na pomoc byłoby równoznaczne z hańbą, tym bardziej że Klara  jej tego nigdy nie zapomni.

Starała się poruszać się tak, by przejście do korytarza cały czas znajdowało się przed jej oczyma. Posuwając się bokiem, niczym krab, dotarła do wejściowych drzwi.

Rygiel był ciężki i dał się odsunąć dopiero za trzecim razem. Pewnie oparła go o ścianę i pchnęła drzwi ramieniem, wpuszczając do wnętrza huk fal. Teraz nikt nie musi włazić przez okno, a jej samej, jeśli coś pójdzie nie tak, będzie łatwiej wybiec z domu.

Cienkim stalowym rylcem wyjętym z torby wydrapała na ciemnej futrynie łańcuszek koślawych symboli, i zadowolona z wykonanej czynności, schowała go znów do torby. Dla błądzącego wyjście przez drzwi zostało zamknięte.

Biorąc kilka głębokich wdechów, uspokoiła nerwy i skierowała się w stronę nieoświetlonego korytarza.

Skupienie, zimna kalkulacja, spokój, uwaga, ostrożność. Pięć podstawowych zasad sukcesu w pracy Wskazującej Drogę. Te reguły wpoił jej Józef, kiedy była jeszcze dzieckiem, i jej dar dopiero się budził.

Cisza, zapach wosku, cebuli, wilgotnych szmat. Naprzeciwko znajdowały się schody wiodące na piętro. Na prawo – trzy pozostałe pokoje parteru. Wszystkie drzwi zamknięte. Na lewo – przedsionek wiodący do latarni morskiej.

Kości, posłuszne jej woli, potoczyły się właśnie tam. Szeron, idąc ich śladem, po kilku krokach nagle się zatrzymała, wsłuchując się w jakiś szmer. Nie było to jednostajne buczenie sztormu. Przysięgłaby, że usłyszała ledwie rozróżnialne skrzypnięcie deski podłogowej, gdzieś u góry, jakby ktoś się skradał.

Ściągnij tekst:
Strony: 12345678

Mogą Cię zainteresować

Spotkanie z Martyną Raduchowską
Aktualności Fahrenheit Crew - 19 lutego 2018

W poniedziałek 26 lutego o godzinie 18:00 w warszawskim Worku Kości (ul.…

Luis Montero Manglano „Miasto Świętych Mężów (Poszukiwacze)”
Ksiażki fantastyczne MAT - 12 stycznia 2018

Autor: Luis Montero Manglano Tytuł: Miasto Świętych Mężów (La ciudad de los…

Sylvain Neuvel „Śpiący giganci”
Ksiażki fantastyczne MAT - 9 listopada 2016

Autor: Sylvain Neuvel Tytuł: Śpiący giganci (Sleeping Giants) Tłumaczenie: Marcin Wawrzyńczak Wydawnictwo…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!