Adam Cebula „Politpunk, czyli dlaczego katastrofa musi się zdarzyć” (4)

Felietony Adam Cebula - 12 czerwca 2019

A tak, mamy w Polszcze relatywną koniunkturę. Bezrobocie spadło, niektórym rosną zarobki. Innym spadają. Gdyby nie spadały, nie byłoby strajków czy to lekarzy, czy to nauczycieli. W rzeczywistości po rypnięciu się przeżartej spekulacją światowej gospodarki w tych okolicach kryzysu 2008 roku mamy ciągle bryndzę. Nie ciepłą wodę w kranie, nie winę Tuska czy knowania Putina, ale bryndzę. To – jak określił kiedyś pewien literat – stan, w którym stać owego literata na dwa, trzy kieliszki wódki, ale na to, by się porządnie uwalić – już nie. Wyjątkowo wnerwiające.

Wnerwieni ludzie, jak to zwykle w historii bywało, szukają ratunku w skrajnościach. Nie ma sensu psychologizować, czemu. Wiadomo dokładnie, co można zrobić, by zaradzić nieszczęściu: zwiększyć produkcję.

Czarno to widzę, ponieważ ta przeciwpopulistyczna krucjata odbywa się pod wszystkimi możliwymi hasłami, jest właściwie zlepkiem okrzyków. To taki miks jedynie słusznych politycznie, często wzajemnie sprzecznych pobożnych życzeń, od LGBT poprzez zwierzęta futerkowe aż po walkę ze smogiem. O produkcji owszem, wspomina się, ale w zupełnie innych okolicznościach. Tak w ogóle, gdy najdzie nas nostalgia, już wiemy, że deindustrializacja, czyli pęd do produkcji szajsu w krajach, gdzie siła robocza jest tania, a środowisko wolno zatruwać, to mógł być jeden z powodów kłopotów. Ale nikomu jeszcze nie przyszło do głowy, że jeśli nie chcemy, by ludność szukała ratunku u jakichś Trumpów czy Kaczyńskich, to nie ekologia, ale produkcja. I pewnie musi coś trzasnąć, coś wielkiego się zawalić, nim uda się zburzyć mur politycznej poprawności. To straszne, że demokratyczne społeczeństwo wymaga produkcji, na odwrót zresztą także. Co przećwiczyliśmy w komunie.

Konkluzja jest taka, że populizm to nie Putin, nie wredny Trump, Nigel Farage, Kaczyński czy Orban. To tylko objaw choroby. Ci, co teraz lamentują, nawołują, co walczą, ciężko zapracowani, pod hasłami neoliberalizmu, wolności gospodarczej, walki z globalnym ociepleniem (i tu wpisz sobie czytelniku wiele jeszcze innych pozycji), sami zniszczyli produkcję, sprowadzili bryndzę, i rzec można, mają, czegoś sam chciał, Grzegorzu Dyndało.

A skoro już zaczęliśmy od politpunku, to czy ekologię słusznie łączy się z lewicą? Moim zdaniem to ruch mocno antykomunistyczny. Coś mi odbiło? Pomyślmy. Co można było powiedzieć ludziom w czasach, gdy panowała jeszcze powojenna bida, a propaganda sowiecka reklamowała się dymiącymi kominami potężnego przemysłu? Tak zwany Wielki Smog Londyński zdarzył się pomiędzy 5 i 9 grudnia 1952 roku. A na ten przykład kartki na żywność utrzymały się w Anglii do roku 1954. Cóż, sposobu, by na szybko zwiększyć produkcję żywności, nie było. A kominy socjalistycznych fabryk tak dziarsko dymiły… Jak walnąć w symbol komunistycznej propagandy? Poczytajmy notatkę choćby w Wikipedii. Prawdopodobnie w tym wielkim mieście nikt nie zauważyłby zgonu 4000 ludzi, którzy z pewnością mieli i swój wiek, i choroby, gdyby nie akcja jakiejś zorganizowanej grupy. Czy Greenpeace to produkt CIA, który wymknął się spod kontroli jak talibowie, to już temat dla pisarza muszącego koniecznie wydać sensacyjną książkę. Chyba.

Adam Cebula

Ściągnij tekst:
Strony: 1234

Mogą Cię zainteresować

Fotorelacja ze spotkania autorskiego Jacka Inglota
Galeria Adam Cebula - 25 lipca 2018

9 lipca 2018 w Mediatece   O czym mówił Jacek Inglot na spotkaniu w Mediatece? Głównie o tym, jak…

Adam Cebula „Moje sądzenie sędziów Powstania”
Felietony Adam Cebula - 13 sierpnia 2014

Idąc tropem światów równoległych, można pokazać, jak durnowate są proste oceny historii.…

Adam Cebula „Jeszcze starsze ludy”
Para-Nauka Adam Cebula - 13 października 2017

Jestem sceptykiem, niedowiarkiem. Mój światopogląd, jeśli takowy da mi się przypisać, jest…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!