ISSN: 2658-2740

Adam Cebula „O tym, jak fantastycy, pisząc o nazistach, mogą uratować świat”

Felietony Adam Cebula - 28 września 2020

Foto: David Conover, źródło zdjęcia: Wikipedia

Pewnie z moją głową już robi się coś nie bardzo, bo całkiem sporo czasu minęło, nim potrafiłem sobie to sformułować. Odkrycie zaliczyłbym do złośliwych. To spojrzenie na świat oczami starego, starego zgreda. Coś tam idzie do przodu, ale biegną też procesy rozpadu. Tropem do zrozumienia stał się jeden z programów historycznych, a jakże by inaczej, o starych karabinach. Dość detaliczny opis przebiegu zdarzeń na plaży Omaha.

Kiedy o tym czytamy albo oglądamy program poświęcony D-Day, jedną z pierwszych rzeczy, jakich się dowiadujemy, jest taka, że losy świata zawisły na cienkiej nici, bo „to mogło się nie udać”. Mogło. Tyle że autorzy nie opowiadają, czemu. Obowiązująca nas wersja zakłada, że Niemcy mogli to czy tamto, Hitler mógł podjąć taką czy inną decyzję, losy świata wiszą na włosku w zależności od tego, czy 6 czerwca 1944 roku wstanie on wcześniej czy postanowi poleniuchować. Zupełnym przypadkiem uznał, że trzeba poleniuchować, na skutek czego niemieckie odwody pancerne nie dotarły na miejsce bitwy. Bo gdyby dotarły…

Wątek 12. Dywizji Pancernej SS złożonej ponoć głównie z fanatycznych członków Hitlerjugend pojawia się ciągle w relacjach o dramatycznym przebiegu operacji lądowania Normandii. O godz. 4.30 6 czerwca von Rundstedt wydał tej jednostce oraz dywizji szkolnej (Dywizja Panzer Lehr?) rozkaz wymarszu, po czym Oberkommando der Wehrmacht rozkaz anulowało i – by historia się łatwo nie skończyła – o godz. 15.40 przyznało sztabowi Rommla możliwość użycia obu jednostek.

Otóż ponoć jeszcze długo po wojnie miał trwać spór o koncepcje, które mieli von Rundstedt i Rommel w kwestii obrony Wału Atlantyckiego. Pierwszy twierdził, że obrona będzie możliwa dopiero w głębi terytorium, poza zasięgiem dział okrętowych, drugi, że aliantów trzeba zatrzymać na plażach. Pi razy drzwi tak to miało wyglądać. Dokładniej, pierwszy myślał o mobilnych odwodach znajdujących się poza zasięgiem aliantów, które dość szybko zareagują w momencie ataku, drugi zaś próbował (jak to się mówi w wojsku) użycia środków inżynieryjnych.

Nie mam zamiaru omawiać po raz któryś przebiegu bitwy o plażę Omaha. Jak mi się zdaje, istotne jest tu pewne podsumowanie. A mianowicie: na początku była katastrofa, bo z np. z 32 czołgów pływających Sherman na plażę dotarły 2, aż 27 utonęło, a 3 pozostałe wysadzono po zajęciu plaży. Lotnictwo nie zbombardowało plaż, nie utworzyły się leje, w których piechota mogłaby się kryć. Chybione naloty nie zdetonował min , artyleria nie ostrzelała bunkrów na plażach… mnóstwo rzeczy poszło nie tak. Jednak w końcu niemiecka obrona została złamana, i to – jak się zdaje „sowiecką metodą”. Kolejne fale żołnierzy desantujących się na brzegu robiły kolejne drobne wyłomy w obronie. Niemcy nie mieli szans na posiłki, alianci je wysyłali. Poza tym naprawiali początkowe błędy. Dowódcy okrętów w końcu zdecydowali się podpłynąć tak blisko, że zaczęli rozstrzeliwać niemieckie stanowiska obronne. Piechurzy znaleźli dziury w systemie obrony, miejsca, przez które mogli wyjść na tyły Niemców i mniej więcej po 10 godzinach plaża została zdobyta.

Jeśli porównamy liczbę ofiar w operacjach na froncie wschodnim ze stratami w lądowaniu w Normandii, to można powiedzieć, że były one niewielkie. Przeprowadzone 16 kwietnia 1945 roku forsowanie Nysy Łużyckiej kosztował Ludowe Wojsko Polskie około 5 tysięcy zabitych, 10 tysięcy rannych i 3 tysiące zaginionych, a operacja ta była nieporównywalnie prostsza. To inna sprawa, Amerykanie poradzili sobie mimo wszystkich koszmarnych błędów nieporównanie lepiej. Ale chodzi mi głównie o to, ze w proporcji do liczby użytego wojska, wagi operacji, do faktycznej porażki operacyjnej, konieczności wycofania ludzi z plaży, było daleko.

Z punktu widzenia całej operacji Neptun walki na plaży Omaha związały jedną z najwartościowszych jednostek, jaka się znajdowała w tym regionie. Dzięki temu reszta odcinków została zajęta z o wiele mniejszymi problemami. A skoro został dokonany wyłom, to zajście Niemców od tyłu na feralnym odcinku było kwestią zapewne dość krótkiego czasu.

