Mapa Ukrainy
ISSN: 2658-2740

Adam Cebula „Woda utleniona w medycynie ludowej”

Para-Nauka Adam Cebula - 5 października 2018

Nie znam się na medycynie. Podobno wszyscy Polacy są znakomitymi medykami, lecz nie ja. Wręcz przeciwnie, jak coś wiem, to jednocześnie mam świadomość ogromnych zawiłości, interakcji: czy pomiędzy lekami, czy też przypadłościami, które – jak nieszczęścia – chodzą parami. Medycyna jest swego rodzaju sztuką, wymaga doświadczenia oraz solidnej wiedzy teoretycznej, więc  nawet nie próbuję swych sił w tej dziedzinie.

Jednak mniej więcej znam się na wodzie utlenionej. Między innymi dzięki temu, że ją wielokrotnie stosowałem. A także nie stosowałem, gdy powinienem, i na zasadzie „experimentum crucis” cokolwiek wiem. Przez to ruszyło mnie, gdy przeczytałem sobie w jednym z niewielu portali internetowych, jakie odwiedzam, o tym, że woda utleniona nie nadaje się do odkażania czy przemywania – ważna uwaga – niewielkich ran. Któż się wypowiada w tej sprawie? Lekarz? Nie, ratownik medyczny.

A jakie są jego argumenty?

„– To, co szczypie, znaczy, że drażni. A skoro drażni, to znaczy, że szkodzi, a nie pomaga – wyjaśnia ratownik. – Woda utleniona, spirytus, gencjana, jodyna to są preparaty, które mają właściwości odkażające. Zgadzam się z tym w stu procentach. Ale absolutnie nie nadają się na świeżą ranę, bo utrudniają gojenie – zaznacza”.

No tak… Szczypie. Rozumiemy?  Lecz?

„Przy okazji specjalista podkreśla, że zarówno on, jak i inni medycy uważają wodę utlenioną za specyfik, który bezwzględnie powinien się znaleźć w każdej domowej apteczce. – Doskonale działa na rany, które się trudno goją, są zainfekowane, sączą się, pojawia się tam jakaś ropa i tym podobne – precyzuje”.

Coś tu nie teges… Tak, lecz wręcz przeciwnie… Nie martwmy się, jednak mamy konkretną poradę:

„Według ratownika świeże rany, które nie wymagają interwencji chirurgicznej (zszycia), wystarczy dokładnie przemyć pod bieżącą wodą”.  Jeśli jednak poczytamy dalej… „Strumień wody kierujemy nieco wyżej, by nie lać jej bezpośrednio na ranę. Możemy też delikatnie tę ranę przetrzeć – zaznacza. – Oprócz tego można też użyć szarego mydła. Ważne, by nie miało żadnych dodatków, zwłaszcza zapachowych, bo ich bazą jest alkohol, który działa drażniąco na otarcia oraz skaleczenia i powoduje nieprzyjemne uczucie szczypania”.

A skąd u czorta mam wziąć to szare mydło bez żadnych dodatków? Wezmę sobie jakieś „szare mydło” i co? To mniej więcej jak z masłem. Masła w maśle mamy przy pewnym szczęściu 82 proc., a reszta? Tym bardziej mydło, co do którego nie ma takiego rygoru jak w przypadku żywności. Trzeba by zdobywać jakieś specjalne mydło do celów dezynfekcyjnych?

Czego uczono mnie w dawnych latach w temacie opatrywania ran, dezynfekcji i wody utlenionej? Jeśli rana jest sterylna, to się goi zwykle bardzo szybko, o ile nie dochodzi w niej do martwicy tkanek. Gdy nie ma tam zmiażdżonych, poszarpanych fragmentów ciała, rana została prawidłowo opatrzona i jej krawędzie nie przesuwają się, to organizm radzi sobie już sam z resztą. Kłopoty pojawiają się, gdy dostają się do skaleczenia drobnoustroje. Z jednej strony zaczynają się namnażać, z drugiej organizm, walcząc z nimi, wytwarza stan zapalny (cokolwiek to znaczy). Stan zapalny jest niestety szkodą, nie ułatwia gojenia. Jest zaporą dla drobnoustrojów i zabezpiecza organizm przed ich wniknięciem głębiej, ale lepiej, żeby nie było powodu do jego rozwinięcia się.

