Agnieszka Hałas „Pokłosie pewnego bankructwa”

Opowiadania Agnieszka Hałas - 5 września 2017

Bel Ingre. Stolica Lossoru. Tei nie wiedziała dokładnie, jak daleko to jest, ale złapała się na podejrzeniu, czy aby żmij nie kłamie jak z nut. Słyszała wprawdzie, że magowie mogą podróżować na wielkie odległości w mgnieniu oka, ale… Miała nieprzyjemną świadomość, że w żaden sposób nie może zweryfikować prawdziwości jego słów.

Brune Keare zamilkł i zmierzył ją spojrzeniem. Zdrętwiała w obawie, że jakimś sposobem wyczuł, co pomyślała.

– Spójrz na to – powiedział, wyjmując z kieszeni list z przełamaną pieczęcią. Tei rozłożyła go. List, datowany na trzy dni wstecz, zaadresowany był do kapitana jakiegoś statku i dotyczył dziesięciu bel czerwonego jedwabiu, których brakowało w manifeście ładunkowym. Na dole widniał dobrze jej znany, zamaszysty podpis: „Zakarias Margell”.

– Widzieliście się z Zakarim? – odważyła się spytać.

– Owszem. Nawet rozmawiałem z nim przez chwilę. Na razie mogę ci powiedzieć, że twój brat jest zdrowy, wygląda na zadowolonego z życia i nie robi nic, za co mógłby stanąć przed sądem. O ile to jakaś pociecha.

– A co sądzicie o tym liście gończym…?

– Ten list gończy jest już nieważny – odrzekł krótko. – Wedle informacji, jakie udało mi się zdobyć, ka-ira znany jako Scabre Jaszczur zginął dwa tygodnie temu, zastrzelony w pobliżu granicy z Ariskenem. Ktoś odwiózł jego głowę na najbliższy posterunek wojska i zgarnął nagrodę.

Tei poczuła, że opuszcza ją cała nadzieja.

– Więc…

– Poczekaj. Zamierzam zgłębić tę sprawę tak czy inaczej. Tarantula ma poważne wątpliwości, czy wieść o jego śmierci jest prawdziwa. Na tyle poważne, że we własnym zakresie wyznaczyli nagrodę dla śmiałka, który im dostarczy Jaszczura żywego bądź martwego, wraz z niepodważalnymi dowodami jego tożsamości.

– Kto to właściwie jest, ten cały Jaszczur?

– Kawał skurwiela, za przeproszeniem. Pracuje dla Białego Kwiatu, mówi ci coś ta nazwa?

Przytaknęła. Biały Kwiat, organizacja działająca przede wszystkim na wschodzie, w portach Lossoru i Chalkiru, rywalizowała z Synami Tarantuli między innymi o wpływy z piractwa na Morzu Tęsknot.

– A jeśli się okaże, że pan Ulfer nie ma z nim nic wspólnego? – spytała, bojąc się, co będzie, jeśli rozwiązanie zagadki okaże się rozczarowujące. Żmij machnął ręką.

– Sądząc z tego, co opowiadają o tym Ulferze, mało prawdopodobne, żeby był zwykłym kupcem. Zamierzam na początek wybadać, co się kryje za fasadą, którą tak pracowicie sobie stworzył, a potem wydobyć twojego brata z kłopotów, jeśli je ma. Ostatecznie – uśmiechnął się nieznacznie – za to mi płacisz. Teraz poproszę cię o uiszczenie należności.

Tei zadrżała. Słyszała niejedno o makabrycznych rytuałach przeprowadzanych przez czarnych magów, a to opuszczone poddasze wyglądało akurat na miejsce, gdzie pod samym nosem nieświadomych niczego mieszczan mogą się dziać mroczne okropieństwa. Nie zdziwiłaby się, gdyby widoczne na podłodze ciemne zacieki były śladami krwi. Szczerze wątpiła, czy gdyby zaczęła tu krzyczeć, ktoś przybiegłby na pomoc.

Ale była wnuczką swojej babki, więc zebrała się w sobie, myśląc, że skoro dała słowo, nie może teraz stchórzyć.

Brune Keare ponownie otworzył skrytkę w podłodze, z której tym razem wyjął skórzany woreczek.

– Sól – wyjaśnił, po czym zanurzył palce w białym proszku i zaczął kreślić na stole esowatą linię. Po kilku chwilach na blacie widniał skomplikowany wzór.

– Połóż tu dłonie, płasko – polecił żmij, wskazując puste miejsce pośrodku. Potem, ku zaskoczeniu Tei, wyjął z zanadrza flet i zaczął grać.

