Adam Cebula „Jak miłość do fantasy fałszuje historię”

Felietony Adam Cebula - 6 lipca 2015
a3h704pie

Foto: Adam Cebula

Nie wyrzucajcie nieudanych tytułów, zawsze mogą się przydać. Tak jak tytuł tego felietonu przydał się Adamowi Cebuli. Co z tego, że niekoniecznie pasuje do treści, przecież dwa z sześciu wyrazów nań się składających jednak w tekście padają. A tak naprawdę chodzi o to, że ktoś nam podgrandził PZPR i że coś z tego wynika. Tylko co?

 

Przyznam od razu: tytuł jest prowokacyjny. Jest także chyba niefortunny, ale… zostańmy przy nim, przyda się. Rzecz o pewnym zjawisku, o którym właściwie już pisałem, nawet kilka razy, ale chciałoby się pochylić nad nim osobno, bowiem jego skutki są, że ho-ho, zupełnie nieproporcjonalne do powiedziałbym oczekiwań. Jakie to zjawisko? Wyjaśnię na przykładzie.

Zadałem kilku osobom proste pytanie – jaką funkcję pełnił Hitler? To znaczy – jakie stanowiska zajmował? Otóż, sam się złapałem na tym, że właściwie nie wiem. Nie wiedziało też wiele osób, nikt nie udzielił mi kompletnej odpowiedzi. Na przykład, na pytanie, czy Hitler miał jakiś formalny nadzór nad SS, czy „Führer” mówiła o nim propaganda, a naprawdę nadano mu inne tytuły, jakie funkcje pełnił formalnie w momencie, gdy III Rzesza wypowiadała wojnę całemu światu… tego ludzie nie potrafili wyjaśnić.

Jeśli spróbujemy wywołać demony tamtych czasów, to najbardziej zbrodniczą organizacją niemieckiego faszyzmu było chyba bezdyskusyjnie SS. Policja polityczna (Gestapo) była osobną organizacją. SS powstało jako grupa ochroniarzy Hitlera. On sam formalnie był poza nimi. Po objęciu władzy (podaję za Wikipedią) najpierw został kanclerzem, następnie około 1934 roku połączył urzędy kanclerza i prezydenta, był – można powiedzieć – urzędasem, a nie żadnym zbrodniarzem.

Skąd się wziął „Führer”? Około 1921 roku Hitler został przewodniczącym NSDAP i przy okazji nadano mu tytuł wodza. No i teraz sedno sprawy: czy potrafi ktoś – entuzjasta militariów II wojny światowej, historycznych ramotek – wyłuszczyć choćby tyle, skąd się wzięła NSDAP, i opowiedzieć jaką rolę pełniła?

Pogrzebmy sobie w historycznych książkach. Owszem, jeśli się postaramy, to znajdziemy właściwie odpowiedzi na wszystkie pytania, ale pod warunkiem że się postaramy. Jak nie, to faszystowska partia, której zawdzięczamy swastykę, brunatne koszule, wojenna histerię i wszystkie nieszczęścia, jakie niosła II wojna światowa, jakby się w powietrzu rozpływała. Gdy słucham sobie historycznych, słyszę nazwy Wehrmacht, bywa, że i Wehrwolf, SS z różnymi jej odmianami, Luftwaffe, Gestapo i tak dalej. O NSDAP jakoś jakby tak gdzieś daleko-daleko, jakby się powietrzu rozpłynęła.

A na przykład Josif Wissarionowicz Dżugaszwili (pseudonim Stalin)? Jakąż on formalnie pełnił funkcję? Czy był jakimś szefem budzącej grozę i obecnej we wszystkich książkach o ZSRR NKWD? Nie, on sprawował funkcję Sekretarza Generalnego Wszechrosyjskiej Partii Komunistycznej (bolszewików) – (RKP(b)), później (od 1925 r.) Wszechzwiązkowej Partii Komunistycznej (bolszewików) – (WKP(b)) i wreszcie (od 1952 r.) Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego (KPZR). Podaję za Wikipedią.

Zarówno Stalin, jak i Hitler, w czymś się wykazali, jako że dotarli na szczyty dyktatorskiej władzy. Co to było? Intrygi partyjne. Ani jeden, ani drugi nie kierowali osobiście organizacjami, które budzą największe emocje, jak np. rosyjski wywiad GRU czy niemieckie SS. Ani jeden, ani drugi nie wydawali osobiście wyroków śmierci, nie nadzorowali obozów pracy, w których zginęły miliony ludzi. Gdy czytamy o historii Niemiec, nie znajdziemy żadnego dokumentu mówiącego o tym, że to Hitler jest odpowiedzialny za Endlösung. Ci ludzie jedynie zajmowali partyjne stanowiska i zajmowali się partyjną działalnością.

Trochę sobie obiecywałem po filmie „80 milionów”, opisującym historię wywiezienia majątku dolnośląskiej Solidarności – słynnych 80 milionów złotych ze składek członków związku. Film jak film, szczerze mówiąc, rozczarowuje, ale na jedną rzecz zwróciłem uwagę: chyba ani razu nie pada w nim skrót PZPR. Nie mówi się nawet „partia”, którym to słówkiem wówczas określano tę jedyną funkcjonującą i rządzącą partię w Polsce.