Dlatego rana dobrze zdezynfekowana goi się szybko i w miarę bezboleśnie, a ta spaprana wręcz przeciwnie. Jest jednak znacznie poważniejszy powód, by dezynfekować wszelkie skaleczenia. Minimalizujemy w ten sposób możliwość relatywnie rzadkich, ale jednak bardzo niebezpiecznych zakażeń ciężkimi chorobami. Co to może być? Wszystko: cholera oraz cholera-wie-co. Mnie straszono np tężcem, ale cokolwiek da się wymyślić i jest natury wirusowej czy bakteryjnej, możemy to sobie przypadkiem wszczepić.

Warto się bronić prostymi metodami nawet przed ciężkimi chorobami zakaźnymi. Uzasadnia to, co się dzieje w organizmie w momencie wtargnięcia do niego patogenu (uczenie, ale niezbyt mądrze mówiąc). Z jednej strony bowiem natychmiast zaczynają się procesy namnażania bakcyla, z drugiej jako tako zdrów osobnik zaczyna produkować przeciwciała. Przebieg choroby, nawet jeśli jest to dżuma, zależy od tego, ile mamy przeciwciał, a ile bakcyli. Jest oczywiste, że od im mniejszej liczby tych bakcyli (mogą być wirusy, mogą bakterie, mogą pierwotniaki i inne szkarady) zaczynamy, tym więcej przeciwciał zdąży wyprodukować organizm.

Z tego wynika dość prosta konkluzja: dezynfekować! Cokolwiek by było: wirus eboli czy jedynie grypa hiszpanka, nawet głupota – im wolniej się rozwija, tym większe szanse mamy na przeżycie. Zagojenie się rany, to z tej perspektywy mniejszy problem. Pojęczymy, postękamy, w końcu będzie spokój, zwłaszcza że mówimy o niewielkich skaleczeniach.

A co z tym mydłem? Ano też działa. Stwierdziłem, że działa również krem Nivea, prawdopodobnie na skutek nadziania środkami konserwującymi, działa wystawienie ran na światło zawierające promienie UV, działało przemywanie karbolem (https://pl.wikipedia.org/wiki/Fenol). Mydło, owszem, działa, ale wyraźnie gorzej niż woda utleniona, co wypraktykowałem dosłownie na własnej skórze. Choć, jak czytamy w internecie, „Woda utleniona rozkłada się przy kontakcie z krwią i peroksydazami, gwałtownie wydzielając tlen i spieniając okolice zranienia. Powszechnie uważa się, że pozwala to na wyczyszczenie i oddzielenie zabrudzeń oraz bakterii z zakamarków tkanek otaczających zranienie[1], jednak pogląd ten nie ma większego oparcia w faktach[15], a samo stosowanie wody utlenionej do odkażania ran ma wady”. Za Wikipedią.

Sprecyzujmy więc na wszelki wypadek fakty, w których ponoć brakuje oparcia. Co to jest woda utleniona, H2O2, czyli „nadtlenek diwodorku” (czy jakoś tak fikuśnie)? Wodny roztwór owego nadtlenku rozkłada się na tlen i wodę m.in. w kontakcie z krwią i wydzielinami ciała. Uwalnia się bardzo reaktywny tlen atomowy. Mniejsza o bijatyki, czy to coś, ów dziwny tlen, istnieje, łatwo można sprawdzić, że reaktywność wody utlenionej jest niezwykła, jej odmianę, perhydrol (o stężeniu ok. 60 proc.) Niemcy stosowali do napędu rakiet V2. Możemy się też dowiedzieć, że aktywność biologiczna tej substancji jest naprawdę spora, skoro stosuje się ją np. do dezynfekcji kanałów zębowych. Woda utleniona wydziela coś niezwykle aktywnego chemicznie, a to coś utlenia wszystko, co tylko napotka na swej drodze, wszystko jedno, czy to bakteria, czy np. metal.

