ISSN: 2658-2740

Juliusz „Q” Mróz „Star Trek: The Animated Series – co to je i z czym to się je”

Felietony Juliusz "Q" Mróz - 30 listopada 2020

Kierując się złotą myślą księżniczki Irulan z „Diuny” o tym, że dobrze jest osadzić każdą historię we właściwym kontekście, zacznijmy od rzutu oka na tło historyczne.

Otóż emisja TOS zakończona została po trzech sezonach ze względu na niską oglądalność (do czego przyczynił się pan Fred Freiberger, ten sam psuj, któremu swój upadek zawdzięcza „Space: 1999”). Tymczasem jednak fandom ST rósł w siłę, okazało się, że im więcej czasu upływało od emisji TOS, tym więcej fanów się pojawiało. W związku z tym pojawiła się wizja kontynuacji.

Zajęli się nią – poza samym Genem Roddenberrym – panowie Hal Sutherland i Lou Scheimer, znani choćby z produkcji „He-Mana”, a ponadto mający przy tym już wcześniej doświadczenie z innym serialem SF powstałym na bardzo luźnych motywach „Fantastycznej podróży”.

Owa „Podróż”, jeśli ktoś nie wie, był to film wyjątkowo wręcz zaburaczony (na tym tle można TOS z sentymentem wspominać ;)), przedstawiający misję pomniejszonej łodzi podwodnej do wnętrza ciała pewnego genialnego naukowca, mającą na celu usunięcie skrzepu z jego mózgu (bowiem od zewnątrz się nie dało). Moim ulubionym momentem nieintencjonalnego komizmu w tym filmie jest scena, gdy bohaterowie, pomniejszeni +/- do rozmiaru bakterii (przez co — jak one — zagrożeni atakiem białych krwinek), jednocześnie byli w stanie — jak gdyby nigdy nic – oddychać normalnym, niepomniejszonym, powietrzem, które wessali do wnętrza swojej łodzi z płuc pacjenta, co generuje oczywiste pytanie, jak to było z wielkością atomów przy tym pomniejszeniu. (Nowelizację scenariusza tegoż filmu napisał zresztą Isaac Asimov, który już na wstępie zastrzegł sobie, że może zmieniać, co chce, dzięki czemu jakoś niby to wszystko ulogicznił, ale i tak, szczerze powiedziawszy, była to jego chyba najsłabsza powieść, co – zważywszy na talent Asimova – świadczy o tym, jaki materiał dostał do obróbki.) Twierdzi się często, iż główną przyczyną popularności „Fantastycznej podróży” był fakt, że zagrała tam Raquel Welch, która uchodziła wtedy za symbol seksu.

W serialu animowanym o seks i jego symbole było raczej ciężko, co być może tłumaczy, dlaczego pierwsze doświadczenie panów Sutherlanda i Shreimera w kręceniu seriali SF zakończyło się raczej fiaskiem, dobrze jednak, że zdobyli pewną wiedzę o tej konwencji, bo jakoś nie wyobrażam sobie kapitana Kirka wyciągającego miecz i mówiącego „na potęgę Posępnego Czerepu!”, a tym by się mogło skończyć w wypadku zbyt gwałtownego przejścia od przygód księcia Eterni do Star Treka. ;)

Jak widać, największego możliwego odstępstwa od kanonu ST dało się uniknąć ;), tym niemniej TAS wyróżnia się z tegoż kanonu charakterystycznymi wadami i zaletami, czy też – jak to się jedna poważna pani w trakcie swojego poważnego wystąpienia przejęzyczyła — zadami i waletami, czyniącymi go pod pewnymi względami wyjątkowym na tle reszty Treka.

Największą zaletą była możliwość pokazania rzeczy, których dotąd w TOS-ie, z racji ograniczeń technicznych, pokazać się nie dało, czyli zamiast powtórki z totalnego wizualnego kiczu w stylu słynnych cegieł lecących z sufitu statku kosmicznego (które to cegły mogą się zresztą z Lemem kojarzyć, a konkretnie z „Opowieściami o pilocie Pirxie”, gdzie też rakiety betonem łatano ;) ) otrzymaliśmy już w pierwszych odcinkach TAS możliwość zobaczenia nowych scenerii, na przykład statku kosmicznego obcej cywilizacji przypominającego twory owadzie (a było to jeszcze przed Scottowskim „Obcym”, któremu dodano u nas ósemkę i inne rzeczy do tytułu).

Również jednak mostek Enterprise w TAS wygląda znacznie lepiej niż w swoim TOS-owym wydaniu, dzięki magicznej mocy animacji. Tenże TOSowo-TASowy mostek cieszył się zresztą na tyle dużą popularnością, że Arthur C. Clarke, jak wiemy – zaprzyjaźniony z Roddenberrym – wykorzystał go w swojej powieści „Spotkanie z Ramą” (mamy tam zawodowego kosmonautę, komandora Nortona, który jest fanem Treka i urządził sobie mostek, na statku nie latającym aż tak daleko, tylko polującym na asteroidy, o ile dobrze pamiętam, jako kopię tego trekowego.)

