Mapa Ukrainy
ISSN: 2658-2740

Dywagacje o nauce – wywiady z Andrzejem Zimniakiem

Dziś przedstawiamy Wam fragmenty najciekawszych wywiadów na tematy związane z nauką, udzielonych przez Andrzeja Zimniaka.

 

Pyta Tomasz Kołodziejczak:

 

T. K.: Pisarstwo nie jest twoim jedynym zajęciem. Jesteś naukowcem…

Andrzej Zimniak: Uczę chemii i przedmiotów pokrewnych w wyższych uczelniach, najpierw była to Politechnika, teraz – Akademia Medyczna. Prowadzę badania nad relacją między strukturą związków organicznych a ich aktywnością biologiczną. Głównie badam antybiotyki nowych generacji – zapotrzebowanie na te leki obecnie szybko wzrasta w miarę pojawiania się opornych szczepów wirulentnych bakterii.

T. K.: Jakie było największe odkrycie w chemii w XX wieku, a jakie przepowiadasz w niedalekiej przyszłości? Czy odmieni ono nasze życie?

A. Z.: Zdania mogą być podzielone, ale ja za największe osiągnięcie w ubiegłym stuleciu uważam odkrycie penicyliny, a potem innych antybiotyków. Odmieniło ono życie ludzi w sposób zasadniczy, na przykład zapalenie płuc przestało być śmiertelną chorobą. Dawniej byle zadrapanie mogło stać się przyczyną śmierci, jeśli ranka uległa zakażeniu.

Prognozowanie długoterminowe ma to do siebie, że szczegółowe przepowiednie prawie nigdy się nie sprawdzają, a to dlatego, że nie da się przewidzieć przyszłych wynalazków, zmieniających bieg dziejów. Jednak naukowcy nie mają wątpliwości, że najbliższe kilkadziesiąt lat będzie należało do biotechnologii i genetyki. Ponieważ uprawiam zawód chemika od dawna, miałem sposobność obserwowania charakterystycznych zmian na tym polu. W czasach, gdy studiowałem, a także przez następne kilkanaście lat, chemicy-syntetycy zajmowali się głównie konstruowaniem najdziwniejszych związków, możliwych do pomyślenia, a potem badali ich właściwości, także pod kątem potencjalnych zastosowań, np. do otrzymywania leków, lakierów, polimerów, paliw, w ogniwach itd. Natomiast gdy ostatnio uczestniczyłem w konferencjach chemicznych, stwierdziłem że większość prezentowanych prac dotyczyła badań, nawiązujących do chemii żywych organizmów. Ten stan w jakimś stopniu może być wynikiem mody (tak, coś takiego w nauce też występuje, lecz wynika głównie z preferencji w przyznawaniu grantów), ale przecież nie tylko. W miarę poznawania szyfrów życia i chemii żywych istot, a także rozwoju nauki, badacze byli w stanie nie tylko docenić złożoność, wielofunkcyjność i swoistą „elegancję systemową” tworów ożywionych, ale także próbować naśladować pewne procesy na sztucznych, lecz coraz bardziej złożonych modelach. Na przykład sztuczne enzymy.

Jak to działa? W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że enzym pełni rolę pośrednika, skłaniając dwie chemiczne molekuły do połączenia. Robi to dość obcesowo, bo łapie i odkształca pierwszą cząsteczkę, odsłaniając jej „czułe miejsce”. Selektywnie do tego miejsca pasuje tylko inna molekuła, więc przelatując obok korzysta z okazji i wchodzi w reakcję. Wiele procesów chemicznych wymagających dzisiaj ekstremalnych technologii (np. wysoka temperatura i ciśnienie, szkodliwe dla środowiska chemikalia) da się za pomocą enzymów przeprowadzić łatwo, prosto i czysto, w otwartej kadzi z wodą. Pofantazjujmy: produkty techniczne zostaną częściowo zastąpione przez biotechnologiczne, np. tworzywa nie będą już tak zupełnie sztuczne, biokatalizatory będą same prząść bawełniane nici, przerabiając makulaturę, a z materiałów odpadowych powstaną wysokoenergetyczne paliwa. Niektórzy zechcą nazwać to nanotechnologią, ja jednak wolę mówić o chemii modyfikowanych enzymów.

Futurologizujmy dalej. Granice między chemią, biochemią, biologią i genetyką stracą na ostrości w miarę coraz lepszego poznawania procesów, charakterystycznych dla życia. Dalej: przypuszczam, że nastąpi przełom w produkcji żywności, spowodowany przemysłowym namnażaniem tkanek. Odpowiednie komórki będzie się dało namnażać w inkubatorze, więc wyeliminujemy hodowlę zwierząt rzeźnych, bo od razu w garnku urośnie karkówka albo golonka, według życzenia. Podobne manipulacje z materiałem roślinnym dadzą w efekcie klony ziemniaków i sałaty. Wystarczy przechowywać po kilka wzorcowych komórek wyjściowych, aby prowadzić produkcję w nieskończoność. Powstaną oczywiście problemy, skąd brać pożywki dla tych kultur i skąd czerpać energię, ale to już inna sprawa.