Gdyby ktoś pytał, jakie fakty mogą świadczyć o dezynfekcyjnym działaniu wody utlenionej, to odpowiadamy: utlenia jak cholera. Działa jako płukanka do gardła i składnik zajzajerów do trawienia płytek drukowanych.

Że mamy tu ściemę szytą dość grubymi nićmi, to widać po owych radach ratownika, który – wieszając pieski na wodzie utlenionej – jednocześnie „podkreśla, że zarówno on, jak i inni medycy uważają wodę utlenioną za specyfik, który bezwzględnie powinien się znaleźć w każdej domowej apteczce. – Doskonale działa na rany, które się trudno goją, są zainfekowane, sączą się, pojawia się tam jakaś ropa i tym podobne – precyzuje”.

Aha… Że co?! Znaczy się, szkodzi, ale nie szkodzi, używać, ale nie używać?  To, drogi czytelniku, dobrze znana z konferencji (nie tylko z innych nieznośnych nasiadówek) figura. Nie wiem, czy retoryczna. Taki popis taneczny, hop siup stosowany wówczas, gdy biedak został zmuszony do dania głosu (w odróżnieniu  zabrania), a nie miał nic do powiedzenia. Jestem za, a nawet przeciw. Więc gdyby się ktoś czepiał, stojąc na gruncie  i w świetle dowolnych pryncypialnie ustalonych  zasad  (bardzo mi przykro, że sięgam do nowomowy z czasów komuny, ale tylko ona oddaje sedno sprawy), to zawsze mam rację.

Jest tam jeszcze jeden lapsus. O użyciu rękawiczek w celu uniknięcia zakażenia ran podczas opatrywania. Że wtedy niby nie wszczepimy opatrywanemu przenoszonych na rękach zarazków. Sęk w tym, że rękawiczki gumowe także nie są sterylne ale nawet gdybyśmy je wyciągnęli idealnie pozbawione wszelkich żyjątek z jakiegoś superpojemnika, niewiele to pomoże, ponieważ przeniesiemy bakterie znajdujące się przynajmniej na skórze poszkodowanego. No i wystarczy. Co zrobić, by zminimalizować skutki tegoż?

Przynajmniej polać wodą utlenioną.

Gdy obrażenia są poważne, to zupełnie inna bajka. Nie bawimy się w dezynfekcję, bo to robota dla lekarza, i agresywne chemicznie środki jak alkohol czy nasz rozcieńczony perhydrol mogą wniknąć do organizmu, ale gdy mówimy o małych skaleczeniach, z którymi nie mamy zamiaru biegać do doktora, to jeśli uważnie poczytamy choćby owe porady ratownika medycznego, dobra jest przynajmniej woda utleniona (do przemycia).

Pytałem oczywiście Pana Doktora. I cóż powiedział? „Jezus Maria! Czy ci ludzie powariowali?!” Powiedział, że oczywiście lać, lecz co więcej, nie głupio użyć kilku środków dezynfekcyjnych, w tym jak najbardziej wody utlenionej, mimo że szczypie.

Więc o co chodzi?

Na przykład octenisept. Jedyne sześć dych za butelkę. Woda utleniona – czasem siedemdziesiąt groszy. Oraz temu podobne wynalazki.

I tu koniec szczegółowych dywagacji. Ściema, kochany czytelniku. Pogrzebałem w Internecie: ściema. Nie ma żadnych mądrych porad w tej sprawie, żadnych faktów, choćby wyników badań. Owszem, wiemy, o co chodzi: coś wyprodukowano, więc chciałoby się to sprzedać. Taka jest geneza krążącej po necie opowieści.

Powiesz mi: przecie nic w tej historii o tym octa-coś-tam nie ma! Ano właśnie.

Właśnie to jest zjawisko warte chwili uwagi. Jakaś firma promuje coś. Co jest kilkadziesiąt razy droższe, w czymś być może (nie wiemy w czym) ciut lepsze, całkiem prawdopodobne, że w czymś gorsze (działanie na bakterie beztlenowe?), i chce wcisnąć się z tym na rynek. Cóż robi? Klasyczną kampanie negatywną. Podkopuje opinię naszej wody utlenionej, rozsiewając niejasne podejrzenia, że szczypie.

