ISSN: 2658-2740

Adam Cebula „Demon w jednym bucie”

Felietony Adam Cebula - 7 października 2022

Putin zrobił kuku pisarzom literatury sensacyjnej. Pewnie minie jeszcze trochę czasu nim autorzy połapią się, jak wielkie kuku. Chciałem napisać, że obraz Rosji funkcjonujący w czytelniczej świadomości to Konrad Korzeniowski. Ależ nie! Przynajmniej „Dziady” Mickiewicza. Kto jeszcze wcześniej, to już kwestia do dyskusji. Na wszelki wypadek, by mnie poloniści nie obili, chodzi o to co siedzi w głowach czytelników, zwłaszcza miłośników tak zwanej taniej literatury sensacyjnej, a nie o historię literatury.

Można także dyskutować czy ZSRR było mniej czy bardziej kontynuacją carskiej Rosji. W każdym razie kronikarz tego byłego mocarstwa, Władimir Bogdanowicz Riezun, bardziej znany jako Wiktor Suworow, żyje i ma się nieźle. Jak wiadomo, były oficer GRU, uznany za zdrajcę przez mocodawców na Kremlu, zainkasował wyrok śmierci. Lecz jak do tej pory, nic mu się nie stało.

Otrucie polonem Aleksandra Litwinienki było chyba najbardziej medialnym wyczynem służb putinowskiej Rosji. W powszechnym mniemaniu operacja była dowodem na ich sprawność i skuteczność. Czy słusznie?

Nie spodziewam się, by dziś przeciętny Polak umiał opowiedzieć, jak Rosję przedstawiał Mickiewicz albo Konrad Korzeniowski. Mogę się jednak spodziewać wiedzy na ów temat u Rafała Ziemkiewicza, Piotra Zychowicza czy kilku innych osób piszących.

Zamiast zanudzać powtórkami z lekcji o „Dziadach”, pozwolę sobie na obserwację o wiele ogólniejszą. To poniekąd oczywiste, że znakomity pisarz tworzy swego rodzaju kalkę, wzorzec, którego później trudno jest się jego następcom pozbyć. Mniej oczywiste jest to, że wcale nie musi on mieć wiele wspólnego z prawdą. Jego moc zazwyczaj wynika z kompozycji, z tak zwanych środków wyrazu i często właśnie z tego, że trudną do zrozumienia prawdę zastępuje o wiele łatwiejszą, pasującą czytelnikom fikcją.

Pomysł, że ZSRR pod wodzą Stalina miał planować atak na okupowaną przez Hitlera Europę Suworow zaprezentował w wydanej w 1987 roku książce „Lodołamacz”. Tu znowu zastrzeżenie: chodzi o to co krąży w sieci; o (nazwijmy tak) publicystyczną tradycję. Wcześniej już wielokrotnie słyszałem podobne opowieści, między innymi, od mojego ojca. To nie był pomysł Suworowa – w ludowym przekazie powtarzano, że sowieckie wojska miały już, już uderzyć na III Rzeszę, ale zostały zaskoczone i stąd tak niespotykana w dziejach militarna katastrofa.

Lecz nikt poważnie takimi rewelacjami się nie zajmował, zapewne dlatego, że ludzie widzieli na własne oczy, co naprawdę się stało. Jak czerwoni wiali, opowiadał mi i dziadek, i babka, i tatuś.

Czas płynie i ci, co widzieli, poumierali. Czy dlatego na takich opowieściach wreszcie można… zarobić? Tak, zarobić. Bo ludzie są gotowi za nie zapłacić, a potem czytają je z wypiekami na twarzy. Czy w nie wierzą, nie jest już ważne.

Jak mnie się wydaje, w (nazwijmy to) świadomości publicystycznej Rosję widzimy jako carską, ZSRR i, z pewnymi zastrzeżeniami, Rosję Putina zgodnie z wizją Suworowa. A Suworow? Znalazłbym pewnie fałszywe konotacje, na przykład z wizjami Słowackiego czy… Tolkiena. Zło, które jest demoniczne, wielkie, chce opanować cały świat. Jak piszemy o Rosji, potrzebujemy wizji owych diabłów z chaty Twardowskiego prokurujących w ostatnim dniu roku 1799 losy świata. Jak to działa? Na przykład przedstawiona w książce „Ostatnia Defilada” teoria absencji Stalina na Defiladzie Zwycięstwa 24 czerwca 1945 roku. Wizja Bardzo Wielkiego Człowieka. Wielki Wódz, samotny, świadom nieuchronnej przyszłości, który innym zostawia radość, a sam konsumuje gorycz… czego? Nie udało się podbić świata? Jakoś tak… dziwnie. No bo przecież to niemożliwe, żeby bat’ko wielki wódz tak po prostu bał się zlecieć z konia na oczach setek tysięcy widzów!

Ze sfery domysłów lepiej wrócić do faktów. Płk Joseph Schmid raczej rzadko pojawia się w opowieściach o starych karabinach. Na tyle rzadko, że muszę najpewniej napisać, kto zacz. Można się spodziewać, że na ogół katastrofy o wielkich rozmiarach mają wielu autorów, ale mimo to wkład tego pana w wynik Bitwy o Anglię wydaje się kluczowy. Nie jestem historykiem, by rzecz dokładnie wyjaśniać, ale płk Joseph Schmid był szefem wywiadu Luftwaffe. Jak się zdaje, za swoje zadanie uważał produkowanie takich raportów, jakie chciał otrzymywać Herman Goering. W pewnym momencie (17 sierpnia 1940 roku) szacowaną liczbę maszyn Anglików podał trzy razy niższą od rzeczywistej. Miało im zostać ok. 300 myśliwców, mieli 1065. To wystarczyło, aby Goering zaczął podejmować fatalne decyzje.