T. K.: Niezłe perspektywy. Wszystko sztuczne, od podkoszulka do kotleta schabowego?

A. Z.: Nie tyle sztuczne, co biotechnologiczne.

T. K.: Co myślisz o przyszłości eksperymentów genetycznych?

A. Z.: Postępy w biologii molekularnej są tak znaczne, że już wkrótce zabierzemy się za nasze garnitury genowe, czyli za zmianę cech. Nie sądzę jednak, aby z tego powodu rodzajowi ludzkiemu groziła zagłada. Po prostu znakomicie zwiększy się liczba mutacji, bo do naturalnych dojdą manipulowane. Tak czy owak przeżyją tylko ci przystosowani, a niezmutowana część populacji będzie stanowiła rezerwuar genów wyjściowych. Nie wierzę w jakąś umykającą spod kontroli wirusową pandemię letalnych zmian genetycznych, która stanowiłaby epilog naszego gatunkowego bytu. Taka pandemia jest teoretycznie możliwa, lecz przeżyjemy ją jako gatunek, choć, gdyby nastąpiła, okupimy hekatombami ofiar. Wierzę natomiast w ogromne możliwości przystosowawcze ziemskiego życia.

T. K.: A co dobrego może dać nam ta genetyczna rewolucja?

A. Z.: Leczenie chorób dziedzicznych, być może skuteczniejszą walkę z rakiem. Produkcję leków, związków chemicznych i żywności przez drobnoustroje (to już się robi, ale zastosowania będą szersze). Nie wiem, czy to dobre, ale z pewnością rozpocznie się dzieło architektury biologicznej, a więc „ulepszania” człowieka. Trzeba będzie go upiększyć, paniom wydłużyć nogi i zlikwidować cellulitis, a panom dodać siły i wigoru. Oczywiście także zapobiec demencji starczej, poprawić wzrok, przydać inteligencji. Najlepiej zaś będzie wyłączyć zegar biologiczny na wieku 25 lat, choć zadanie to, jak sądzę, raczej się nie powiedzie. Cała natura działa na zasadzie zamkniętego kręgu narodzin i śmierci, więc nie przypuszczam, żeby udało się zrobić w nim wyłom.

Będziemy także ulepszać pszenicę, banany, trawę, psy i koty. W wyniku połączonych wysiłków biotechnologów i biologów molekularnych mogą powstać niewolnicze organizmy, zastępujące w działaniu dzisiejsze urządzenia techniczne. Klasycznym przykładem niechaj będzie wielofunkcyjny android, pozbawiony wyższej, czyli ludzkiej świadomości istnienia. Będzie go stosunkowo łatwo wyprodukować przez wybiórczą degradację naszego wyposażenia genetycznego. Jestem przekonany, że opanujemy hodowlę sztucznych organów na przeszczepy – z kilku pobranych komórek wyrośnie cały narząd, na który pacjent – dawca i biorca w jednej osobie – będzie już niecierpliwie czekał. Do pomyślenia są także inne twory, powiedzmy biologiczna lodówka, czyli stojący w kącie dwumetrowy pęcherz, w którego wnętrzu nic się nie psuje, choć nie będzie w nim zimno, elektryczne wymię, produkujące codziennie świeże mleko, albo biegający biosamochód, pędzony biopaliwem bakteryjnym. Wszystko tanie i samorosnące, jak pelargonia na oknie. Czasem tylko trzeba będzie podlać gwuu.

T. K.: …?

A. Z.: Nie, naprawdę nie mogę powiedzieć. Jeszcze nie teraz.

T. K.: Aha. Mam wrażenie, że to wszystko już nie jest futurologią i sf nawet, to czysty horror…

A. Z.: Ależ nie! Zastrzegłem na wstępie, że ścisłe prognozy są z reguły mało sensowne, więc tylko starałem się stworzyć klimat do indywidualnych przemyśleń dla czytelników. Wszystko, co diametralnie różni się od naszych utopijnych wyobrażeń o przyszłości, odbieramy dziś jako horror. Dla naszych wnuków będzie to najzwyklejsza, nudnawa rzeczywistość.

T. K.: Czego życzyłbyś na koniec czytelnikom oprócz dwugłowego kota do czyszczenia dywanów?

A. Z.: Nie ma się czego obawiać, epoka żywych airbusów i inteligentnych wojskowych pcheł nie będzie naszym problemem, ani też problemem tych, którzy obecnie ssają matczyne mleko. A gdyby nawet, to przecież nie technika nam grozi, tylko my sami, bo wszak my decydujemy, jak wykorzystać narzędzie. W przeciwieństwie do kasandrystów uważam, że równowagę na naszej planecie zaburzyć jest niesłychanie trudno, więc nie przypisujmy gatunkowi ludzkiemu zbyt wiele, natomiast starajmy się uszanować nasze osiągnięcia, zarówno kulturowe, jak i technologiczne, bo jak inaczej ma się przejawiać prohumanistyczna postawa człowieka? Reakcją na atomizację społeczną, wznoszącą się falę gwałtu i utratę punktów odniesienia powinno być poszukiwanie zasad, bo bez nich trudno będzie żyć. A że w walce światła i ciemności wynik był zawsze remisowy od czasów, których sięga ludzka pamięć, podejrzewam, że taki pozostanie na długo.

 

*




Pobierz tekst:
Strony: 1 2 3 4

Mogą Cię zainteresować

Tomasz Kołodziejczak „Czerny Horyzont, wyd.2”
Fantastyka Fahrenheit Crew - 20 stycznia 2011

Fabryka Słów Szukaliśmy życia w Kosmosie. Zagłada przyszła z innego wymiaruCzas Gehenny. Europa jest…

Kim będziemy o świcie?
Recenzje fantastyczne nimfa bagienna - 17 grudnia 2014

Tytuł: „Władcy świtu” Autor: Andrzej Zimniak Wydawca: Rebis 2014 Stron: 320 Cena:…

Wojtek Sedeńko „Pejzaż z gwiazdami”
Fantastyka Wojtek Sedeńko - 28 grudnia 2017

Wojtek Sedeńko na blogu poinformował o planie wydania swojej publicystyki w formie…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Fahrenheit