Dotąd wiemy doskonale qui bono, kto za tym stoi itd. Ale… Pojawia się modyfikacja tej historii, która przecie już chyba reklamą nie jest.

Pisałem kiedyś o rozpaczliwym braku treści w necie.  Kolejne zjawisko: ludzie zauważyli, że o ile tzw. parcie na szkło, czyli robienie kariery poprzez tradycyjną tiwi, napotyka na ogromną barierę w postaci konkurencji,  to w necie można się wypromować równie skutecznie (Kasia Tusk?), byle tylko z czymś wyskoczyć. Na przykład z rewelacją, że lejąc wodę utlenioną na ranę, „popełniasz błąd”. Tytuł chwytliwy, klasyczna treść z teorii spiskowych, że jest całkiem na odwrót, wszystko razem wzięte daje nadzieję, że występując jako „ratownik medyczny” wpadniemy ludziom w ucho czy oko. A internetowym pismakom, jak ten pożyteczny idio… przepraszam, ekspert, który na zawołanie pod własnym nazwiskiem rypnie nam sensację porównywalnego kalibru.

Aby nie było jasne, że ów zerżnął z reklamy – z opowieści zniknął octenisept. Aliści wszystko wskazuje, że zerżnął. Lecz to nie koniec. Ponieważ nie kończy się na zamieszczeniu sensacji na jednej stronie. Głód treści wymusza, że z drobnymi modyfikacjami pojawia się na wielu innych.

Złośliwie (bo możemy dopuścić, że wszystko jest tu opłaconą agitką) można to opisać następująco: ktoś z braku lepszych swoich pomysłów wymyślił kampanię negatywną, ktoś spiratował reklamę, ktoś jeszcze inny spiratował pirata. A wszystko razem jest ilustracją bryndzy panującej w necie.

Nie wiem, czy ta bryndza się powiększa, czy bijemy kolejne rekordy w robieniu ludziom wody z mózgu, gdy przyrównamy to do obiegowych prawd krążących w pisemkach z XIX wieku, kiedy stan wiedzy był zupełnie inny. Istotne jest, by zdawać sobie sprawę, że współcześnie można chyba nie dla sławy, ale dla zwyczajnego zatkania dziury na szpaltach, publikować wieści, od których lekarz łapie się za głowę.

Ważne, że medyk. Były czasy, gdy pisanie – zwłaszcza medycznych – bzdur było zagrożone specjalną klątwą. Bo głupot z innych dziedzin, które nie grożą śmiercią, nie tępiono tak zajadle. Ktoś tam w społeczeństwie był kompetentny i gdy jakiś fajans wyrwał się z rewelacją, która groziła ludziom, można było liczyć na dość stanowczą reakcję, by znachorowi poszło w pięty i więcej się nie odzywał.

Na dzień dzisiejszy, jak widać, wykręcono wszystkie bezpieczniki dziennikarskiej przyzwoitości, coby nie rozgłaszać bzdur. Inna rzecz, że nie wstyd już robić niusa z reklamy. Wreszcie miej, drogi czytelniku, świadomość, że na portalach, które reklamują się rzetelnością, możesz trafić na coś równie mądrego jak zalecenie, by porażonego piorunem ratować przez zakopanie go w ziemi.

 

Adam Cebula




Pobierz tekst:

Mogą Cię zainteresować

Adam Cebula „Demon w jednym bucie”
Felietony Adam Cebula - 7 października 2022

Putin zrobił kuku pisarzom literatury sensacyjnej. Pewnie minie jeszcze trochę czasu nim…

Adam Cebula „Termotransfer a 3D socjologia”
Felietony Adam Cebula - 10 września 2018

Gdy pojawiły się drukarki 3D, przeczytałem, że niemal zaczęła się jakaś nowa…

Adam Cebula „Kiełbasa powyborcza”
Felietony Adam Cebula - 20 lipca 2015

Adam Cebula i pokłosie jego nagłego przebudzenia w chłodnym pokoju, czyli współcześni politycy w strasznej…

Komentarze: 3

  1. Jan Kos pisze:

    Cyt. „Powszechnie uważa się, że pozwala to na wyczyszczenie i oddzielenie zabrudzeń oraz bakterii z zakamarków tkanek otaczających zranienie[1], jednak pogląd ten nie ma większego oparcia w faktach[15], a samo stosowanie wody utlenionej do odkażania ran ma wady”. Za Wikipedią.”

