ISSN: 2658-2740

Jagna Rolska „Na początku był Człowiek”

Opowiadania Jagna Rolska - 23 sierpnia 2019

Tym razem mamy dla czytelników przedruk opowiadania Jagny Rolskiej, które pierwotnie zostało opublikowane w czasopiśmie „Science Fiction, Fantasy & Horror” nr 75 w 2012 roku.

 

Ad-eim pomasował stłuczone kolano. Nie pierwszy raz wylądował na ziemi po spotkaniu z bandą szkolnych matołów. Arkusze rozsypały się po korytarzu i najwyraźniej miały zamiar zjednoczyć się z organizmem. Ich cienka, skonstruowana z martwego naskórka materia chętnie poddawała się strużce soków trawiennych cieknącej rynsztokiem jelit żywiciela. Chłopak poderwał się na równe nogi i wyzbierał notatki. Ka-han, ten kretyn z sąsiedniej klasy, parsknął szyderczo, przyglądając się nieporadnym ruchom. Ad-eim, unikając wzroku Ka-hana, omiótł spojrzeniem pomieszczenie. Tkanka pulsowała nerwowo, a szkolne korytarze poddawane były coraz większej aktywności.

Ka-han tak naprawdę nie miał chęci pastwić się nad tym cherlawym gnojkiem, ale szkoła właśnie się skończyła i ten etap życia odchodził do przeszłości. Paczka Ka-hana właśnie opuszczała budynek, by wraz z innymi dzieciakami świętować zakończenie nauki podczas siedmiodniowej balangi. Jeśli opowieści o Święcie Wiosny są choć w połowie prawdziwe, to czekała ich niezła impreza. Skopanie tego żałosnego szczyla to tylko dopełnienie pewnej tradycji. Takie, można powiedzieć, sentymentalne pożegnanie szkoły.

Kumpel Ka-hana, Je-fir, szturchnął przywódcę w ramię i wskazał mu miejsce za plecami ich ofiary. Na środku korytarza wypiętrzała się właśnie fontanna trawienna. Wszystkie dzieciaki wiedziały, że należy omijać je z daleka. Podstawowa mądrość życiowa wyniesiona z habitatu.

Ad-eim zgarnął arkusze i garbiąc się, przemknął pospiesznie w stronę wypiętrzenia będącego pod kontrolą Pani New’u. Na podium stała nauczycielka odziana w szatę, która była atrybutem jej urzędu.

– Spóźniłeś się! Usiądź – poleciła mu cierpko i rozpoczęła przemowę. – Dzisiaj kończycie szkołę. Za kilka minut zaczniecie tygodniową, szaloną imprezę ku czci żywiciela. Dalej inni pokierują waszymi losami, ja w każdym razie starałam się przez ostatnich kilka lat wpoić wam posłuszeństwo!

Nauczycielka podeszła do pulsującej błony okiennej i zapatrzyła się w kolorowe pęcherze głównego rynku. Widowisko jak zwykle zaprze dech w piersiach, i jak zwykle obróci w niwecz jej wychowanków. Pani New’u po raz kolejny podczas zmiany pokoleń ograniczyła się do beznamiętnej miny i zawilgoconym wzrokiem po raz ostatni omiatała swoich uczniów. Mały Da-rik tak wyrósł i wyprzystojniał, że do ostatniego dnia Pani New’u miała nadzieję, że uda się go ocalić. Mądry, uroczy i wyjątkowo zbudowany dzięki zamiłowaniu do sportu bardzo spodobał się Radzie, ale jego masa przesądziła o sprawie. Żywiciel doskonale wyłapuje tłuste kąski.

Pani New’u przysiadła na degenerującej się ławce i zatopiła twarz w dłoniach. Ile to już pokoleń dzieci? Ile godzin radości? I co dalej?

Każda klasa liczy zawsze czterdziestu chłopców. Pełne przeszkolenie trwa piętnaście cykli, potem Rada wyznacza tylko jedną osobę z klasy, by przekazała pamięć pokolenia następnym. Trzydzieści dziewięć istnień jest skazanych na zagładę. A klas jest zawsze dziesięć. Rachunek istnienia jest prosty – najlepszy uczeń z klasy dostępuje zaszczytu życia. Reszta musi się poddać trawiennym strukturom żywiciela, który nie jest w stanie żyć bez białka, a białko nie jest w stanie żyć bez nosiciela, w dochodzących do minus dwustu stopni mrozach na planecie. Pomiędzy następującymi cyklicznie orgiami obżarstwa gad zadowalał się okazjonalnymi absorpcjami, co Rada skrzętnie tuszowała.

Ławka z bulgotem zjednoczyła się z tkanką, więc Pani New u wstała z przesadnym ociąganiem, próbując zaakcentować swoją wolę wstania. Co oczywiście było bzdurą; każdy wiedział, że wola tkanki jest najważniejsza. A człowiek może co najwyżej gładzić jej pulsujące, ciepłe fragmenty z nadzieją, że ta przychyli się do jego potrzeb. Klasy i korytarze istniały tylko dlatego, że przez piętnaście cykli gad pozostawał w stanie hibernacji zimowej. Po planecie hulały mrozy, więc aktywność metabolizmu żywiciela ograniczona była do minimum, a tkankę można było nieomal dowolnie formować. Obecnie planeta zmierzała stanowczym kursem w stronę wiosny. Kąt nachylenia gwiazdy na siedem dni wyzwoli w gadach chęć życia, jedzenia i prokreacji. Tkanka wygładzi się, wymknie spod kontroli Rady, a układ trawienny żywiciela zażąda protein. Ludzkich protein. Uroczych, jędrnych kilkunastoletnich ciał.

Nauczycielka zerknęła na główny plac, na którym wypiętrzyły się stragany i stoiska.

– Dzisiaj kończysz szkołę – odwróciła się od okna i spojrzała badawczo na Ad-eima. – Dzisiaj – podjęła po chwili milczenia – pobiegniesz na rynek, by zgodnie z opowieściami, które znasz od dziecka, wziąć udział w najbardziej ekscytującej zabawie. Ty i twoi przyjaciele macie pełne siedem dni na beztroską zabawę. Potem podejmiecie zupełnie nowe funkcje.

– Mówiła pani o tym na lekcjach – odparł Ad-eim.

– Mówiłam, to prawda. – Pani New’u przechadzała się miarowo po sali i nerwowo zaplatając dłonie na piersiach, co chwilę zerkała w stronę głównego placu. – Nie mówiłam natomiast, jakie to zadania.

Strony: 1234567891011

Mogą Cię zainteresować

Copernicon 2019 – fotorelacja

Niedawno opublikowaliśmy relację Gabrysi Rolskiej z Coperniconu, tym razem nadszedł czas na…

„Opowieści z meehańskiego pogranicza” rosyjską Książką Roku Fantasy
Aktualności Fahrenheit Crew - 6 lutego 2017

Czasopismo Mir Fantastiki uznało pierwszy tom serii Roberta M. Wegnera Opowieści z meekhańskiego…

„Ursynów zdecydowanie pomaga w pisaniu” – wywiad z Marcinem Podlewskim

Ursynów zdecydowanie pomaga w pisaniu. Marcin Podlewski, autor powieści fantastycznych opowie, jak…

Fahrenheit