Kolejnym atutem byli nowi bohaterowie. Poza mostkowymi z TOS (a trzeba dodać, że aktorzy z TOSowej głównej obsady z miłą chęcią użyczyli głosów swoim dawnym bohaterom, przy okazji mogąc zagrać nw. dwie nowe postacie oraz podkładać głosy np. ginących redshirtów, której to przyjemności dotąd im oszczędzono ;) ) pojawiła mianowicie dwójka nowych załogantów, która — jako animowana – mogła sobie pozwolić na luksus pewnej niehumanoidalności (Nie była to zresztą całkowita niehumanoidalność typu Horta – czyli słynne TOS-owe krzemowe skrzyżowanie pizzy z dywanikiem – tylko tacy „półhumanoidzi”).

Pierwszy z nich, porucznik Arex, posiadał trzy kończyny górne (trzecia z rąk wyrastała z klatki piersiowej) i wydłużoną szyję (co jednak nie przeszkadzało mu grać na normalnym instrumencie strunowym, podobnym do tego, na którym brząkał sobie czasem Spock).

Druga to M’Ress, jedna ze zmienniczek Uhury na stanowisku komunikacyjnym, atrakcyjna z punktu widzenia bohaterów TAS kobieta posiadająca wyraźne kocie cechy (futro, spiczaste uszy, ogon, odmienna budowa nóg).

Postać ta, intrygująca zresztą dla fanów i pobudzająca ich do snucia zoofilnych skojarzeń, na kolegów z załogi działała nawet bardziej pobudzająco, dowodem romans, który przeżyła ze Scottym (zdarza się wystąpić tej dwójce na ekranie w sytuacji dość jednoznacznej.

Co ciekawe, w wersji komiksowej M’Ress wyglądała znacznie bardziej humanoidalnie: po kocich przodkach zostały jej tylko kocie oczy… Przypuszczam, że dziś, w erze po TNG i B5, wyjaśniono by tę wizerunkową zmianę w ten sposób, że pod wpływem uczuć do Scotty’ego zaaplikowała sobie ludzkie geny. M’Ress reprezentuje sobą nowy w kanonie gatunek — Caitan, pochodzących od kotów. Wspominam o tym, bo, Caitanie spokrewnieni są z kolejnym gatunkiem — Kzinti, o których za chwilę powiem więcej.

Następna, nie tak już swoista, zaleta to pozyskanie do produkcji oryginalnych scenarzystów TOS, na czele z D. C. Fontaną – nazwisko chyba powszechnie znane nie tylko trekerom, ale i fanom Babylon 5 – która w TAS awansowała zresztą na współproducenta, a także — podobnie jak w TOS – renomowanych pisarzy SF. Najbardziej znanym z nich był Larry Niven, postać, której fanom SF nie trzeba przedstawiać.

Tu można uczynić dygresję na temat tego, kim jest Larry Niven. Otóż jest to przedstawiciel typowej amerykańskiej elity finansowej, człowiek bogaty od urodzenia, który przez pewien czas nie zajmował się niczym sensownym, bo po prostu nie musiał, a jednocześnie jeden z bardziej utalentowanych pisarzy SF, jeśli chodzi o pomysły; zwłaszcza jego biologiczne wizje są bardzo ciekawe, bo uwzględniają reguły darwinowskiej ewolucji. Połączenie tych cech — bogactwa i precyzyjnej, podpartej znajomością nauki, wyobraźni – zaprowadziło zresztą z czasem autora na polityczne i naukowe salony jako jednego z ekspertów zajmujących się wpływem zaawansowanej technologii na życie. Tenże Niven wymyślił coś takiego jak Known Space (czyli Poznany Wszechświat), a więc setting SF miłośnikom gatunku znany nie gorzej niż universum ST. Oba te fikcyjne wszechświaty zostały zresztą ze sobą splecione – Roddenberry, można powiedzieć, zaliczał się do fanów Nivena i chciał widzieć któryś z jego utworów zaadaptowany na potrzeby Treka. Po dość długich dyskusjach (wręcz sporach) obu panów, Roddenberryemu udało się przeforsować swój pomysł (ostateczny wybór padł na opowiadanie „The Soft Weapon”, należące właśnie do świata Known Space, które stało się podstawą dla scenariusza odcinka „The Slaver Weapon”, dzięki czemu w TAS pojawiły się — zdrowo mieszając w kanonie ST – dwa gatunki znane z Known Space).

Strony: 1234

Mogą Cię zainteresować

Marcin Robert Bigos „Jak dokonać transferu umysłu i przetrwać”
Felietony Marcin Robert Bigos - 15 kwietnia 2019

Transfer umysłu i teleportacja to najważniejsze wyzwania stojące obecnie przed ludzkością. Wprawdzie…

Star Trek: Picard – trailer od CBS
Film A.Mason - 23 maja 2019

Także CBS postanowiło zaskoczyć fanów fantastyki wypuszczeniem trailera do serialu „Star Trek:…

Startrekowych fanfilmów część kolejna
Film Q - 18 grudnia 2020

Nowa dawka fanfilmów „Star Trek” czeka na Was. Oto… Trzy najnowsze odcinki…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!