    Cyt. „Pogrzebałem w Internecie: ściema. Nie ma żadnych mądrych porad w tej sprawie, żadnych faktów, choćby wyników badań.”

    No przecież, Szanowny Autorze, może zamiast grzebać, trzeba było spojrzeć w ZACYTOWANY przez Waść „za Wikipedią” artykuł, bo wyniki badań tam są – choćby owe [15] (czyli Antiseptics on Wounds: An Area of Controversy. Drosou A et al)!

    Oto co autorzy piszą w podsumowaniu owej [15]:

    „In a clinical study evaluating the effectiveness of hydrogen peroxide on reducing the infection rate of appendectomy wounds, no toxic effects were found, but it was found to be ineffective.[81] Similarly, in another clinical study in human blister wounds contaminated with Staphylococcus aureus, hydrogen peroxide was found not to retard the healing but neither did it decrease bacterial load.[82]

    In conclusion, hydrogen peroxide appears not to negatively influence wound healing, but it is also ineffective in reducing the bacterial count. However, it may be useful as a chemical debriding agent. The American Medical Association concluded that the effervescence of hydrogen peroxide might provide some mechanical benefit in loosening debris and necrotic tissue of the wound.[13]”

    W kolejnym artykule, o który opiera się Wikipedia czyli – [16] napisali autorzy (Lau WY, Wong SH. Randomized, prospective trial of topical hydrogen peroxide in appendectomy wound infection):

    „Two hundred seventeen patients were admitted to a randomized and prospective trial of the use of topical hydrogen peroxide prophylactically against wound infection after appendectomy through a gridiron incision. One hundred nine patients received topical hydrogen peroxide and 108 patients were in the control group. There was no statistically significant difference in the wound infection rates in the two groups.”

    I to jest badanie randomizowane i prospektywne – czyli coś, co ma bodaj największą wartość w medycynie.

    A jeśli sięgnąć do [17] artykułu cytowanego przez Wikipedię, czyli Mechanisms of Delayed Wound Healing by Commonly Used Antiseptics. Thomas GW et al, to jego autorzy konkludują:

    „When debridement of the wound bed is not sufficient to reduce bacterial loads, the application of broad-spectrum antiseptics maybe indicated. Our data would suggest that H2O2 and iodine are poor choices, potentially retarding the contribution of fibroblasts to the healing process. Silver sulfadiazine and chlorhexidine, at levels still proven to be bactericidal, had fewer detrimental effects on fibroblast activity in these assays. The silver-containing antiseptics may even increase the proliferative potential of these cells in culture.”

    I jest to artykuł z cytowanych przez Wikipedię najnowszy, z 2009 roku.

    Zupełnie świadomie nie opierałem się na artykułach dostępnych po zalogowaniu się do komercyjnych baz danych i ogranicznyłem tylko do tych, którymi podparła się Wikipedia.

    Z głębszego szukania można sobie znaleźć dlaczego tak się dzieje (między innymi dlatego, że rodnikami tlenowymi w różnych konfiguracjach bronią się przed bakteriami niektóre nasze własne komórki – rzecz jasna nie wszystkie go wydzielają, ale są takie, które go produkować potrafią, np. neutrofile – a niektóre bakterie w toku ewolucji wykształciły mechanizmy jego neutralizacji, np. przy pomocy peroksydaz). Można znaleźć sporo literatury traktującej o tym jak nadmiar tlenu cząsteczkowego może uszkodzić nie bakterie, które nierzadko potrafią się przed nim obronić ale nasze własne tkanki, które bronić się nie potrafią – wide wspominek powyżej o fibroblastach – na początek. Można też znaleźć np. literaturę dotyczącą tego, że polane dużymi ilościami pochodzącej spoza organizmu H2O2 neutrofile tracą zdolności do fagocytowania i niszczenia przynajmniej niektórych bakterii – i to pochodzącą sprzed czasów wprowadzenia na rynek octeniseptu.

