Adam Cebula „Żelazko niewiernego Tomasza” (2)

Felietony Adam Cebula - 19 marca 2019

Powodów do podjęcia dochodzenia było aż nadto. Poza Całunem Turyńskim wiemy o przynajmniej czterech tego typu relikwiach i wszystkie one miały długą historię oraz odpowiednią sławę. W owych (rok 1537) czasach całun pojawia się jak królik z kapelusza.

Nabywcą – czy też zdobywcą lub właścicielem – tkaniny miał być rycerz Geoffrey de Charny, fundator kościoła w Lirey. Mógł on w jakiś sposób uwiarygodnić artefakt, opowiadając historię jego pozyskania. Lecz zachowały się dokumenty, w których powinien być on wymieniony, gdyby tak było, gdyby faktycznie ów woj go jakoś posiadł… a nic w nich nie ma. Co wskazuje, że całun pojawił się już po jego śmierci. Za czyim staraniem? Joanna de Vergy, wdowa po dzielnym rycerzu Godfrydzie de Charney, była jego pierwszym właścicielem. I miała kłopoty finansowe oraz – co jest ponoć nieźle udokumentowane – sprzedawała pamiątkowe medale z okazji pierwszego pokazu.

Otóż, jak twierdzą obrońcy autentyczności Całunu Turyńskiego, nie zachowały się żadne dokumenty ze śledztwa, jakie podjął na takowe dictum biskup Henri de Poitiers. Wszystko, co wiemy, to kilka zdań z listu (memorandum), który jego następca, biskup Pierre d’Arcis, skierował do awiniońskiego antypapieża Klemensa VII. Pozwolę sobie zacytować za artykułem „Całun Turyński – fałszerstwo (nie)dokonane cz. 3” Otóż: „Jakiś czas temu dziekan pewnego kościoła kolegiackiego w diecezji Troyes, to jest kościoła w Lirey, kierując się chciwością i nie powodując się w żadnym stopniu pobożnością, lecz tylko chęcią zysku, w sposób pełen fałszu i z zamiarem oszustwa wystarał się dla swojego kościoła o pewne płótno chytrze namalowane, na którym za pomocą pewnej sztuczki szalbierskiej przedstawiono podwójne wyobrażenie mężczyzny, to jest przód i tył ciała, utrzymując przy tym fałszywie, że jest to prawdziwy całun, w który nasz Zbawiciel Jezus Chrystus został owinięty przed złożeniem do grobu, i na którym podobizna całej postaci Zbawiciela jest odciśnięta wraz ze śladami Jego ran. Tę opowieść rozgłoszono nie tylko w królestwie Francji, ale, rzec można śmiało, w całym świecie, tak że ze wszystkich stron przybywali ludzie, aby to płótno zobaczyć. Nie poprzestano na tym, i by zwabić jak największe tłumy ludzi i wycisnąć z nich chytrze pieniądze, postarano się o rzekome cuda: w tym celu wynajęto pewnych ludzi, aby głosili, że zostali uzdrowieni w czasie publicznego pokazu całunu, który w opinii wszystkich miał być całunem naszego Pana. Świętej pamięci pan Henryk z Poitiers, biskup Troyes, dowiedziawszy się o tym i przynaglany przez różne roztropne osoby do podjęcia jakichś kroków, co w końcu należało do jego obowiązków wynikających ze zwyczajnej jurysdykcji, zabrał się gorliwie do badania całej sprawy i wykrycia prawdy. W końcu po wnikliwym dochodzeniu i badaniach wykrył szalbierstwo oraz sposób, w jaki wspomniane płótno zostało chytrze pomalowane, prawdę poświadczył zaś ten artysta, który je namalował, a mianowicie, że nie było ono uczynione w sposób cudowny, ani też nam zesłane, lecz było dziełem ludzkiej umiejętności…”

Cały tekst dostępny w necie liczy znaków 2 tysiące i niepokojące 666. Bynajmniej nie zostawia żadnych wątpliwości co do zdania piszącego.

Warto poczytać o tej historii pojawienia się cudownego płótna. Na przykład tu:

Nie jest to historia z gatunku płaszcza i szpady, ale raczej dziwnie przypominająca współczesne afery gospodarcze. Pojawia się tam wdowa po dzielnym rycerzu, jej wnuczka, rodzinne powiązania z papieżem, mamy w sumie trzy śledztwa zakończone tym samym werdyktem. Przy czym chyba jedynie pierwsze było „naukowe”, następne raczej „prawnicze”, lecz dobrze wiedzieć, że przez dobre kilkadziesiąt lat istniała pełna „jasność w temacie”. Prześledzimy też proces stopniowego uwiarygadniania się relikwii. Cóż, w końcu stała się dość stara by podchodzić do niej z szacunkiem…

