Adam Cebula „Pierdylion ISO, czyli informacyjny aspekt kondycji współczesnego człowieka”

Para-Nauka Adam Cebula - 25 lipca 2014

aparat analogowyMoże nie mam racji, ale mam wrażenie. A jest ono takie, że ulubionym sposobem opowiadania o świecie przez tak zwanych publicystów humanistycznych jest wysoki poziom abstrakcji. To się im często robi samo, nawet wówczas, gdy wygląda, że usilnie chcą pozostać przy konkretach. Postać publicysty humanistycznego wymagałaby omówienia, ale powiem tak: to pewnie materiał na jakąś większą dysertację, dwadzieścia tomów skróconego wprowadzenia. Taki człowiek o natchnionym piórze i spojrzeniu, co wie, jak jest, oraz wyrozumiale spogląda na innych, którym się zdaje, że wiedzą. Taki, co tłumaczy głębokimi zależnościami, tkwiącymi w nas od zarania dziejów, czemu upadł Rzym albo mąż leje żonę.

Obsesyjnie boję się tworzenia takich prawd. To z powodu – na przykład – doświadczeń z prądem. Pisałem po wielekroć: jak pomyśleć, to nie ma prawa kopać, ale jak złapać za druty, to gwiazdy w oczach. Chcesz przeżyć w naszym świecie, lepiej wiedzieć jak jest naprawdę. Jak nie wiesz, to prąd cię pokopie, bank oszuka albo jakaś finansowa piramida, natną cię w sklepie i tak dalej. Chodzi mi o to, że pomiędzy myśleniem a doświadczeniem bywa przepaść. Ależ teoria teorii dobrze to przewiduje! Da się wykombinować na drodze czysto teoretycznej, jak będzie (choćby z kopaniem), pod warunkiem że model rzeczywistości, jakim się – kombinując – posługujemy, zawiera wszystkie istotne elementy. Jeśli nie zawiera, łapiesz za druty i trach! Konkluzja jest taka, że pogadalim, wywiedlim, że napięcia nie ma, a teraz sprawdzimy próbówką. I będziem wiedzieć nie tylko, czy kopie, ale – czy w głowie mamy dobrze.

Taka jest abstrakcyjna podstawa tego, że nieustannie wracam do jakiś technicznych bebechów, sprawdzam śrubokrętem z neonówką, nawet wówczas, gdy chcę wywieść coś nadzwyczaj, nazwijmy to, filozoficznie ogólnego, przy czym słówko „filozoficznie” oznacza, że brzmi nadzwyczaj mądrze. Mądre niekoniecznie, a nawet bardzo tak sobie, jeżeli się zastanowić, co za górnymi słówkami siedzi, aliści, mimo wszystko, o praktycznym znaczeniu. Coś się stało, że zadałem sobie nadzwyczaj mętne pytanie: jaka jest mianowicie informacyjna kondycja współczesnego człowieka? Nie, nie bardzo rozumiem, co rozumieją humaniści pod słówkiem „kondycja”, ale jak najbardziej mogę sprowadzić na ziemię swoje dywagacje. A mianowicie, czy współczesny człowiek ma zorganizowany dobry dostęp do odpowiedzi na praktyczne pytania? Takie jak choćby, co jest ważne, ale nie w ogóle, bo od takich kwestii dostaje się migreny, ale chodzi mi o sytuację, gdy chcemy sobie coś kupić i drapiemy się po głowie, który z parametrów danego towaru jest ważny i co on znaczy, a na który można machnąć ręką?

Tak przyziemne sprawy po mojemu mają niestety znaczenie zasadnicze. Cóż bowiem z tego, że mamy człowieka o silnym kręgosłupie moralnym, gdy jacyś spryciarze wkręcą go w wojnę z czymś typu rośliny modyfikowane genetycznie. Albo elektrownie atomowe? Co po jego zasadach, gdy nie potrafi on na elementarnym poziomie rozdzielić spraw ważnych od pozornych problemów, gdy nie umie sam siebie uchronić od pułapek informacyjnych, jakie na niego zastawia współczesny świat?

Gdzie współczesny (mamy rok 2014) człek szuka informacji? W Internecie. Dlaczego? Bo… No właśnie. Wierzymy, że w Internecie jest wszystko, że Internet to nowoczesność, i tak dalej. Nic to, że świeci nad nami cały czas na czerwono wielkie ostrzeżenie, że Internet to kupa śmiecia. Gigantyczna kupa śmiecia informacyjnego, w którym wymieszano (jak w pojemniku na śmieci) kompletne bzdury z najświętszymi mądrościami.

I co? Pomimo tego dalej szukamy w Internecie, bo gdzie mielibyśmy szukać? Nie ma innej możliwości, skoro większość źródeł mądrości tam się właśnie wyniosła. Nie pozostaje nic innego, jak brodzić na tym wysypisku i przebierać w nadziei, że się właściwie wybierze… Ależ tak, znalazłem w Internecie urocze słówko pierdylion. W szczególności może to być pierdylion ISO. Cóż to jest i w jakim kontekście? Ano, chodzi o postęp w technice fotograficznej. Jak się wydaje, mamy twardy, trudny do zmanipulowania, techniczny konkret.