    Angielska wersja Wikipedii oferuje interesujące podsumowanie:

    „Historically hydrogen peroxide was used for disinfecting wounds, partly because of its low cost and prompt availability compared to other antiseptics. It is now thought to inhibit healing and to induce scarring because it destroys newly formed skin cells.[64] Only a very low concentration of H2O2 can induce healing, and only if not repeatedly applied.[65] Surgical use can lead to gas embolism formation.[66][67] Despite this, it is still used for wound treatment in many developing countries.[68][69]”

    Artykuły [68] i [69] napisane zostały przez lekarzy pracujących w Nigerii i Ghanie. Nie w Polsce – czyli jeśli jest wybór, a najwyraźniej go mamy, to lepiej wybrać coś innego niż H2O2…

    Gdzie więc ta ściema?

  2. Jan Kos pisze:

    Cyt. „Powszechnie uważa się, że pozwala to na wyczyszczenie i oddzielenie zabrudzeń oraz bakterii z zakamarków tkanek otaczających zranienie[1], jednak pogląd ten nie ma większego oparcia w faktach[15], a samo stosowanie wody utlenionej do odkażania ran ma wady”. Za Wikipedią.”

    Cyt. „Pogrzebałem w Internecie: ściema. Nie ma żadnych mądrych porad w tej sprawie, żadnych faktów, choćby wyników badań.”

    No przecież, Szanowny Autorze, może zamiast grzebać, trzeba było spojrzeć w ZACYTOWANY przez Waść „za Wikipedią” artykuł, bo wyniki badań tam są – choćby owe [15] (czyli Antiseptics on Wounds: An Area of Controversy. Drosou A et al)!

    Oto co autorzy piszą w podsumowaniu owej [15]:

    „In a clinical study evaluating the effectiveness of hydrogen peroxide on reducing the infection rate of appendectomy wounds, no toxic effects were found, but it was found to be ineffective.[81] Similarly, in another clinical study in human blister wounds contaminated with Staphylococcus aureus, hydrogen peroxide was found not to retard the healing but neither did it decrease bacterial load.[82]

    In conclusion, hydrogen peroxide appears not to negatively influence wound healing, but it is also ineffective in reducing the bacterial count. However, it may be useful as a chemical debriding agent. The American Medical Association concluded that the effervescence of hydrogen peroxide might provide some mechanical benefit in loosening debris and necrotic tissue of the wound.[13]”

    W kolejnym artykule, o który opiera się Wikipedia czyli – [16] napisali autorzy (Lau WY, Wong SH. Randomized, prospective trial of topical hydrogen peroxide in appendectomy wound infection):

    „Two hundred seventeen patients were admitted to a randomized and prospective trial of the use of topical hydrogen peroxide prophylactically against wound infection after appendectomy through a gridiron incision. One hundred nine patients received topical hydrogen peroxide and 108 patients were in the control group. There was no statistically significant difference in the wound infection rates in the two groups.”

    I to jest badanie randomizowane i prospektywne – czyli coś, co ma bodaj największą wartość w medycynie.

    A jeśli sięgnąć do [17] artykułu cytowanego przez Wikipedię, czyli Mechanisms of Delayed Wound Healing by Commonly Used Antiseptics. Thomas GW et al, to jego autorzy konkludują:

    „When debridement of the wound bed is not sufficient to reduce bacterial loads, the application of broad-spectrum antiseptics maybe indicated. Our data would suggest that H2O2 and iodine are poor choices, potentially retarding the contribution of fibroblasts to the healing process. Silver sulfadiazine and chlorhexidine, at levels still proven to be bactericidal, had fewer detrimental effects on fibroblast activity in these assays. The silver-containing antiseptics may even increase the proliferative potential of these cells in culture.”

    I jest to artykuł z cytowanych przez Wikipedię najnowszy, z 2009 roku.