Melodia, z pozoru cicha i łagodna, miała w sobie coś upiornego. Sączyła się niczym zatruty strumyczek, odzywając się wibrującym chłodem w każdym ścięgnie, w każdym włókienku ciała. Dziewczyna nagle poczuła mdłości i usłyszała narastające dzwonienie w uszach, a potem ogarnął ją mrok.

Stopniowo wracając do przytomności, doznała przedziwnego uczucia, że unosi się w powietrzu. I rzeczywiście tak było.

– Zemdlałaś – powiedział Brune Keare. – Jak się czujesz? Kręci ci się w głowie? – Gdy zaprzeczyła, polecił: – Spróbuj stanąć na nogach i usiąść.

Odniosła wrażenie, że niewidzialne ręce ujmują ją wpół i stawiają na podłodze. Chwiejnie osunęła się na podsunięte krzesło, wdzięczna magowi, że oszczędził jej upadku na brudne deski.

– Zaraz wrócisz do siebie – powiedział. – To była pierwsza rata zapłaty. Może po wszystkim zażądam drugiej, a może nie, zobaczymy.

– Słabo mi – szepnęła Tei, do której jego słowa docierały jak przez szybę.

Żmij wyjął z kieszeni manierkę i podał jej.

– Napij się, tylko ostrożnie.

Łyknęła odrobinę palącego trunku, zakaszlała i poczuła, że krew w jej ciele zaczyna żywiej krążyć.

– Nic ci nie będzie – stwierdził. – Teraz słuchaj. Potrzebuję jeszcze kilku dni, żeby wybadać, co śmierdzi w Bel Ingre. Jeśli moje podejrzenia w kwestii Zakariego są słuszne, przyjdę do twojej babki, bo to nie jest sprawa do omówienia tylko z tobą, bez urazy.

Kiwnęła głową. Jeszcze niedawno istotnie poczułaby się urażona, ale teraz powitała jego słowa z ulgą.

 

***

 

W sypialni adwokata cuchnęło mimo otwartego okna.

– Jest gorzej – stwierdził oczywisty fakt Krzyczący, siadając na brzegu łóżka. Choć odór choroby go brzydził, sama aura cierpienia była znajomo, paskudnie przyjemna. Jego dar chłonął ją tak, jak roślina chłonie promienie słońca.

– Potwornie boli – wychrypiał Lyspis. Był blady jak ściana i spocony. – Ale najgorsze są te cholerne torsje. Dziś od rana rzygałem już gównem, robakami, stonogami i znowu gównem. – Popatrzył udręczonym wzrokiem na miskę stojącą przy łóżku.

Ból bił od niego niczym ciepło od pieca; żmij musiał zwalczyć pokusę, by przymknąć oczy, grzejąc się w tej czarnej poświacie. Pokiwał głową, darując sobie stare jak świat stwierdzenie: a nie mówiłem?

– Spróbuję temu zaradzić – powiedział.

Na stoliku w rogu komnaty, wstawionym tutaj na jego prośbę, widniał wzór wyrysowany solą. W centrum krzyżujących się łuków i okręgów stała szklana czareczka. Rano jeszcze pusta, teraz – wypełniona była czerwonym płynem. Krzyczący wystawił ją za okno, w śnieg na parapecie, i odczekał chwilę, by zawartość się schłodziła.

– Mam tu lekarstwo, które powinno pomóc na dzień czy dwa – powiedział, podając czarkę Lyspisowi.

– Co to takiego?

– Tajemnica zawodowa. Proszę sączyć po łyczku.

Jednak ledwie adwokat przełknął odrobinę płynu, zakrztusił się, prędko odstawił czarkę i zwiesił głowę nad miską. Rzężąc boleśnie, zwrócił kilka żywych, wijących się wielonożnych paskudztw wraz z potokiem żółci.

Krzyczący zacisnął zęby. Zawołał służącą i wydał dyspozycje – sopelek lodu do ssania i ciepły okład na żołądek.

Ściągnij tekst:

Powiązane wpisy

Nagrody Nowej Fantastyki 2018
Aktualności - 21 maja 2018

Podczas odbywających się w miniony weekend Warszawskich Targów Książki zostali ogłoszeni laureaci…

Agnieszka Hałas „Pośród cieni”
Ksiażki fantastyczne - 11 września 2017

Autorka: Agnieszka Hałas Tytuł: Pośród cieni Cykl: Teatr węży Wydawnictwo: Dom Wydawniczy…

Program Dragonu!
Aktualności - 21 maja 2016

patronatWielkimi krokami zbliża się Ogólnopolski Konwent Gier Fantastycznych Dragon! Przez cztery dni uczestnicy…

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!