ISO jest to sposób na określenie tak zwanej czułości matrycy aparatu fotograficznego. Wielkość przeniesiona żywcem z techniki fotografowania na kliszach. Działa to tak: jeśli masz zadany obiektyw o określonym maksymalnym otworze (świetle), to w takich samych warunkach oświetleniowych możesz na tymże maksymalnych otworze – i czułości ileś ISO – fotografować z czasem otwarcia migawki np. 1/10 sekundy, a przy czułości wyrażonej w ISO 2 razy większej – z czasem 1/20 sekundy.

Co to jest „światło obiektywu”? W uproszczeniu ogniskowa obiektywu podzielona przez maksymalną średnicę soczewki tegoż obiektywu, przez jaką wpada do aparatu światło. Ta średnica może być zmniejszana przez przesłonę (możemy ją zobaczyć w niektórych obiektywach), i gdy ją otworzymy całkowicie, to największy otwór, jaki dostaniemy, wchodzi nam do wyliczenia „światła obiektywu”.

Wiedza przez wielu ludzi niezauważana. Bo i po co, skoro robimy zdjęcia smartfonami w ten sposób, że celujemy i pstrykamy. Czasami jednak owe zdjęcia nie wychodzą, i to z tego powodu, że jest za ciemno. Mieliśmy za małe ISO, za dużą najmniejszą przesłonę, za długi czas naświetlania. Na przykład z tego powodu harce na scenie się rozmyły w kolorową plamę. Albo zostały przykryte kolorową posypką szumów matrycy.

Zapewne dla wielu osób, to co piszę, brzmi jak znana mądrość, że ponieważ ferszlus trzeba roztrajbować, a droselklapa tandetnie zblindowana i ryksztosuje, to bez holajzy ani rusz. Myślę że przynajmniej jedno jest czytelne: to wiedza mniej więcej tej finezji, co fachowa hydraulika. Nade wszystko z pewnością rozstrzygalna za pomocą prostych, dostępnych każdemu doświadczeń.

Zdawać by się mogło, że sprawą oczywistą jest to, że posiadanie w aparacie owego „wysokiego ISO” jest dobre. Albowiem wyraźnie rozszerza ono zakres warunków, w jakich można robić zdjęcia. Pozwala używać krótszych czasów naświetlania. Właściwie tylko tyle, ale to jeden z najważniejszych problemów w fotografii. Chcesz „zamrozić” ruch tancerki na scenie, wody w fontannie – potrzebujesz krótkich czasów. Jest ciemno, chciałbyś robić zdjęcia – figa, bo potrzebny czas naświetlania jest za długi, by utrzymać nieruchomo aparat w rękach i zdjęcie się nie rozmazało. Gdy mamy długą ogniskową, zgodnie z regułą zwaną „jeden przez ef”, aby otrzymać nieporuszone zdjęcie z ręki, najdłuższy czas naświetlania, jakiego można użyć – w częściach sekundy – to 1 podzielone przez równoważnik ogniskowej dla małego obrazka w milimetrach.

Taka niemała dygresja: kiedyś można było powiedzieć prościej. „Podziel jeden przez ogniskową obiektywu w milimetrach i wyjdzie najdłuższy czas, na jakim można fotografować bez statywu.” Niestety narobiło się, bo kiedyś były aparaty na klisze i jeden format małego obrazka – choć, by być dokładnym, to nie do końca prawda. Tym niemniej było często to na tyle prawdziwe, że szczególnymi wypadkami można było się nie zajmować. Obecnie sprawa wygląda tak, że musimy dodać ten „równoważnik ogniskowej”, bo zdecydowana większość urządzeń fotografujących ma ową fizyczną ogniskową, czyli zmierzoną suwmiarką, wyraźnie mniejszą niż wynosi ów równoważnik. Zwykła geometria, ale wyciągnijmy pewien znacznie ogólniejszy wniosek: jeśli mamy intuicję fotograficzną wynikającą choćby z tego, że posiadaliśmy (posiadamy) aparat na kliszę, to technika (można dodać złośliwie: marketingowa) oddzieliła nas od nich. Aby się nimi posłużyć, musimy kombinować przy pomocy jakiś dziwolągów typu „równoważnik ogniskowej”. Tak jest z owym ISO, podstawowym parametrem podawanym dla aparatów fotograficznych. Od świata rzeczywistego niestety oddziela nas coraz więcej interfejsów użytkownika, rozmawiamy nie o tym, co jest naprawdę, ale o jakimś pozorze stworzonym po to, by człowiek się nie pogubił.

Ściągnij tekst:
Strony: 1234

Mogą Cię zainteresować

XXXII Zielonogórski Festiwal Fantastyczny – Bachanalia Fantastyczne
Aktualności Fahrenheit Crew - 10 października 2018

Zapowiedź XXXII Zielonogórskiego Festiwalu Fantastycznego – „Bachanalia Fantastyczne”.

Adam Cebula „Elegia na koniec żółtego światła”
Para-Nauka Adam Cebula - 6 marca 2017

Czy zastanowiliście się nad tym, że właśnie następuje zmiana dekoracji w naszym…

Adam Cebula „Niepewność pomiarowa, czyli cztery dziurki w guziku z pętelką”
Para-Nauka Adam Cebula - 8 sierpnia 2018

Jak doniosły niedawno tak zwane publikatory – czy też media (tym razem…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!