ISSN: 2658-2740

Adam Cebula „Świat przedstawiony, rzeczywisty, niewirtualny i sieczka w głowie”

Felietony Adam Cebula - 11 kwietnia 2014

Przeczytałem i natychmiast pomyślałem o Czerwonym Kapturku. Oj, zaczyna się kłopot. Poważny…

Rzeczywistość alternatywna jest jednym z odkryć nurtu dosyć podłej, bo do bólu rozrywkowej literatury wywodzącej się z SF i fantasy. Z niejakim zdumieniem odkrywam (zdawało mi się tylko, że już odkryłem…), jak wielki wpływ na tak zwane myślenie, ba pewnie intelektualną kondycję współczesnego człowieka, ma ten wynalazek. Ze zdumieniem, albowiem daremność dumania o tym, co by było, gdyby ciotka miała wąsy, jest zawarta właśnie w tymże powiedzeniu.

Dlaczego nie? Dlaczego tworzenie światów alternatywnych ma, jak to się mówi, „nikłą wartość poznawczą”? Bo z reguły znamy tylko nikłą część rzeczywistości. Nie znamy mechanizmów, nie mamy danych, które pozwoliłyby oszacować bieg wypadków. Co prawda – chaos rozumiany jako „efekt motyla” to nieporozumienie. To nie jest tak, że jeśli Marysia Jasiowi daje kosza przed bitwą, to ów, zdesperowany, zgodnie z piosnką o rozmarynie, w pojedynkę bitwę wygra. Tak nie jest, ale, powiedzmy sobie szczerze, dlaczego wyszło jak wyszło, nie jak zwykle, zwykle nie rozumiemy. Widać to w tym, jak się zmieniają opinie. Dlaczego?

Dlaczego Niemcy przegrały kampanię w ZSRR? Cóż, zostałem wychowany w bogoojczyźnianej opinii, że to dzieło Matki Boskiej. Pewien udział mieli pewno też Amerykanie ze swoim „drugim frontem”, czyli konserwami. Jakiś niewielki udział mieli także krasnoarmiejcy. Ale tym udziałem zwyczajnie nie warto się zajmować. Tak mię wychowano w czasach komuny.

Przeżyłem niejakie zdziwienie, oglądając ostatnimi czasy programy na kanale National Geographic, poświęcone właśnie temu, dlaczegóż to jednak ruskie pobiedili. Cóż, sami producenci II frontu przyznają, że przedmiot niewybrednych kawałów, czyli T-34 był najlepszym czołgiem II wojny światowej… Do myślenia dało mi także to, że konstrukcja zwana „katiusza” przetrwała w różnych armiach właściwie do dnia dzisiejszego.

Przyznam szczerze, że także mocno się zdziwiłem, gdy obejrzałem angielski film o dywizjonie 303. Więc jak, to wszystko PRAWDA?

Niestety, musiałem się na stare lata przyzwyczaić do myśli, że świat nie jest prosty. Jak mówił Kwinto: trzeba było uważać. Trzeba uważać, analizować, wsłuchiwać się. Wszelkie ideologie i wynikające z nich schematy i uproszczenia trzeba traktować bardzo podejrzliwie. Jak mawia mój stryj: ostrożny elektryk żyje trochę dłużej. Zapamiętałem sobie na całe życie kilka takich przypadków: wyłączyliśmy prąd w budynku, ale nieraz pokopany dla uspokojenia sumienia sprawdzam druty próbówką i ta ŚWIECI, CHOLERA.

Elektryczny przykład niejako przy okazji daje nam dosyć dramatyczny powód do tego, by zajmować się rozumieniem świata; aby ciut dłużej pożyć. Aby nie dać się nabrać na jakieś hasła, że bezpiecznie, bo korki wykręcili, jeśli nosimy ze sobą próbówkę i umiemy się nią posłużyć, wykryjemy na czas, za jakie druty nie łapać.

Myślenie jest takie: jeśli na przykład dramatycznie poszkapiliśmy się w ocenie wagi dokonań krasnoj armii, to musimy uważać na wszelkie współczesne oceny idące tym torem. Owa nikła wartość poznawcza wynika z tego, że budowniczowie posługują się modelami rzeczywistości, w których błędnie przypisano znaczenia, błędnie zestawiono mechanizmy, narzucono implikacje, które siedzą tylko w ich głowach, a których nigdy nie uświadczono w rzeczywistości.

Z gdybania „co by było, jakby historia potoczyła się torem alternatywnym” naprawdę mało co wynika. Ot, „gdyby Niemcy wygrali II wojnę światową”… Sęk w tym, że układ sił po walce musi wynikać z tego, co się wyniosło z walki. Ile wojska uratowało się z wojny z ZSRR, tyle mogłoby służyć choćby do trzymania zdobytych terytoriów za pysk. Niestety, wygląda na to, że szansa, że ze wschodniej awantury Niemcy wyszliby z jakimiś rozsądnymi ludzkimi zasobami, była zwyczajnie marna. Powód, dla którego państwa Osi przegrały, był banalny: dramatyczna przewaga aliantów. Założenie innego biegu historii wymaga założenia zupełnie innego, abstrakcyjnego układu sił, jaki istniałby w tamtym świecie.