Nie jest tak, jak w wielu relacjach – że całe lądowanie wisiało na na dramacie rozgrywającym się na jednym kawałku wybrzeża. Nie jest też tak, że gdyby OKW nie wstrzymało rozkazu wymarszu pancernych odwodów do Normandii, to cała operacja by się zawaliła. Co mogło się stać, pokazuje epizod walki polskiego krążownika Dragon z natarciem niemieckich czołgów. Prowadził je pułkownik von Oppeln-Bronikowski, dowódca 22. pułku czołgów z 21. dywizji pancernej. Z 25 wozów w ciągu mniej niż kwadransa stracił 6 i musiał się wycofać. Naprawdę pod ogniem dział okrętowych niewiele dało się zwojować.

Jak w starym kawale – rabin musiałby powiedzieć, że w sporze von Rundstedta i Rommla obaj wybitni dowódcy mieli rację. Z jednej strony operowanie jednostek pancernych (zapewne piechota nie miała lepiej) w rejonie ostrzału dział okrętowych mniej więcej do 10 km od linii brzegu i w zasięgu lotnictwa alianckiego nie było możliwe. Miał też rację Rommel, że wobec przewagi, jaką mieli, o ile nie da się aliantów powstrzymać na brzegu, nie będzie to możliwe w ogóle. Było przegwizdane.

Tak zwyczajnie i po prostu sprawa rozstrzygnęła się znacznie wcześniej – gdy Niemcy stracili przewagę. Lądowanie w Normandii mogło się zawalić wyłącznie z jednego powodu: sknocić mogli sami lądujący. Wystarczyło, by ktoś, kto zwodował te wspaniałe pływające czołgi pięć kilometrów od brzegu przy stanie morza 4 do 5 w skali Beauforta zrobił to znacznie bliżej, jak przewidywał plan. I wtedy pomimo że artyleria okrętowa strzelała nie do celów, samoloty bombardowały nie to, co trzeba, to pojawienie się tych czołgów całkowicie zaskoczyłoby Niemców. Nie spodziewali się, że możliwa jest taka konstrukcja, zmieniłyby one całkowicie losy krwawej bitwy na plaży. Na całe szczęście (dla aliantów) tylko w jednym miejscu je utopiono niemal do jednego.

Aby jednak cała operacja została sknocona, potrzeba byłoby jeszcze więcej pomyłek niż zdarzyło się to na plaży Omaha. Można więc powiedzieć, że operacja została zaplanowana z takim nadmiarem, że nie mogłaby udać się tylko wtedy, gdyby prowadzili ją kompletni durnie.

Prócz własnej głupoty aliantom mogła jeszcze pokrzyżować plany pogoda. Podejrzewam jednak, że efekt byłby bardzo mało widowiskowy. Ktoś podjąłby decyzję i cała armada zawróciłaby do domu. Nawet w tamtych czasach, bez Internetu, satelitów, komputerów, mikroprocesorów sterujących autonomicznymi stacjami pomiarowymi, ludzie już wiedzieli z wystarczającym wyprzedzeniem, co się dzieje z pogodą.

Przewaga nad Niemcami zaczęła się dużo wcześniej: w fabrykach, biurach konstrukcyjnych, laboratoriach. Na polach bitew dało się ją odczuć w okolicy połowy roku 1943. Charakterystyczne są dwa zdarzenia. Jedno, bardzo głośne, to bitwa na Łuku Kurskim. Drugie miało miejsce na Atlantyku i było raczej mało widoczne dla szerokiej publiczności. O tym, że U-Booty masakrowały alianckie konwoje, dość powszechnie się pisze, jednak o tym, że w marcu 1943 roku pomiędzy godz. 16 a 19 stoczona został jedna z największych bitew o konwój, w której alianci stracili jakieś 22 i statki handlowe (pewnie i eskortowiec) – już rzadziej. Chodzi o coś, co stało się niewiele później. Ponoć tradycyjnie za przełom przyjmuje się bitwę z konwojem ONS 5 pomiędzy 29 kwietnia a 6 maja 1943 roku, w której zatopiono 13 statków (transportowych?), a Niemcy stracili 6 U-Bootów. Tak na marginesie, prawdopodobnie w popularnych tekstach mamy problem z marynistyczną manierą, że okręt to nie statek, ale cóż, poradzimy sobie. Do 22 maja Niemcy stracili 31 jednostek podwodnych.

Strony: 1234567

Mogą Cię zainteresować

Adam Cebula „Net na głodzie”
Felietony Adam Cebula - 29 lipca 2016

Adama Cebulę nawiedziła wizja netu jako misia wypchanego bezwartościowymi pakułami. Przerażająca była…

Adam Cebula „Wykluczenie elektryczne”
Felietony Adam Cebula - 6 kwietnia 2015

Naszła mnie kiedyś pewna bardzo zatroskana kobieta. Zadała kilka pytań i oznajmiła, że jestem…

Adam Cebula „Szlachetnie ciepło”
Para-Nauka Adam Cebula - 13 października 2014

Kolejny artykuł alarmistów klimatycznych owszem, wkurzył mnie, ale skłonił do napisania czegoś w rodzaju przytyku…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!