Kilka razy już o tym pisałem: tak na co dzień to nie zderzaliśmy się z bezpieką, z milicją czy z ZOMO. Tak naprawdę to nie oni byli problemem i przeciwnikiem Polaków. Tak naprawdę to chodziło o partię, czyli o PZPR. Dziś jakoś wywiało ludziom z pamięci, że sekretarze partii pełnili faktyczną władzę. Oni wydawali polecenia innym organom administracji. Sekretarz tzw. POP (Podstawowej Organizacji Partyjnej) mógł przestawiać choćby dyrektora dużego przedsiębiorstwa.

Tak zwane KC (Komitet Centralny) stanowił faktyczną władzę w Polsce i decydował o wszystkim. Bidny obywatel, na przykład składając wniosek o przydział na malucha, miejsce dla dziecka w przedszkolu, przydział mieszkania w spółdzielni, za które formalnie rzecz biorąc dawno zapłacił, wnosząc tzw. pełny wkład, wszędzie nadziewał się na różne organa partii. Musiał dostać opinię (albo opiniowano go poza jego wiedzą), otrzymywał oficjalną rekomendację – albo coś wręcz przeciwnego – na nieformalny telefon.

Z kim walczą bohaterowie filmu „80 milionów”? Z bezpieką. Dlaczego? Bo… z partią wyszło by całkowicie niefilmowo. Nieatrakcyjnie, nawet… niewiarygodnie.

Partie jakoś wywiało z rekwizytorni. Jak się przyjrzeć, to kroi się wręcz jakaś teoria spiskowa: faktyczni organizatorzy, ci, których sprawstwo nie budzi niczyjej wątpliwości, bo i Hitler, i Stalin są nazywani największymi zbrodniarzami ludzkości, zjawiają się w swego rodzaju próżni jako samodzielne byty, natomiast cała partyjna otoczka, która umożliwiała im działanie, jakby wyparowała. Partii w historii, z którą w tej chwili dociera się do ludzi, tak naprawdę nie ma. Zbrodnie hitlerowskie popełniały SS czy Gestapo, a NSDAP, która powołała te organizacje, nie ma.

Podejrzewam, że młody człowiek, zapytany, jak się nazywała partia polityczna, której przewodził Stalin w okresie największego terroru (WKP(B)), zrobiłby wielkie oczy, obstawiam, chyba trudno byłoby znaleźć młodego Polaka, który by wiedział, cóż to była KPZR.

Jak z reakcją na PZPR – nie sprawdzałem, ale sprawdziłem, co z wiedzą na temat tak zwanej „przewodniej roli”, i co ona naprawdę znaczyła. O tym, że już za niedawnych czasów, bo w 1976 roku, zniesiono faktycznie demokrację w peerelu mętnym zapisem w konstytucji i ustanowiono dyktaturę jednej partii, nie wiedział nikt na wielu pytanych. Nie wiedzieli nawet ci, którzy żyli w tamtych czasach.

Rodzi się człowiekowi pomysł, że jakiś Światowy Rząd, złożony z… przedstawicieli, to znaczy z działaczy i polityków, steruje tak literaturą, publicystyką, wszelkim przepływem informacji, aby pojęcie partii i faktycznej odpowiedzialności tych organizacji za największe nieszczęścia na świecie, wyparowywały bez najmniejszych śladów. Doprawdy, gdy się przyjrzeć przeróżnym publikacjom, filmom, a nawet działalności instytucji takich jak nasz szacowny IPN, to wydaje się, że jakiś tajemniczy cenzor wymazuje słówko „partia” za każdym razem, gdy powinno się pojawić. Bo czemuż to ściga się tzw. donosicieli, czyli ludzi, na których są jakieś – zwykle bardzo – mętne papiery, a w luksusowym spokoju żyją sobie (albo już nie) działacze, którzy nakazywali legendarnej Służbie Bezpieczeństwa nękanie konkretnych ludzi, albo wydawali decyzje o działaniu dziedzin gospodarki, na której się zwyczajnie nie znali, i przez to wpędzali dla realizacji ideologicznych mrzonek kilkadziesiąt milionów ludzi w nędzę? Doprawdy, jeśli zmierzyć wagę win, to zajmowanie się tym, że być może ktoś coś tam podpisał, najczęściej bez konsekwencji wobec tego, że inny idiota, wiedząc doskonale, czym to się może skończyć, forsował partyjne pomysły – na to, jak ma na przykład wyglądać w całym kraju budownictwo mieszkaniowe – i rujnował w ten sposób życie milionom osób, zakrawa na sabotaż albo na świadomą manipulację kogoś, kto chce, aby nasza uwaga od partii całkiem się odwróciła.

Ściągnij tekst:
Strony: 12

Mogą Cię zainteresować

Adam Cebula „Bodzenie owiec”
Felietony Adam Cebula - 29 czerwca 2015

Tak… Nie miałem pojęcia, jak będzie wyglądać ta przyszłość. Jedynie pewne przeczucia. Co…

Adam Cebula „R20”
Para-Nauka Adam Cebula - 25 maja 2018

Czy ktoś pamięta baterie R20? A owszem, tym czymś jeszcze się handluje. Lecz to jedynie wywołanie…

Adam Cebula „O sensie samym w sobie”
Para-Nauka Adam Cebula - 4 listopada 2015

Niezbędnym sprzętem każdego poszukiwacza rzeczy istotnych powinno być możliwie gęste sito. Za jego…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!