Sława całunu zaczęła rosnąć dość niespodziewanie w końcówce wieku XIX. Secondo Pia wykonał zdjęcia płótna i na negatywach (podaje się tu datę 28 maja 1898 r.) zobaczył pozytyw twarzy Jezusa. Doznał szoku, ponieważ odwrócenie waloru dało bardzo realistyczny obraz. Zapewne pod wpływem tego odkrycia wzrosło zainteresowanie płótnem. Yves Delage przedstawił w odczycie dla Akademii Francuskiej 21 kwietnia 1902 roku wyniki swych badań. Stwierdził, że zachowany wizerunek nie jest malowidłem, że nie ma zniekształceń wynikających z perspektywy, że jest to rzeczywiste odbicie martwego człowieka. Sława całunu rosła, kolejne badania potwierdzały jego autentyczność, znaleziono pyłki roślin z Palestyny, ślady krwi, potwierdzono zgodny z anatomią rozkład odcisków – aż do roku 1988, w którym arcybiskup Anastazio Ballestrero zgodził się na datowanie relikwii metodą węgla C14. Trzy laboratoria dały bardzo zbieżny wynik: płótno powstało pomiędzy latami 1260 a1390.

Osobną sprawą jest awantura, jaka rozgorzała wokół tego wyniku – można w necie sobie to poczytać. Wyciągnięto szereg argumentów ciężkiego kalibru przeciw wynikowi. Wiele z nich jest klasy owego promieniowania neutronowego wzbudzonego trzęsieniem ziemi. Np. zanieczyszczenia są zawsze problemem w datowaniu, lecz przede wszystkim sama zasada określania czasu półrozpadu izotopu dość skutecznie ogranicza ich wpływ, ale poza tym przecież opanowanie techniki określania wieku taką metodą wymaga właśnie znalezienia sposobów na skuteczne pozbycie się kontaminacji. Gdyby metoda była do kitu, setki tysięcy datowań często prowadzonych w jeszcze bardziej niesprzyjających okolicznościach byłoby funta kłaków warte.

Trudno powiedzieć, czy to był ten moment, gdy słynnej tkaninie zaczęli się przyglądać sceptycy – ale w końcu zaczęli. Cóż…

Odkryli trochę niepokojących faktów. Na przykład brak pyłków oliwki. Pyłki powinny się znaleźć w dużej ilości, jeśli płótno „bywało” w Palestynie. Przyjrzano się też plamom krwi. Te są ciągle czerwone, a krew powinna sczernieć. Ponoć to skutek obecności bilirubiny, lecz znaleziono też czerwony pigment malarski.

Nie, to nie odcisk człowieka, ponieważ nie zgadzają się proporcje. Każdy, kto uczył się rysunku, zauważy np. za wysokie umieszczenie oczodołów. Oczy powinny się znaleźć w połowie wysokości twarzy. Niewłaściwe są proporcje rąk i nóg, widać charakterystycznie długie palce. Cecha wyróżniająca sztuki średniowiecznej.

Słówko już się rzekło: znaleziono całun grobowy z okolic I wieku n.e.

Wygląda on zupełnie inaczej niż Całun Turyński. Przede wszystkim składa się przynajmniej z dwóch kawałków: jak wyżej napisałem, osobnym przykrywano twarz zmarłego. Był to istotny szczegół, ponieważ ten zabieg pozwalał uratować życie człowieka w letargu. Mógł zdmuchnąć chustę i wzywać pomocy. Nie mógł się sam wydostać, ponieważ zmarłych krępowano zawojami. Jak możemy wyczytać w różnych źródłach, nie zgadza się zupełnie splot tkaniny. W czasach Chrystusa stosowano proste wzory, słynny z Całunu Turyńskiego splot jodełkowy jest charakterystyczny dla okolic X stulecia.

Ludzie zaczęli samodzielnie kombinować. Kochani, nie zgadzają się nam trzy, cztery metody datowania Całunu. A naprawdę zgadzają się ze sobą! Dane spisane wskazują na średniowiecze, analiza odcisku wskazuje na cechy średniowiecznej sztuki, cechy tkaniny, wreszcie datowanie radiowęglowe, wszystko to mówi, że średniowiecze.

Ściągnij tekst:
Strony: 123

Mogą Cię zainteresować

Adam Cebula „O odgrzewanych kotletach”
Felietony Adam Cebula - 17 listopada 2017

Wspominki to pewnie najstarsza forma literackiej opowieści. Mogę sobie wyobrazić wojowników ponoć…

Adam Cebula „Grzech niepierworodny”
Opowiadania Adam Cebula - 12 lutego 2016

Ongard brnął, podpierając się kijem. Fosa była płytka. Upadek groził tylko wybłoceniem się…

Adam Cebula „Jak miłość do fantasy fałszuje historię”
Felietony Adam Cebula - 6 lipca 2015

Cóż ma z tym wszystkim wspólnego fantasy? To już kilka razy pisałem: za opisywanie świata…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!