    Zupełnie świadomie nie opierałem się na artykułach dostępnych po zalogowaniu się do komercyjnych baz danych i ogranicznyłem tylko do tych, którymi podparła się Wikipedia.

    Z głębszego szukania można sobie znaleźć dlaczego tak się dzieje (między innymi dlatego, że rodnikami tlenowymi w różnych konfiguracjach bronią się przed bakteriami niektóre nasze własne komórki – rzecz jasna nie wszystkie go wydzielają, ale są takie, które go produkować potrafią, np. neutrofile – a niektóre bakterie w toku ewolucji wykształciły mechanizmy jego neutralizacji, np. przy pomocy peroksydaz). Można znaleźć sporo literatury traktującej o tym jak nadmiar tlenu cząsteczkowego może uszkodzić nie bakterie, które nierzadko potrafią się przed nim obronić ale nasze własne tkanki, które bronić się nie potrafią – wide wspominek powyżej o fibroblastach – na początek. Można też znaleźć np. literaturę dotyczącą tego, że polane dużymi ilościami pochodzącej spoza organizmu H2O2 neutrofile tracą zdolności do fagocytowania i niszczenia przynajmniej niektórych bakterii – i to pochodzącą sprzed czasów wprowadzenia na rynek octeniseptu.

    Angielska wersja Wikipedii oferuje interesujące podsumowanie:

    „Historically hydrogen peroxide was used for disinfecting wounds, partly because of its low cost and prompt availability compared to other antiseptics. It is now thought to inhibit healing and to induce scarring because it destroys newly formed skin cells.[64] Only a very low concentration of H2O2 can induce healing, and only if not repeatedly applied.[65] Surgical use can lead to gas embolism formation.[66][67] Despite this, it is still used for wound treatment in many developing countries.[68][69]”

    Artykuły [68] i [69] napisane zostały przez lekarzy pracujących w Nigerii i Ghanie. Nie w Polsce – czyli jeśli jest wybór, a najwyraźniej go mamy, to lepiej wybrać coś innego niż H2O2…

    Gdzie więc ta ściema?

  3. baron13 pisze:

    Obawiam się, że zacytowane fragmenty prac są najlepszym dowodem na to, że argumentów nie ma. Ponieważ te argumenty powinny wyglądać tak: zamieniamy jeden środek na inny i otrzymujemy w zamian za to korzyści, które nie są zamianą skórki za wyprawę. Badania dowodzą jedynie, że być może woda utleniona ma jakieś wady, przy czym BYĆ MOŻE.

    Brak danych które miały by charakter pomiaru. Bardzo mi przykro, ale sformułowanie „nie zmniejsza obciążenia bakteryjnego” jest typowym zabełkotaniem, które sygnalizuje, że konkretnego wyniku zabrakło. Niestety, woda utleniona morduje bakterie, o czym się bardzo łatwo przekonać i to morduje praktycznie wszystko. Co więcej, dezynfekuje skutecznie rany, o czym łatwo się przekonać raz polewając wodą utlenioną, a raz wodą z mydłem, radzi nasz ratownik. Zapewne więc konkluzja o nie zmniejszaniu obciążenia bakteryjnego ma jakieś znaczenie eksperymentalne, ale nie oznacza to, że woda utleniona nie zabija bakterii. Powiem szczerze, z boku wygląda to na próbę wpuszczenia w maliny.

    Dowcip polega na tym, żeby pokazać, że w choćby szerokim rozumieniu słowa „opłacać”, opłaca się zamiana środka na jakieś 40 razy droższy. Do tego w tych pracach nikt się nawet nie zabierał. Nie da się z nich tak naprawdę wywikłać żadnych konkretów, np w jakich okolicznościach jakie środki dają mierzalnie lepsze efekty. Ponadto warunki obserwacji, typu rany pooperacyjne to zupełnie co innego niż stłuczone kolano zanieczyszczone ziemią w której, jak uczył mikrobiolog może być mnóstwo bakterii beztlenowych. Czy H2O2 daje żyć bakteriom beztlenowym? Zaś, to, że ktoś, niech będzie i Wikipedia coś napisała (pisze?) jest argumentem autorytetu, czyli niestety, brakiem argumentu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Fahrenheit