Pochód Niemiec na Zachód zakończył się na kanale La Manche. Powodem przegrania bitwy o Anglię było zbyt kiepskie lotnictwo III Rzeszy. Stan sił był taki, że gdyby Hitler zdecydował się na ruszenie barek desantowych, doszłoby do masakry na wodzie. To w sytuacji, gdy na wschodzie mamy „sojusznika” w postaci bolszewików. Stalin musiałby być łatwowiernym idiotą, aby uwierzyć w sojusz z nazistami, którzy swoją karierę polityczną zaczynają od wyrżnięcia komunistów. Nie wiadomo, czy Hitler zdawał sobie sprawę, że nie może sobie pozwolić w takim układzie sił na pyrrusowe zwycięstwo, ale rychło objawiło się to, co było podstawą klęski: za mało zasobów. Ludzkich. Najpierw zabrakło wykwalifikowanego wojska, lotników, czołgistów, marynarzy, potem już jakichkolwiek ludzi zdolnych do noszenia broni. Na końcu bił się słynny Volkssturm, po prostu wojska niemieckie zostały fizycznie wybite do nogi. Zabrakło stali, ropy, aluminium.

Jakiekolwiek byłoby rozstrzygnięcie bitwy o Anglię, wojna z ZSRR wisiała na włosku. Wynika to bynajmniej nie z osobowości wodzów, czy nawet chyba dość zasadniczej okoliczności, że czerwoni byli dla nazistów śmiertelnymi wrogami. Po prostu mieliśmy ustawione obok siebie dwa imperialistyczne państwa, których jedynym sensem był podbój. Czysta pragmatyka nakazywała atakować, gdy przeciwnik osłabnie.

Klęska Niemiec wisiała w powietrzu już w momencie ataku na ZSRR. Proporcja liczby ludności była ok. 2,4 dla Rosjan. Liczba czołgów – Niemcy (za Wikipedią) mieli ich 2928, Rosjanie… 23 197, w tym ok. 500 ciężkich czołgów KW 1 i KW 2. Tych z armatą 155 mm, których pancerz przebijała jedynie słynna niemiecka armata plot „ach und achtzig”. Niemcy zaatakowali (za Wikipedią) 868 samolotami przestrzeń, w której mogło operować od 7 do 9 tysięcy samolotów bolszewickich. W sumie na wyposażeniu krasnoj armii było 20 000 (znów za Wikipedią) samolotów, a przemysł lotniczy przez cały czas wojny miał większą produkcję niż niemiecki.

Patrząc na te proporcje, pomysł realizacji planu Barbarossa był mniej więcej tak mądry, jak (być może zmyślone) zabawy indiańskich chłopców, które polegały na tym by podlecieć do grizzly i dać mu w pysk. Z taką wszakże różnicą, że Indianiec natychmiast zwiewał, a hitlerowcy wręcz odwrotnie…

Można powiedzieć, że historia II wojny światowej potoczyła się maksymalnie alternatywnie. Wszystko, co mogło pójść źle, poszło. Gdyby Stalin nie wyrżnął swoich dowódców i nie ignorował ostentacyjnie ostrzeżeń Anglii o nadciągającej ofensywie, gdyby choć trochę się przygotował, pewnie już pierwsze tygodnie przyniosłyby jakiś Stalingrad . Gdyby alianci we Francji nie zakładali, że inwazja będzie prostym powtórzeniem planu z I wojny światowej, wzmocniliby słabe miejsca Linii Maginota i kampania trwałaby dużo dłużej, a być może na tym by się skończyło. Aby rozpatrywać jakieś alternatywy dalej idące, trzeba byłoby zmienić rozmiar ZSRR, potencjał gospodarczy USA czy Anglii. Tak, Niemcy miały szansę zatrzymać wywózkę sowieckich fabryk za Ural, gdyby mieli bombowiec strategiczny. Ale nie mieli, bo wydusili ze swego przemysłu wszystko, co było można.

Strony: 123

Mogą Cię zainteresować

A.Mason „111000011”
Felietony A.Mason - 15 lipca 2012

  Witam siebie w XXI wieku. Pierwszym wieku Nowej Ery. Papier umarł. Wiem,…

A. H. „Dziwny człowiek”
ZakuŻona Planeta Fahrenheit Crew - 7 lipca 2012

<Powiedzmy sobie szczerze, poniższe opko jest straszne. Standardowo brak w nim końca, a i zawiązanie…

Piotr Nestorowicz „Piasek”
Fantastyka Fahrenheit Crew - 17 kwietnia 2013

Piasek Piotr Nestorowicz Wydawca: Novae Res, 2013 Liczba stron: 276   „Piasek”…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!