A jak poszła konfrontacja służb II Rzeczypospolitej i demonicznej Abwehry? Cóż, Polacy wykradli Niemcom Enigmę i to tak, że ci się nigdy nie zorientowali. Równie fatalnie w tym wątku poszło Niemcom z wywiadem aliantów, którzy skrupulatnie wykorzystali dane uzyskane od Polaków i utrzymali informacyjną przewagę do końca wojny. Co warto zauważyć, współcześnie na tym etapie na arenę wkroczyły wyjątkowo dobrze prezentujące się we wszelkich sensacyjnych utworach maszyny z setkami mrugających lampek lub geniusze, tacy jak Alan Turing, i to oni zaczęli odgrywać decydującą rolę, a nie bardzo tajni agenci. Tyle tylko, że mrugało w demokratycznej Anglii, a nie w Polsce.

Jakaś spektakularna operacja wywiadów aliantów? Operacja Fortitude (jednocześnie niesamowita klapa wywiadu Niemców). Gdyby ktoś nie pamiętał, chodzi o operację polegającą na zmyleniu Niemców co do miejsca lądowania wojsk alianckich. Ogłupienie niemieckiego wywiadu było całkowite; między innymi, główny angielski podwójny agent Joan Pujol García (https://pl.wikipedia.org/wiki/Juan_Pujol), który grał przed Abwehrą ich szpiega, dostał Żelazny Krzyż za wybitne zasługi. Hitler jeszcze przez dwa tygodnie po lądowaniu aliantów trzymał odwody w pobliżu Calais, czekając na ten właściwy desant.

Tak, wojska powietrzno-desantowe wynaleźli Sowieci. To w ZSRR, w okolicach roku 1935, przeprowadzono pokazowe ćwiczenia, po których wielu zachodnich obserwatorów dostało gęsiej skórki. To chyba Tuchaczewski wynalazł ten podstawowy schemat działania, wedle którego Воздушно-десантные войска zdobyły swoją sławę i miejsce w sztukach wizualnych: atak spadochroniarzy na lotnisko, podbicie go, a następnie desant reszty oddziałów z pomocą samolotów transportowych. Tyle, że Tuchaczewski nie jest dziś znakiem rozpoznawczym spadochroniarzy, ale Wielkiej Czystki, w której przepadł bez śladu. Sowieckie WDW miały jakieś sukcesy przed II wojną światową. Czy coś wiemy o ich działalności podczas Wielkiej Wojny Ojczyźnianej? Nie ma po tej formacji, która miała liczyć nawet 100 tysięcy ludzi, w literaturze czy filmie żadnych większych śladów. Bo tylko chyba jedna operacja przeprowadzona w grudniu 1941 roku podczas Bitwy o Moskwę nie skończyła się źle. Co do reszty, to w zasadzie trudno znaleźć takie, które nie były by katastrofą.

W tym zestawieniu znacznie lepiej wypadają Fallschirmjäger z efektownym zdobyciem fortu Eben-Emael. Lecz podbicie Krety (wedle schematu Tuchaczewskiego) było właściwie końcem kariery tej formacji. Hitler uznał, że poniesione straty nie są adekwatne do rezultatów. Następne operacje to uwolnienie Mussoliniego czy próba zgładzenia Tity. Ostatnie typowe dla tego rodzaju wojska działania podczas niemieckiej kontrofensywy w Ardenach skończyły się katastrofą.

Działania spadochroniarzy aliantów to lądowanie w Normandii, gdzie odniesiono niespodziewany w tej skali sukces, ale też wielka klapa uwieczniona w filmie „O jeden most za daleko”. Mało znana jest operacja prawie tak wielka, jak desantowanie się we Francji, czyli forsowanie Renu, inaczej operacja Varsity, gdzie użyto 16 tysięcy spadochroniarzy. Zapewne przez to, że wszystko poszło zgodnie z planem, właściwie dorżnięto hitlerowców, operacja nie cieszyła się nigdy zainteresowaniem ani pisarzy ani filmowców.




Pobierz tekst:
Strony: 1234

Mogą Cię zainteresować

Adam Cebula „O prawo pisarza do rozrywki, czyli na marginesie awantur w fandomie”
Felietony Adam Cebula - 18 września 2020

To niestety wygląda tak: owszem, wolność słowa jest bardzo ważna, ale o…

Adam Cebula „Koło, czyli ersatz muła”
Felietony Adam Cebula - 6 kwietnia 2021

Nie za wesoła prawda: koło (czy wóz na kołach) zastąpiło niezbyt udatnie…

Urodziny Andrzeja Drzewińskiego
Aktualności Fahrenheit Crew - 16 października 2017

Naukowiec (profesor zwyczajny) oraz pisarz science fiction przyszedł na świat 16 października 1959 roku we Wrocławiu. Andrzej…

Fahrenheit